
Do 2045 r. w Niemczech przybędzie osób starszych, ubędzie pracowników i zmniejszy się liczba ludności. Jednak nie wszędzie. Są miejsca, które mimo tych zmian urosną – pod warunkiem, że wiele zaoferują.
Czy liczba ludności w Niemczech rośnie czy spada? Odpowiedź na to pytanie interesuje nie tylko polityków. Tam, gdzie przybywa mieszkańców, trzeba rozbudowywać zasoby mieszkaniowe, szkoły i transport. Z kolei w regionach, które się wyludniają, infrastruktura i usługi publiczne muszą funkcjonować przy mniejszej liczbie mieszkańców.
To jednak bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać. Oto jeden z wielu przykładów: rury doprowadzające czystą wodę i odprowadzające ścieki są przystosowane do określonego przepływu. Jeśli ilość przepływającej przez nie wody znacznie się zmniejsza, woda dłużej zalega w przewodach. Pogarsza to jej jakość i sprzyja namnażaniu się drobnoustrojów. W rezultacie instalacje trzeba częściej płukać. A ich przebudowa lub likwidacja jest kosztowna.
Badanie: więcej seniorów, mniej osób w wieku produkcyjnym
Łączna liczba ludności Niemiec ma do 2045 roku spaść do około 81,8 mln. To o 1,7 mln mniej niż pod koniec 2025 roku. Takie prognozy przedstawił w nowym badaniu Berliński Instytut ds. Ludności i Rozwoju (Berlin-Institut für Bevölkerung und Entwicklung), opracowanym we współpracy z Fundacją Wüstenrot.
Fundacja Wüstenrot, działająca na zasadach non profit, została założona w 1990 roku przez kasę oszczędnościowo-budowlaną Wüstenrot i wspiera badania dotyczące mieszkalnictwa, rozwoju miast i przemian społecznych.
Sam spadek liczby ludności nie jest jednak największym problemem. Poważniejsze konsekwencje będzie miało to, że przybywać będzie emerytów, a ubywać osób pracujących. Do 2045 roku liczba osób aktywnych zawodowo w całych Niemczech może zmniejszyć się o 4,7 proc.
– Pokolenie wyżu demograficznego przechodzi na emeryturę, a na jego miejsce wchodzą znacznie mniej liczne roczniki. Spada liczba urodzeń, a imigracja nie rekompensuje rosnącej przewagi zgonów nad urodzeniami – powiedziała prezeska Instytutu ds. Ludności i Rozwoju, Catherina Hinz, podczas prezentacji badania w Berlinie.
Pokolenie wyżu demograficznego (baby boomers) to osoby urodzone w latach 60. XX wieku. W każdym roczniku przychodziło wówczas na świat co najmniej milion dzieci. Później liczba urodzeń gwałtownie spadła – niemal o połowę.
Znaczenie gospodarki
Niemcy kurczą się, ale – jak wynika z badania – nie wszędzie w takim samym stopniu. Najniższy szczebel administracyjny dzieli się na łącznie 400 powiatów i miast. To właśnie im przyjrzeli się autorzy badania, stosując system oceny oparty na 26 wskaźnikach. Uwzględniono wśród nich m.in. demografię, gospodarkę, edukację i warunki społeczne. Wyniki badania zaskakują. – Znane różnice między wschodem a zachodem, północą a południem oraz miastem a wsią pokazują tylko część obrazu – oceniła Catherina Hinz. W przyszłości jeszcze większe znaczenie niż dziś będzie miała atrakcyjność gospodarcza regionu, która przekłada się również na jego kondycję finansową. Według ekspertki: "W nadchodzących latach niektóre regiony odnotują znaczny spadek liczby mieszkańców i osób aktywnych zawodowo, podczas gdy inne będą się rozwijać. Różnice demograficzne i gospodarcze będą się pogłębiać nawet w obrębie wschodnich i południowych Niemiec oraz obszarów wiejskich".
Politycy muszą zacząć działać
– Na naszych oczach dokonują się zmiany demograficzne i są wszędzie odczuwalne – ostrzega szefowa instytutu. Jej zdaniem: "Można złagodzić ich skutki, ale nie da się ich już uniknąć. Im dłużej będziemy zwlekać, tym mniejsze pole manewru nam pozostanie".
Jak podkreśla Frederick Sixtus z berlińskiego Instytutu, niemal wszędzie liczba zgonów przewyższa liczbę urodzeń. To skutek utrzymującej się od dekad w Niemczech niskiej dzietności. Stąd jasny wniosek, że o zmianach liczby ludności w danym regionie decyduje dziś przede wszystkim to, ilu ludzi się do niego przeprowadza, a ilu go opuszcza.
W ostatnich dziesięcioleciach napływ ludności z zagranicy wielokrotnie pomagał stabilizować sytuację demograficzną. Jednak obecnie sama imigracja nie wystarczy już, by zatrzymać starzenie się społeczeństwa.
