
Płaci za angielski. Jedzie po nocy na drugi koniec miasta, żeby odebrać go z nieudanej imprezy. Dokłada do wymarzonych Jordanów. Wchodzi w jego życie małymi krokami. Skleja połamane serce. Jest obok zawsze wtedy, kiedy trzeba. Ale kiedy próbuje zwrócić uwagę albo postawić granicę, słyszy "Nie jesteś moim ojcem". – Nie może być tak, że ktoś ma obowiązki dorosłego, ale nie ma prawa głosu – zaznacza Ewelina Naturia Pańczyk, psychotraumatolożka, terapeutka i mediatorka.
"On chyba oszalał! On nie jest jego ojcem!" – Anita prawie pluje do słuchawki.
Twarz ma bordową, brwi uniesione, usta wydęte. – Wyobraź sobie: ja w pracy, a on do Antka z pretensjami, że ma w pokoju posprzątać, że zmywarki nie opróżnił, że lekturę ma czytać! I że jak tego nie zrobi, to nigdzie nie pójdzie. Antoś od razu mi wszystko napisał.
Teraz
"Nie jesteś moim ojcem" – Antek prycha, obraca się na krześle i kładzie nogi na biurku. Zakłada słuchawki
Jego tata zostawił go, jak Antek miał ledwie roczek. Stwierdził, że "musi sobie wszystko przemyśleć" i zamknął za sobą drzwi. Płaci najniższe alimenty.
Z Anitą przez pierwsze lata byli sami. Potem nieufnie i ostrożnie wpuszczała Michała w ich życie. Antek do Michała od początku mówi po imieniu.
Anicie jakby ciężar ktoś zdjął z pleców. Michał ma auto, to na dodatkowe zajęcia Antka zawiezie. Po ciemku sam chłopak wracać nie musi. I o tych wszystkich sprawach, o których trudno rozmawiać z mamą, pogada z Antkiem.
Nawet już na zakupy chodzą razem. Anicie żal pieniędzy na modne ciuchy, ale Michał zawsze przymknie oko na cenę, jak Antkowi coś się marzy.
Trzy lata mieszkają ze sobą "tak naprawdę". Wcześniej Michał zostawał tylko na weekendy. Zawsze coś naprawił, śrubki przykręcił. I Antka na basen w sobotę rano zawiózł.
"Tylko ten Michał się wtrąca" – pożali się koleżance Anita. – "Ingeruje za bardzo"
Wcześniej
Michał siedzi z Antkiem przy biurku. Dłonie ma usmarowane klejem, wokół leżą kawałki kolorowego papieru i tektury. Antek jest jeszcze mały. Śmieje się, kiedy Michał udaje, że nie potrafi wyciąć prostego kółka.
Michał rozpieszcza Antka prezentami. Kocha Anitę, chce wkraść się w łaski jej dziecka. Zaskarbić jego sympatię. Nie ma innego pomysłu. Nie ma swojego dziecka, nie wie, co trzeba robić, żeby zostać "fajnym wujkiem".
Więc na wszelki wypadek robi wszystko.
Aż przychodzi moment, kiedy Michał nie chce już tylko pomagać. Przecież od dawna nie jest gościem, który wpada na weekend. Są rodziną, choć mają różne nazwiska.
W przedpokoju obok plecaka Antka stoją jego buty. Z Anitą dzielą rachunki, planują wakacje, robią zakupy. Michał wie, kiedy Antek ma sprawdzian i jaki model Jordanów od miesięcy ogląda w internecie.
Ewelina Naturia Pańczyk
psychotraumatolożka, terapeutka i mediatorka
W pewnym momencie zaczyna jednak oczekiwać czegoś w zamian: bycia częścią systemu. I tego że wspólne zasady obowiązują wszystkich.
I właśnie wtedy okazuje się, że Michał nadal jest kimś obcym. "Nie jesteś jego ojcem" mówi nawet babcia Antka, która nie pogodziła się, że Anita nie stworzyła rodziny z mężem. Choć to nie ona odeszła.
Ciąg dalszy tekstu poniżej
Zobacz także
Z Alicją było odwrotnie.
Jej partner bardzo szybko, bo ledwie po miesiącu związku, uznał, że ma prawo mówić jej córce, co robi źle. A jego zdaniem robiła źle w zasadzie wszystko.
Najpierw przewracał oczami, ciężko wzdychał. Potem 11- letnia Basia słyszała, że jest leniwa, aspołeczna, że niczym ciekawym się nie interesuje.
