
"Lalka" Bolesława Prusa w kamerze Pawła Maślony nie jest ani nienaruszalną lekturą szkolną, ani mityczną wierną adaptacją. Serial Netflixa nadaje historii Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej współczesne rysy, stając się idealnym rozrachunkiem z romantyczną wizją polskiego kanonu literatury. Przekleństwa, "brudne myśli" i komiczne wręcz odrealnienie klas wyższych może i są kaprysem twórców, ale przecież koniec XIX wieku nie był znowu taki niewinny.
Tekst zawiera spoilery dot. serialu "Lalka" Netflixa.
"Lalka" Pawła Maślony wcale nie odbiega daleko od głównych założeń, które uczyniły powieść pióra Bolesława Prusa arcydziełem epoki pozytywizmu. Praca u podstaw, emancypacja kobiet, kult nauki, organicyzm i rozliczenie z bezczynną arystokracją – w serialu Netflixa do motywów kluczowych dla prozy polskiego pozytywisty dodano element, który zapewne zagra na nosie tradycjonalistom.
Czytelnicy zbyt dużą wagę przywiązali do plakatu z żółtym napisem "daddy issues", będącym zwykłym marketingowym manewrem, wyobrażając sobie pozbawiony pruderii i na siłę uwspółcześniony retelling "Lalki" z możliwie najczarniejszym scenariuszem (wracają wspomnienia z oskarżeń o obsceniczność, jakie w ubiegłym wieku kierowano do D.H. Lawrence'a, autora "Kochanka lady Chatterley").
Jeszcze przed premierą można było odnieść wrażenie, że "Lalka" Netflixa to test dla Polaków. Jedyną prawdziwie gorzką pigułką do przełknięcia dla obrońców cnoty "Lalki" nie będą ich ponure przeświadczenia, lecz rozbudowana perspektywa u Maślony, która wychodzi daleko poza trzecioosobową narrację Stanisława Wokulskiego i pamiętnik starego subiekta.
Recenzja serialu "Lalka" Netflixa. Izabela Łęcka nareszcie przemawia własnym głosem
Wysiadamy w Warszawie czasów zaboru rosyjskiego, w której, podobnie jak u Bolesława Prusa, funkcjonariusze carskiego imperium pozostają poza kadrem. Krakowskie Przedmieście stanowi przekrój społeczeństwa polskiego – na drewnianych kładkach ułożonych na ubłoconych kocich łbach pod pomnikiem Mikołaja Kopernika zderzają bieda, bogactwo i wszystkie stany pomiędzy. Arystokracja ma czelność myśleć, że jest lepsza od innych, kiedy za zamkniętymi drzwiami ich wystawnych posiadłości rozgrywają się dramaty świadczące o czymś zupełnie przeciwnym.
Stanisław Wokulski wraca z wojny, gdzie dorobił się trzystu tysięcy rubli. W ojczyźnie przymierza się do tego, by stanąć do wyścigu o rękę wysoko urodzonej Izabeli Łęckiej. Jest gotów stosować nieczyste zagrywki, byleby osiągnąć swój cel. Czy taki "dorobkiewicz" jak on ma szansę przebić się przez niewidzialną ścianę, skoro nie powiodło się to nawet włoskim książętom? Izabela nie szuka męża, pragnie od życia czegoś więcej. Klosz, pod którym została wychowana, staje się jej własnym więzieniem.

Serial "Lalka" w sposób bardzo inteligentny stawia Wokulskiego i Łęcką na równi, oczywiście nie zapominając przy tym o przepaści klasowej, jaka ich dzieli. Były powstaniec styczniowy, który dorobił się kapitału, i panienka z "dobrego domu" w żadnym wypadku nie ucieleśniają idei egalitaryzmu, niemniej jako fikcyjne postaci mają podobne – wydawałoby się nawet, że niemożliwe do zrealizowania – cele.
Oboje są więźniami konwenansów. Z niego kpią, że zbił majątek na zmarłej żonie i że nigdy nie będzie częścią towarzystwa, a w niej dostrzegają tytułową lalkę, która nie ma ani praw, by decydować o sobie, ani pojęcia o prawdziwym życiu. Stanisław i Izabela dążą do tego, by wyrwać się z ram społecznej hierarchii.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Akcja serialowej adaptacji staje się idealnym środowiskiem do rozważań na temat nieuchronnych przemian. Dzięki wizycie na zapleczu kamienicy przy Alejach Ujazdowskich możemy lepiej niż na kartach powieści zrozumieć rodzącą się w tamtej epoce kobiecą emancypację, a dzięki dłuższemu pobytowi w galanterii po Janie Minclu wyraźniej dostrzec motyw rodzącej się świadomości klasowej.
