myśliwy
Tragiczny wypadek na polowaniu pod Kielcami. Nie żyje myśliwy z Włoch Fot. Adrian Infernus / Unsplash

Rutynowe przygotowania do polowania w województwie świętokrzyskim zakończyły się dramatem. 56-letni obywatel Włoch zginął na miejscu, prawdopodobnie w wyniku niekontrolowanego wystrzału z broni palnej podczas wyciągania z auta psów i ekwipunku. Śledczy rekonstruują przebieg zdarzenia, które po raz kolejny wywołuje dyskusję o bezpieczeństwie na polowaniach.

REKLAMA

Kolejne polowanie na terenie województwa świętokrzyskiego zakończyło się tragicznym bilansem. W miejscowości Daleszyce pod Kielcami doszło do śmiertelnego postrzału, w wyniku którego na miejscu zmarł 56-letni obywatel Włoch. Mężczyzna przyjechał do Polski na polowanie, jednak zginął, zanim na dobre zdążył wyjść w łowisko.

Śmierć przy samochodzie w Daleszycach. Włoch zginął na miejscu, śledczy odtwarzają przebieg tragedii

Śledztwo w tej sprawie prowadzą funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji w Kielcach pod nadzorem prokuratury.

Według wstępnych ustaleń policji, do niekontrolowanego wystrzału doszło w momencie, gdy 56-latek sięgał do swojego pojazdu, próbując jednocześnie wyciągnąć z niego psy myśliwskie oraz zabrać broń palną.

W niejasnych dotąd okolicznościach padł strzał z bliskiej odległości, który spowodował śmiertelne obrażenia u obywatela Włoch. Mężczyzna zmarł natychmiast, jeszcze przed przybyciem służb ratunkowych.

– Podczas wyciągania ze swojego pojazdu psów myśliwskich oraz broni doszło do wystrzału, w wyniku którego śmierć na miejscu poniósł 56-letni obywatel Włoch. Samego momentu zdarzenia nikt bezpośrednio nie widział. Staramy się odtworzyć z biegłym z zakresu balistyki okoliczności tego zdarzenia – poinformował st. asp. Jacek Borek z Komendy Miejskiej Policji w Kielcach.

Ciało zmarłego zostało zabezpieczone do badań sekcyjnych. Główną hipotezą przyjętą przez śledczych jest nieszczęśliwy wypadek i nieostrożność podczas obchodzenia się z bronią palną przy jej rozładunku lub wyciąganiu z samochodu.

Dlaczego broń wypaliła przy pojeździe?

Zasady bezpieczeństwa obowiązujące w polskim prawie łowieckim jasno określają zasady postępowania z bronią w rejonie pojazdów. Broń palna przewożona w pojeździe musi być rozładowana, z pustą komorą i zdemontowanym lub opróżnionym magazynkiem. Podczas transportu broń powinna znajdować się w pokrowcu.

Jednoczesne manipulowanie przy naładowanej broni oraz wyciąganie podekscytowanych psów myśliwskich z samochodu tworzy śmiertelnie niebezpieczną kombinację – gwałtowny ruch zwierzęcia, pociągnięcie za smycz lub zahaczenie o elementy wnętrza pojazdu może łatwo doprowadzić do pociągnięcia za język spustowy.

Ile osób ginie i odnosi rany na polskich polowaniach?

Tragedia w Daleszycach nie jest odosobnionym przypadkiem. Z danych policji, prokuratury oraz raportów organizacji monitorujących bezpieczeństwo na polowaniach (m.in. fundacji Myśliwi w działaniu oraz statystyk PZŁ) wynika, że broń myśliwska w Polsce regularnie staje się przyczyną kalectwa lub śmierci.

W ciągu ostatniej dekady podczas "wypadków łowieckich" zginęło prawie 30 osób. Postrzeleń jest średnio kilkanaście rocznie.

Kim są ofiary wypadków na polowaniach?