Alicja jak lwica broniła córki. Tłumaczyła partnerowi, że przekracza granicę. Kilka razy groziła nawet rozstaniem. Ale kiedy Grzegorz zapewniał, że "to wszystko z troski", na chwilę mu uwierzyła. Może rzeczywiście ją rozpieściła?
Ale Basia gasła. Z roześmianej dziewczynki nic nie zostało.
– Do krytykowania to był pierwszy – w jej głosie słyszę gorycz. – Skarcić, zwrócić uwagę, a nawet zaplanować jej przyszłość. Krytykował też moje wybory: nie taką szkołą tańca dla Basi wybrałam, nie do tego dentysty z nią chodzę, co trzeba. Ale jak trzeba było nam pomóc, to Grześka nie było.
Aż ją wzdryga na samo wspomnienie: zima, Basia z wysoką gorączką. Niedziela. Otwarta apteka jest na drugim końcu miasta. Alicja prosi Grześka, żeby pojechał po leki. Ten wykręca się obowiązkami.
Innym razem: poprosiła, żeby odebrał Basię z tańców. Powiedział, że... nie jest jej ojcem.
– Popatrzył na mnie, jakbym nerki od niego zażądała – mówi kpiąco.
Jeszcze trochę próbowała mu tłumaczyć, że jeśli chce mieć wpływ na dziecko, musi być też obecny w jego życiu. Ale na próżno.
Alicja
mama 11- letniej Basi
Dość szybko się rozstali. Ale nie na tyle, żeby Basia nie zapamiętała, że jest "leniwa" i "aspołeczna".
Na doczepkę
Marcin chciałby się rozstać, ale mówi, że już za późno. Jest dobrze po czterdziestce. Duży biznes, dom na kredyt. Nie ma siły zaczynać od nowa.
– Jestem ja i są one – uśmiecha się gorzko. – Nasza trójka istnieje tylko na zdjęciach. Zawsze byłem na doczepkę, choć wcześniej nie było tego aż tak widać.
Marcin
ojczym Niny
Marcin nigdy nie wziął ślubu z jej mamą, ale sam mówi o sobie: ojczym. W końcu jest obecny w jej życiu niemal od początku. Ale nie ma nic do powiedzenia. Jego partnerka z córką założyły jakby przeciwko niemu komitywę.
– Wyobraź sobie taką sytuację: ja i jej mama mamy swoje dorosłe sprawy do przegadania. Jeszcze nie zawsze potrafimy to zrobić i wtedy zdarzają nam się ciche dni. I co robi Nina? Też przestaje się do mnie odzywać. Pytam, o której wróci albo gdzie będzie nocować, a ona nie odpowiada. Jak ja pokłócę się z jej mamą o coś, co dotyczy tylko nas, Nina też się ode mnie odsuwa i zaczyna zachowywać tak, jakby ten konflikt dotyczył również jej.
Jak powinna wyglądać rola partnera, żeby dziecko nie czuło, że dostaje "nowego ojca", a mężczyzna nie czuł się jednocześnie wykorzystywany i bezsilny?
– Jeżeli mamy nowego partnera matki, dziecko i matkę, tworzy się system rodzinny, w którym każdy powinien mieć określone miejsce. Nie mamy ani prawa, ani obowiązku zastępować niczyjego miejsca, ale każdy musi znaleźć swoje miejsce w nowym układzie. Nie może być tak, że ktoś ma obowiązki dorosłego, ale nie ma prawa głosu – tłumaczy Ewelina Naturia Pańczyk, psychotraumatolożka, terapeutka i mediatorka.
Jak zaznacza ekspertka, jeśli partner mieszka z dzieckiem, wozi je, pomaga mu, uczestniczy w codzienności, odrabia z nim lekcje, współfinansuje życie i przede wszystkim współtworzy dom, staje się jego ważną, codzienną częścią.
– Nie zastępuje biologicznego ojca i nie powinien próbować zajmować jego miejsca w świadomości czy miłości dziecka. Nie może też być sprowadzany do roli zasobu, sponsora czy pomocnika pozbawionego wpływu na to, jak funkcjonuje dom. W perspektywie systemowej odpowiedzialność musi iść w parze z adekwatnym wpływem. Nie możemy oczekiwać od partnera współodpowiedzialności za bezpieczeństwo, zdrowie czy edukację dziecka, a jednocześnie odbierać mu prawa do wpływania na to, jak rodzina funkcjonuje.