Paweł Maślona nie odziera "Lalki" z jej pozytywistycznego charakteru, aczkolwiek patrzy na końcówkę XIX wieku oczami człowieka współczesnego, który w przeciwieństwie do Bolesława Prusa wie, jak potoczyły się dalsze losy polskiego społeczeństwa. Perspektywa czasu nadaje rozpieszczonej i uprzywilejowanej pozycji Łęckiej głębi – domyślamy się, że jej wychowanie nie było wolne od patriarchatu. Serial z wielkim skutkiem (i oczywiście z pewnymi zmianami względem oryginału) pozwala postaciom być ludźmi. Realizm Prusa uzupełniono realizmem psychologicznym adekwatnym do naszych czasów.
Farsa goni farsę. Sandrze Drzymalskiej i Tomaszowi Schuchardtowi udało się w niej odnaleźć
Pierwsze odcinki "Lalki" ogląda się poniekąd jak farsę, pełną intryg, zbiegów okoliczności i nieoczywistej dynamiki. Wykorzystanie przez twórców efektu rybiego oka służy budowaniu napięcia, które bardzo udziela się widzowi, gdy niemalże non-stop ma do czynienia z jedną tragikomiczną sytuacją po drugiej. W scenariuszu napisanym przez reżysera "Kosa", Pawła Demirskiego ("Udar") i Jagodę Dutkiewicz ("Aniela") groteska towarzysząca warszawskiej śmietance w publicznych miejscach stanowi kontrast dla ich prywatnego piekła i beznadziei klas niższych.
Im dalej w las, tym Stanisław Wokulski i Izabela Łęcka łagodnieją w kamerze Maślony. Sandra Drzymalska ("Simona Kossak") i Tomasz Schuchardt ("Dom dobry") zdołali stworzyć przejmujące, ale i gorączkowe portrety bohaterów, bez stawiania jednego z nich w gorszym świetle. Serialowa "Lalka" nie służy dyskusjom, kto był w ich relacji tym złym. Zamiast tego traktuje ich jednakowo i ze zrozumieniem.
Podobnie rzecz ma się z postaciami pobocznymi, które dzięki rewelacyjnej grze aktorskiej i subtelnym decyzjom ich odtwórców zbliżają się do widza. Jacek Braciak ("Kos") w roli Tomasza Łęckiego – ojca Izabeli – kradnie każdy kadr, w którym się pojawia, znakomicie oddając zarówno desperację dłużnika, jak i jego naiwność. Dariusz Chojnacki ("Rojst") jako Ignacy Rzecki oraz Maria Kania ("Kamienie na szaniec") jako pokojówka Marianna są nieoczekiwanym duetem i najbardziej ludzkimi twarzami adaptacji Netflixa.
Dalsza część artykułu poniżej.
QUIZ: Czy rozpoznasz kadr z kultowych seriali PRL?
1 / 15 Na początek coś prostego: z jakiego serialu pochodzi ten kadr?
Nie mogę przejść obojętnie obok występu Mirosława Zbrojewicza ("Chłopaki nie płaczą"), któremu powierzono naprawdę niewielką rolę. To jedna z wielu kreacji w serialu, które wcale nie musiały być rozbudowane, ale poprzez małe gesty i absolutny kunszt interpretatorów doprowadziły w tak krótkim czasie do narodzin postaci z krwi i kości.

Serialowa "Lalka" wie, że bez ryzyka nie ma zabawy
Realizacja "Lalki" Maślony przechodzi najśmielsze oczekiwania. Scenografię i kostiumy z całą pewnością wykonano z wielkim rozmachem, choć nie jestem historykiem, by określić, na ile wiarygodnie oddają one XIX-wieczne realia. Sześć długich odcinków serialu ogląda się z niesłabnącą ciekawością, a brawurowe zmiany w powieści Prusa są czasem tak oburzające, że aż można złapać się za głowę. Czy to zły znak?
Przyznam szczerze, że odwaga Netflixa – w przeciwieństwie do fatalnej interpretacji "Wiedźmina" Andrzeja Sapkowskiego – mnie urzekła. Ta adaptacja nigdy nie przekracza granicy dobrego smaku (przynajmniej w moich mniemaniu), aczkolwiek często stąpa chwiejnie po cienkiej linie.
Przed premierą wielu widzów było przekonanych, że ten serial nie powstał dla nas. Dobrze, że ktoś ośmielił się nakręcić "Lalkę" niezgodnie z kluczem maturalnym. Jej podręcznikowych wersji mamy aż nadto, a tak doczekaliśmy się Wokulskiego i Łęckiej, którzy są sobie bliżsi, niż by się wszystkim wydawało. W całym tym szaleństwie widzimy ludzi.




