Protesty pokolenia Z w Europie.
Zachód płonie od buntu pokolenia Z. Co z młodymi Polakami? Fot. Shutterstock

Bunt młodego pokolenia wstrząsa kolejnymi krajami Europy Zachodniej. Czy podobny scenariusz może wydarzyć się nad Wisłą? – Brak protestów w Polsce nie musi oznaczać braku frustracji. Może oznaczać jednak, że młodzi wciąż wierzą w możliwość zmiany przez politykę. Jeśli jednak obietnice nie przełożą się na realną poprawę warunków życia, poczucie rozczarowania może narastać – zauważa dr Ewelina Nowakowska, politolożka i antropolożka polityki z Uniwersytetu SWPS i IFiS PAN.

REKLAMA

Niepokój rośnie. W kolejnych miastach Europy Zachodniej na ulice wychodzą młodzi ludzie. Protesty, które zaczynają się od sprzeciwu wobec konkretnych problemów, miejscami przeradzają się w starcia z policją, podpalenia i dewastację przestrzeni publicznej.

Co stoi za gniewem młodego pokolenia? I czy frustracja, która wyprowadza młodych ludzi na ulice zachodnich miast, może doprowadzić do podobnych wydarzeń w Polsce?

Czy nasze pokolenie Z powtórzy ten scenariusz?

Polskie pokolenie Z nie wychodzi na ulice, ale "trudno nie czuć frustracji"

Dr Ewelina Nowakowska, politolożka i antropolożka polityki z Uniwersytetu SWPS i IFiS PAN, uważa, że sytuacji w poszczególnych krajach nie można porównywać wprost, ponieważ różni je kontekst społeczny i polityczny. Każdy kraj cechują własne uwarunkowania polityczne, społeczne i gospodarcze, które wpływają na skalę niezadowolenia oraz formy jego wyrażania. Wspólnym mianownikiem pozostaje jednak poczucie, że dotychczasowe mechanizmy nie zapewniają młodym ludziom bezpieczeństwa i realnej szansy na lepszą przyszłość.

– To, co obserwujemy we Francji, ma miejsce również w Albanii, Serbii, Gracji, i wpisuje się w szerszy problem, który wykracza poza Europę. Podobne napięcia społeczne dostrzega się także w Stanach Zjednoczonych, gdzie młodzi ludzie mierzą się z wysokimi kosztami życia, kryzysem mieszkaniowym, trudnościami ze znalezieniem stabilnej pracy, nierównościami i coraz większą niepewnością jutra. Można powiedzieć, że problem jest globalny – zauważa ekspertka.

Choć w każdym kraju przyczyny i formy protestów są inne, wspólnym mianownikiem pozostaje rosnąca frustracja młodych, którzy coraz częściej mają poczucie, że obietnica lepszego życia nie odpowiada rzeczywistości. Młodzi protestują przeciwko brakowi perspektyw.

dr Ewelina Nowakowska

politolożka i antropolożka polityki

Globalizacja przynosi korzyści, jednak część grup społecznych zostaje w tyle – nie nadąża za zmianami albo nie ma możliwości, by za nimi podążyć. Dochodzi do bolesnego zderzenia obietnic z rzeczywistością.

Jak ten dysonans wygląda z perspektywy samego wchodzącego w dorosłość człowieka?

– To jest trochę taka iluzja, że możesz być, kim chcesz, i możesz mieć, co chcesz, a de facto tak nie jest – mówi dr Nowakowska. – Młody człowiek funkcjonuje dziś w świecie pełnym sprzecznych komunikatów. Z jednej strony słyszy, że może osiągnąć wszystko, z drugiej, zderza się z rzeczywistością, w której wynajęcie mieszkania, znalezienie stabilnej pracy czy założenie rodziny stają się dla wielu poważnym wyzwaniem. Dla niektórych wręcz niemożliwym do realizacji.

– Trudno nie czuć frustracji, gdy obietnica awansu społecznego rozmija się z codziennym doświadczeniem – dodaje dr Nowakowska.

