
Michał Kołodziejczak został już zawieszony w prawach członka klubu Koalicji Obywatelskiej po ostatnich doniesieniach i relacjach jego byłych pracownic, które oskarżyły go między innymi o agresje. Teraz rzecznik Adam Szłapka postawił posłowi warunek, jeśli go nie spełni zostanie usunięty z KO.
Nie milkną echa reportażu Kanału Zero, w którym byłe współpracownice oskarżyły Kołodziejczaka o agresję, przemoc i groźby oraz nakłanianie do zażywania substancji, którą polityk miał przedstawiać jako ko***nę. Przedstawiciele KO szybko zareagowali na to wszystko, co pojawiło się w mediach. "Michał Kołodziejczak ze skutkiem natychmiastowym został zawieszony w prawach członka Klubu KO. Oczekujemy weryfikacji doniesień medialnych przez właściwe służby" – napisał na X szef klubu Zbigniew Konwiński.
Natomiast posłanka Dorota Łoboda potępiła zachowania, które zostały przedstawione w udostępnionych materiałach o Kołodziejczaku. "Nie akceptujemy żadnej formy przemocy i wyrażamy solidarność z poszkodowanymi kobietami" – podkreśliła.
Kołodziejczak zawieszony w klubie KO mówił, że to pomówienia. Podobnie reagował, gdy Michał Kołodziejczak i dyplom Collegium Humanum trafili na czołówki portali. Jednocześnie Prokuratura Okręgowa w Warszawie z urzędu wszczęła czynności sprawdzające w sprawie zmuszania kobiet do określonego zachowania i udzielania im środków odurzających.
Kołodziejczak może zostać całkowicie wyrzucony z KO?
Sprawę we wtorek 13 października skomentował rzecznik KO Adam Szłapka. – Generalnie jest tak, że tego typu sprawy się wyjaśnia. Natychmiast został zawieszony i sprawę prowadzi z urzędu prokuratura. Chciałbym, żeby w czasach PiS-u tak sprawnie to wszystko działało, bo nigdy nie było takiej sytuacji – stwierdził i wspomniał, jaka jest procedura w takich przypadkach.
Zobacz także
– Najpierw jest zawieszenie, bo to jest coś, co można zrobić od razu. Żeby nie tworzyć sądów kapturowych, daje się chwilę czasu na wyjaśnienia. Jeżeli jakiekolwiek wyjaśnienia wpłyną, to prezydium klubu będzie o tym dyskutować. Jeśli nie, to będzie wyrzucenie i tutaj nie będzie zmiłuj – podkreślił rzecznik. Dotychczasowe komentarze Kołodziejczaka i wybranie przez niego na swojego reprezentanta detektywa Krzysztofa Rutkowskiego określił jako "kompromitujące".
Rutkowski z Kołodziejczakiem pod delegaturą ABW w Łodzi
Przypomnijmy: w niedzielę Kołodziejczak przyszedł do ABW z Rutkowskim. Poseł pojawił się w delegaturze w Łodzi z zamiarem złożenia zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na jego szkodę.
Posłowi tego dnia towarzyszył Krzysztof Rutkowski, który jeszcze niedawno rzucił się w pogoń za Romanowskim. Teraz oznajmił, że reprezentuje Michała Kołodziejczaka. Podkreślił, że jego biuro zajmuje się sprawami posła od 4 września. W związku z nimi również w niedzielę złożył zawiadomienie w Komendzie Powiatowej Policji w Jaworze.
– Dzisiaj zostało złożone zawiadomienie w Komendzie Powiatowej Policji w Jaworze w sprawie patostreamingu (...) Miało być zgłaszane zawiadomienie o zmuszaniu do określonego zachowania, ale Michał Kołodziejczak ma na tyle dobre serce, że nie chciał tym kobietom robić krzywdy – stwierdził.
A następnie uderzył w oskarżycielki: – Dlaczego te kobiety, które rzekomo miały być tak poważnie skrzywdzone przez posła Kołodziejczaka, nie poszły na policję, nie złożyły stosownego zawiadomienia? Przecież nie media są organami śledczymi i komponentem do ścigania przestępstw czy też nadużyć.
Prokuratura Okręgowa w Łodzi potwierdza: wpłynęło zawiadomienie
13 października rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi potwierdził, że wpłynęło do nich zawiadomienie złożone przez posła Michała Kołodziejczaka w łódzkiej delegaturze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dotyczy ono zmuszania do określonego zachowania. Przestępstwo to na mocy art. 191 par. 1 kodeksu karnego zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 3.
"Obecnie w ramach postępowania sprawdzającego trwa analiza i weryfikacja zawartych tam treści" – poinformował prok. Paweł Jasiak.