Wbrew obiegowej opinii, giną nie tylko uczestnicy samych polowań. Ofiary broni myśliwskiej można podzielić na kilka kategorii.

Pierwsza to sami myśliwi. Stanowią największą grupę poszkodowanych. Do tragedii dochodzi najczęściej w wyniku samopostrzelenia podczas manipulacji przy broni (np. przy wsiadaniu lub wysiadaniu z auta) lub nieostrożnego strzału oddanego przez kolegę z koła łowieckiego na linii strzału.

Druga grupa to osoby naganiające zwierzynę. Padają ofiarą postrzeleń przy rykoszetach lub nieprzestrzeganiu kątów strzału (np. głośny przypadek śmiertelnego postrzelenia 47-letniego naganiacza pod Kołobrzegiem).

Giną też osoby postronne. Tragiczne pomyłki ("pomylenie człowieka z dzikiem" lub rykoszety) doprowadzały w przeszłości do śmierci m.in. rowerzystów, spacerowiczów, a nawet młodzieży (jak głośna sprawa zastrzelenia 16-latka w przyszkolnym sadzie w Kluczkowicach czy śmierć żołnierza na terenie poligonu pod Krzekowem).

Co istotne, leśne szlaki nie są dziś bezpieczne również z innych powodów. Turyści coraz częściej spotykają na nich dzikie zwierzęta – niedawno nagranie, na którym przed turystami pojawił się niedźwiedź, obiegło cały internet.

Batalia o badania lekarskie i procedury bezpieczeństwa

W Polsce ponad 130 tysięcy myśliwych dysponuje łącznie niemal 400 tysiącami sztuk broni palnej. Każdy z nich ma prawo do posiadania broni gwintowanej i gładkolufowej o znacznej sile rażenia.

Od lat w polskiej przestrzeni publicznej toczy się ostra dyskusja dotycząca obostrzeń prawnych dla członków Polskiego Związku Łowieckiego. Obecne przepisy nakładają na myśliwych obowiązek przechodzenia szczegółowych badań lekarskich i psychologicznych tylko raz – w momencie ubiegania się o wydanie pozwolenia na broń.

Organizacje społeczne oraz część polityków od dawna postulują wprowadzenie obowiązkowych, okresowych badań psychologicznych i okulistycznych (np. co 5 lat), szczególnie dla osób po 60. czy 70. roku życia, u których pogarszający się wzrok, refleks czy stan zdrowia mogą prowadzić do tragicznych w skutkach pomyłek na łowisku.

Dostęp do broni to dziś temat znacznie szerszy

Debata o pozwoleniach wraca też w zupełnie innym kontekście. Promowanie swobodnego dostępu do broni stało się elementem politycznego przekazu – przypomnijmy, że jeden z publicystów, któremu niedawno postawiono zarzuty w sprawie Polskiej Fundacji Narodowej, publicznie przyznawał się do posiadania pistoletu Sig Sauer, co opisywaliśmy w tekście od KPRM i Solvere do Republiki i Kancelarii Prezydenta.

Równolegle państwo uczy obywateli bezpiecznego obchodzenia się z bronią w zorganizowany sposób. Uruchomione w tym roku szkolenia wojskowe dla cywilów obejmują kurs podstawowy, w ramach którego uczestnicy uczą się m.in. zasad bezpiecznego posługiwania się bronią.

Warto też pamiętać, że przy wypadkach na terenach leśnych i górskich kluczowy bywa czas dotarcia służb – a te mierzą się dziś z rosnącą liczbą interwencji. Wystarczy przypomnieć wrześniowy tragiczny finał poszukiwań w Tatrach, w który zaangażowano TOPR, drony i mobilne stacje BTS.

Tragedia w Daleszycach pokazuje jednak, że nawet bez wychodzenia w głąb lasu i bez oddawania strzału do zwierzyny, załadowana broń palna w połączeniu z chwilą dekoncentracji przy samochodzie potrafi w ułamku sekundy doprowadzić do śmierci.