Z kolei prof. Tomasz Grzegorz Grosse, socjolog, politolog i historyk, podzielając diagnozę dr Nowakowskiej w kwestii trudności gospodarczych, wskazuje kolejne czynniki, które – jego zdaniem – sprzyjają eskalacji napięć we Francji: kulturę protestu, sytuację migracyjną oraz popularność idei skrajnie lewicowych. Podkreśla przy tym, że niezadowolenie społeczne nie musi wszędzie prowadzić do podobnych reakcji.

Rozwijając ten wątek, naukowiec skupia się przede wszystkim na pierwszym z wymienionych filarów – podłożu materialnym. Jednym ze źródeł napięć we Francji jest, według niego, sytuacja ekonomiczna i budżetowa. Rosnące koszty życia, niepewność dotycząca przyszłości oraz problemy z dostępem do usług publicznych mogą pogłębiać frustrację. Kiedy do protestujących dołączają kolejne grupy społeczne, demonstracje mogą przerodzić się w zamieszki, a spór o konkretne problemy ustępuje miejsca starciom i niszczeniu mienia.

Grosse zwraca również uwagę na kulturę polityczną. W jego ocenie Francja i Polska różnią się pod względem tradycji protestu i stosunku do własnego państwa.

– My jednak rzadko mieliśmy rewolucje, które były skierowane wobec nas samych i naszego państwa. Jeżeli już, to przeciwko obcej okupacji. Więc tutaj jest zupełnie inna kultura polityczna – zaznacza.

Dewastacja i wandalizm

To właśnie ten odmienny, radykalny model buntu sprawia, że protesty tak często wymykają się spod kontroli. Dr Ewelina Nowakowska zauważa z kolei, że kiedy demonstracje przeradzają się w zamieszki, ich pierwotny cel schodzi na dalszy plan.

– We Francji zaczęło się od uczniów, braku nauczycieli, przepełnionych klas, a skończyło na demolce. O ile postulaty protestujących były jasne i słuszne, bo dotyczyły rosnących kosztów życia, pogarszającej się jakości usług publicznych i braku perspektyw, o tyle dziś część protestów przerodziła się w zamieszki. W międzyczasie do społecznego niezadowolenia dołączyły różne środowiska i grupy, w tym osoby podsycające napięcia– ocenia ekspertka.

Prof. Tomasz Grzegorz Grosse: – Miasta demolują nie tylko uczniowie. To także imigranci i wiele innych grup społecznych, sfrustrowanych i niezadowolonych. Francja mierzy się z napięciami związanymi z obecnością wielomilionowej społeczności migrantów. 

Zdaniem ekspertki, uwaga opinii publicznej przesuwa się z przyczyn kryzysu na akty chuligaństwa.

Dla samych protestujących oznacza to najgorszy z możliwych scenariuszy, co w gorzkich słowach puentuje badaczka:

– Te postulaty tracą na znaczeniu, a tracą dlatego, że przestajemy mówić o istocie problemów, a zaczynamy o zadymiarzach, o dewastacji w przestrzeni publicznej. Te problemy jednak nie znikną. One będą się nawarstwiać i nasilać w najbliższej przyszłości.

"Gniew młodego pokolenia nie bierze się znikąd"

Czy zatem podobne zamieszki mogą wybuchnąć w Polsce? Zdaniem politolożki – nie.

– Owszem, problemy o których mowa, również bliskie są młodym w Polsce, czyli wysokie koszty życia, utrzymania, wynajęcie mieszkania, niepewność zatrudnienia i poczucie, że samodzielność ekonomiczna staje się coraz trudniejsza do osiągnięcia. Mimo to trudno mówić o protestach młodych na skalę porównywalną z największymi falami społecznego niezadowolenia w innych krajach.

Skoro jednak diagnoza problemów jest tak zbliżona, rodzi się naturalne pytanie: dlaczego?