Jak mówi dalej, kluczowa jest tu rola matki.
– To ona najpierw powinna ustalić z partnerem, jak ma wyglądać ich wspólne życie, a potem jasno przekazać to dziecku. Dziecko nie powinno współtworzyć tych ustaleń ani uczestniczyć w ich negocjowaniu. Powinno wiedzieć, czego się od niego oczekuje, i mieć poczucie, że oboje dorośli są w tym spójni – mówi Pańczyk.
Przestrzega też przed sytuacją, w której matka sama podważa pozycję partnera.
Ewelina Naturia Pańczyk
psychotraumatolożka, terapeutka i mediatorka
Takich historii jak te, będzie coraz więcej. W Polsce każdego roku rozpada się kilkadziesiąt tysięcy małżeństw. W 2025 roku rozwiodło się około 61 tys. par. Rok wcześniej ponad 57 proc. rozwodzących się małżeństw wychowywało małoletnie dzieci – w sumie było ich około 51 tys.
Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie te dzieci później trafiają do rodzin patchworkowych. Ale po rozstaniu rodziców coraz częściej pojawiają się nowi partnerzy, nowe domy i nowe relacje, w których każdy musi znaleźć swoje miejsce.
I właśnie wtedy zaczynają się pytania, z którymi mierzy się dziś Marcin czy Michał: kim właściwie jestem dla dziecka partnerki? Mam prawo czegoś wymagać? Czy mogę stawiać granice? I co zrobić, kiedy między dorosłymi pojawia się konflikt, a dziecko mimowolnie zostaje wciągnięte w jego środek?
Czasem potrzeba terapii
Jeszcze trudniej robi się wtedy, gdy w ten układ ingeruje biologiczny ojciec.
– Jeżeli mówi dziecku: "Nie musisz go słuchać, bo to ja jestem twoim ojcem, buduje w nim konflikt lojalnościowy. Dziecko może zacząć myśleć: "Jeśli będę blisko niego, tata poczuje się odrzucony". Jeśli będziesz miły dla nowego partnera matki, możesz mieć poczucie, że zdradzasz własnego ojca. To dla dziecka bardzo trudna sytuacja. Jest właściwie ofiarą nieprzepracowanych emocji obojga rodziców.
Dlatego, jak mówi terapeutka, rozstanie rodziców nie powinno oznaczać końca pracy nad ich relacją.
– Jeżeli ludzie rozstają się w złych emocjach, bez szacunku, w złośliwościach, a do tego pojawiają się narcystyczne schematy relacyjne, system rodzinny pozostaje zaburzony. Nie mamy wpływu na dorosłego człowieka, który po rozstaniu zostaje ze złością, potrzebą zemsty czy nawet przemocą. To niestety bardzo często kończy się w sądzie, na mediacjach czy kursach kompetencji rodzicielskich.
I dodaje:
– W takich sytuacjach potrzebna może być terapia systemowa lub rodzinna. Byli partnerzy mogą uczestniczyć w indywidualnej terapii, ale także we wspólnych spotkaniach mediacyjno-terapeutycznych, które pomagają złagodzić emocje i na nowo zbudować relacje oparte na szacunku, współpracy i pogodzeniu się z nową rzeczywistością. Terapia po rozstaniu jest niezwykle ważna przede wszystkim dla dziecka, żeby nie zostało uwikłane w konflikt lojalnościowy.
A jeśli biologiczny ojciec nie chce współpracować?
– Jeżeli mamy do czynienia z osobą, która okopała się w swojej złości i nic nie pomaga, partner i partnerka muszą szczególnie mocno trzymać się razem. Stwarzać dziecku poczucie bezpieczeństwa i jasno komunikować: "Nie chcę zastępować twojego ojca. Nie jestem twoim tatą i szanuję twoją relację z nim. Natomiast żyjemy tutaj codziennie wspólnie, tworzymy ten dom i wspólnie z twoją mamą odpowiadam za jego funkcjonowanie. Nasza relacja również powinna opierać się na wzajemnym szacunku, zrozumieniu i partnerstwie".
Na koniec ekspertka podkreśla, że bardzo dużo zależy od matki.
– To od niej w dużej mierze zależy, jak dziecko będzie traktowało jej partnera. Nie może raz włączać go w życie rodziny, a kiedy indziej odbierać mu prawa do wpływu. Potrzebne są konsekwencja, stabilność i wzajemne wsparcie dorosłych.