Jak wynika z badania, aby przyciągać nowych mieszkańców zarówno z zagranicy, jak i z innych części Niemiec, region musi spełniać kilka warunków. Kluczowe znaczenie mają miejsca pracy oferujące dobre warunki zatrudnienia i atrakcyjne zarobki, odpowiednia liczba pracowników dla lokalnych firm, stabilne finansowo samorządy, dostęp do opieki nad dziećmi oraz sprawnie funkcjonujący transport.
Zobacz także
Berlin liderem
W opinii Manuela Slupina z fundacji Wüstenrot wiele dużych miast będzie prawdopodobnie nadal się rozwijać. Według badania na czele znajdzie się Berlin, gdzie liczba mieszkańców ma wzrosnąć o prawie 10 proc. Nowych mieszkańców będą przyciągać także Hamburg, Frankfurt nad Menem, Monachium i Düsseldorf na zachodzie kraju, a na wschodzie – Lipsk, Drezno i Poczdam.
Autorzy badania podkreślają, że tradycyjny podział na miasto i wieś nie wszędzie się sprawdza. Rozwijać się mają również okolice wielu dużych miast. Podczas gdy młodzi ludzie chętniej przeprowadzają się do metropolii, rodziny z dziećmi częściej wybierają ich przedmieścia i okoliczne miejscowości.
Wśród miast, które mogą tracić mieszkańców, znalazło się także wiele ośrodków na zachodzie Niemiec m.in. Brema, Duisburg, Dortmund i Kaiserslautern. Ich atrakcyjność gospodarcza systematycznie maleje. Na samym końcu rankingu znalazło się wiele słabo zaludnionych obszarów Niemiec, w tym liczne regiony we wschodniej części kraju.
Walka o pracowników
Dwanaście spośród 20 powiatów i miast na prawach powiatu z najniższymi ocenami ogólnymi leży we wschodnich Niemczech. W poprzednim badaniu, przeprowadzonym w 2019 roku, było ich zaledwie pięć. To właśnie w tych regionach liczba osób w wieku produkcyjnym będzie spadać szczególnie szybko – do 2045 roku nawet o 18 proc. Walka o pracowników stanie się więc jednym z kluczowych wyzwań demograficznych – wskazują autorzy badania.
W rywalizacji o pracowników największe szanse mają dwa południowoniemieckie kraje związkowe: Bawaria i Badenia-Wirtembergia. Bawaria zawdzięcza swoją pozycję przede wszystkim dobrej kondycji gospodarki w wielu częściach regionu oraz sprawnie funkcjonującemu rynkowi pracy. Częściej niż w innych częściach Niemiec pracują tam również kobiety, osoby starsze i osoby bez niemieckiego obywatelstwa.
Ranking pokazuje, że regiony odnoszące sukcesy gospodarcze skuteczniej włączają w rynek pracy różne grupy społeczne niż obszary słabsze gospodarczo.
Rozwiązań trzeba szukać regionalnie
Zdaniem Manuela Slupiny wyniki badania wskazują na potrzebę podjęcia przez politykę wielu działań. – Jak duże mogą być nierówności między regionami, by nie podważały konstytucyjnej zasady zapewnienia porównywalnych warunków życia? – zastanawia się badacz, nawiązując do niemieckiej ustawy zasadniczej. W myśl tejże Niemcy stawiają sobie za cel zapewnienie mieszkańcom porównywalnych szans na dobre życie, niezależnie od miejsca zamieszkania.
Naukowcy przedstawiają konkretne rekomendacje dla polityków. Ich zdaniem należy skupić się na wyzwaniach strukturalnych i różnicach między regionami. – Rozwiązanie, które sprawdza się w dużym mieście o rosnącej liczbie mieszkańców, niekoniecznie będzie równie dobre dla wyludniającego się powiatu wiejskiego – podkreśla Manuel Slupina.
Potrzebne są rozwiązania dostosowane do specyfiki poszczególnych regionów, a do ich wdrażania wymagane są odpowiednie warunki. – Potrzeba mniej sztywnych regulacji, większej swobody działania i odpowiednich środków finansowych, zwłaszcza dla lokalnych samorządów i osób zaangażowanych w działania na rzecz swoich społeczności – mówi badacz. I apeluje o większe zaufanie do możliwości i potencjału poszczególnych regionów.
Samorządowcy z pewnością przyjęliby takie postulaty z zadowoleniem. Burmistrzowie i starostowie od dawna domagają się większej swobody w dysponowaniu środkami finansowymi. Obecnie postulują zwiększenie udziału samorządów w dochodach podatkowych całego państwa. Ale Berlin i kraje związkowe odpowiadają, że same borykają się z problemami budżetowymi. Obie strony zdają sobie jednak sprawę, że w przyszłości reforma systemu finansowania poszczególnych szczebli administracji publicznej prawdopodobnie okaże się nieunikniona.