– Być może znaczenie ma odmienna sytuacja polityczna i społeczna, a także przekonanie części młodego pokolenia w kraju, że ich postulaty mogą znaleźć odzwierciedlenie w działalności partii politycznych i zostać zrealizowane drogą instytucjonalną – zaznacza rozmówczyni.

Różnica polega na tym, że w Polsce część młodych wciąż upatruje szansy na zmianę. To sprawia, że społeczny gniew nie przybiera u nas tak skrajnych form jak w innych krajach.

– Brak protestów w Polsce nie musi oznaczać braku frustracji. Może oznaczać jednak, że młodzi wciąż wierzą w możliwość zmiany przez politykę. Jeśli jednak obietnice nie przełożą się na realną poprawę warunków życia, poczucie rozczarowania może narastać. Gniew młodego pokolenia nie bierze się znikąd.

Kluczowe jest to, czy państwo i politycy potrafią odpowiedzieć na jego problemy, zanim frustracja przerodzi się w poczucie bezsilności. Bo za społecznym niezadowoleniem nie zawsze stoi chęć buntu. Czasem stoi po prostu oczekiwanie, że obietnica lepszej przyszłości będzie czymś więcej niż tylko banalnym hasłem ze słowem "zmiana" w środku.

dr Ewelina Nowakowska

politolożka i antropolożka polityki

Mimo tych lokalnych uwarunkowań, badaczka nie ma wątpliwości, że fundament problemu pozostaje uniwersalny. Jak dodaje, niepewność i lęk o przyszłość pozostają wspólnym doświadczeniem młodych ludzi w całym świecie zachodnim.

Ciąg dalszy tekstu poniżej

Kiedy mowa o przenoszeniu zachodnich scenariuszy na nasz grunt, warto przyjrzeć się konkretnym incydentom, które rozgrzewały ostatnio dyskusję.

W polskiej debacie publicznej pojawiały się porównania incydentów z użyciem noży w polskich szkołach do sytuacji we Francji. Pojawiały się też obawy, że takie zdarzenia mogą być zapowiedzią podobnej eskalacji w Polsce.

Prof. Grosse uważa jednak, że zestawianie tych zjawisk jest nieuprawnione.

– Co innego kilkanaście ataków nożami, a co innego, jak pół miliona ludzi wychodzi i demoluje największe miasta w kraju. To są dwie jakościowo zupełnie inne sytuacje buntu – zaznacza. – To nie jest pół miliona nożowników atakujących kolegów czy nauczycieli.

Co więcej, zwraca też uwagę, że francuskie protesty nie ograniczają się do młodzieży szkolnej. W jego opisie uczestniczą w nich również inne grupy społeczne, w tym związkowcy i osoby niezadowolone ze swojej sytuacji. W takich warunkach początkowy protest może nabierać szerszego charakteru, a jego przyczyny schodzą na dalszy plan.

W tej jednej kwestii oboje eksperci są ze sobą w pełni zgodni. Gross nie sądzi, by w Polsce napięcia miały doprowadzić do wystąpień na taką skalę. Jednocześnie zwraca uwagę na pogarszającą się sytuację ekonomiczną i budżetową, które uważa za wspólny element sytuacji w obu krajach. 

Różnicę widzi jednak w reakcji społeczeństw.

Polacy są dużo bardziej apatyczni, jeśli chodzi o reakcje. Bo oni jakby zostali przećwiczeni przez ostatnie lata historii, żeby siedzieć cicho i zagryzać zęby, nawet jeżeli ich byt jest coraz gorszy.

Prof. Tomasz Grzegorz Grosse

socjolog, politolog i historyk

Zdaniem badacza, mimo że młodzi ludzie w obu państwach zmagają się z frustracjami, za dynamiką protestów stoją także wpływy zewnętrzne – przynoszące jednak zgoła odmienne rezultaty.

– Jestem przekonany, że jedna i druga sytuacja była inspirowana przez Moskwę. Tylko proszę zwrócić uwagę: ta sama inspiracja, jaki płomień wywołała we Francji, a jaki płomyczek w Polsce – podsumowuje prof. Tomasz Grzegorz Grosse.