Protesty w Paryżu
Po Paryżu i Brukseli fala protestów zalała inne duże miasto zachodniej Europy Fot. Shutterstock

Przez zachód Europy przelewają się właśnie protesty młodych ludzi. Po Paryżu i Brukseli przyszła pora na kolejne duże miasto, w którym demonstracje sprzeciwiające się wysokim kosztom życia przerodziły się w ostre zamieszki z udziałem policji. Doszło do aktów wandalizmu i rzucania koktajlami Mołotowa.

REKLAMA

We Francji od kilku tygodni odbywają się protesty uczniów oraz studentów, będące pokłosiem kryzysu systemu edukacji. Młodzi wyrażali swoje niezadowolenie z powodu cięć budżetowych w sektorze publicznych, które przyczyniły się m.in. do znaczących braków kadrowych w szkołach. Demonstracje okazały się mieć charakter długotrwały, a do uczestnictwa w nich dołączyli m.in. aktywiści klimatyczni oraz przedstawiciele ruchu "żółtych kamizelek". Chaos, który początkowo ogarnął ulice Paryża, w niekontrolowany sposób wylał się na wiele innych francuskich miast, a następnie wyszedł poza granice państwa. Bunt młodych podpala Europę.

Uczniowie belgijskich szkół średnich – w ramach solidarności z Francuzami – najpierw wyszli na ulice miasta Liège, by sprzeciwić się reformom edukacji, a potem dołączyli w Brukseli do ogólnokrajowego strajku przeciw reformom gospodarczo-budżetowym. Zachodnie protesty, podczas których dochodzi do starć z funkcjonariuszami policji, podpaleń zabytkowych budynków i dewastacji miejsc publicznych, dosięgły również Włochy.

Fala protestów na Zachodzie. Marsze w Mediolanie zmieniły się w brutalne zamieszki

W sobotę (17 października) w Mediolanie odbyły się protesty "Italia in piazza" przeciwko wysokim kosztom życia (m.in. podwyżkom cen paliw i niskim płacom), w których również uczestniczyli młodzi ludzie. Wielotysięczne tłumy pojawiły się m.in. na historycznym Piazza del Duomo, przy którym mieści się gotycka katedra Narodzin św. Marii oraz Galleria Vittorio Emanuele II. To miejsce skupia największe atrakcje turystyczne stolicy Lombardii.

Gdy zamaskowani protestujący zaczęli obrzucać kamieniami brukowymi zabytkową świątynię, do akcji wkroczyła policja, używając gazu łzawiącego i armatek wodnych. Doszło do brutalnej konfrontacji zakapturzonych uczestników protestu z funkcjonariuszy. W ruch poszły m.in. koktajle Mołotowa oraz petardy. Turyści zniknęli z placu, a sklepy zaczęły zamykać się w obawie przed aktami wandalizmu.

Dalsza część artykułu poniżej.

Jak ustalił mediolański dziennik "Corriere della Sera", podczas zamieszek rannych zostało 25 osób (11 z nich przewieziono na oddział ratunkowy szpitala Niguarda). Na komisariat policji trafiło około pięćdziesięciu protestujących.

"Sytuacja na Piazza del Duomo w Mediolanie wydaje się wracać do normy po zniszczeniach spowodowanych przez protestujących. Wielu turystów wznowiło wizyty. Wiele firm poniosło poważne straty" – przekazała gazeta dobę po sobotnich zamieszkach.

Premier Włoch Giorgia Meloni zamieściła na portalu X (dawnym Twitterze) wpis, w którym wyraziła swój szacunek wobec osób uczestniczących w protestach w sposób pokojowy. "Jakiekolwiek są idee, w imię których się manifestuje, to podstawa każdej zdrowej demokracji. [...] Demonstrowanie to prawo. Podpalanie naszych miast już nie" – podkreśliła.

W Mediolanie rzucano kamieniami w służby porządkowe. Ranni policjanci, zniszczenia i akty przemocy. [...] W Turynie zatrzymano osoby posiadające kostkę brukową i młoteczki do tłuczenia szyb. W Bolonii zamieszki doprowadziły do prewencyjnego zamknięcia dworca kolejowego. To chuligani, którzy wykorzystują manifestacje do siania chaosu, atakowania tych, którzy zapewniają bezpieczeństwo, i brania w zakładników całych miast.

Giorgia Meloni

o zamieszkach we Włoszech