
"Podpisałem wniosek o wpisanie na listę osób niepożądanych w RP wobec radnego obwodu lwowskiego S. Szeremeta" – przekazała Radosław Sikorski. To pokłosie decyzji Lwowskiej Rady Obwodowej o ustanowieniu 2027 roku rokiem Romana Szuchewycza, dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Szeremeta miał być pomysłodawcą.
W środę 21 października na profilu Radosława Sikorskiego na platformie X pojawiła się nowa publikacja. Minister spraw zagraniczny poinformował w niej, że podpisał wniosek o wpisanie na listę osób niepożądanych w RP radnego obwodu lwowskiego Swiatosława Szeremety.
Radny obwodu lwowskiego na listę osób niepożądanych. Jest wniosek podpisany przez Sikorskiego
Polityk wspomniał o jego działalności rekonstruktorskiej związaną z Waffen-SS Galizien oraz pomyśle ustanowienia 2027 roku rokiem Romana Szuchewycza, dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).
O tym, że Lwów chce uczcić dowódcę UPA, mówiło się już w lipcu. Teraz Lwowska Rada Obwodowa podjęła decyzję, że rok 2027 zostanie poświęcony Romanowi Szuchewyczowi, Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz Ołehowi Olżyczowi – poecie i działaczowi Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.
Ponadto władze obwodu zapowiedziały szereg inicjatyw, w tym wydarzenia naukowe, kulturalne, edukacyjne i informacyjne. Wybór patronów uzasadniono przypadającymi na 2027 rok rocznicami: 85-leciem utworzenia UPA oraz 120. rocznicą urodzin Olżycza.
Kwestia UPA budzi kontrowersje w Polsce i od dawna napędza spór polsko-ukraiński. Choć dla Ukrainy stanowi ona symbol walki o niepodległość, to w naszym kraju to sprawcy okrutnej eksterminacji polskiej ludności cywilnej na Wołyniu. Decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej spotkała się z krytyką m.in. ze strony Donalda Tuska. Premier nie wytrzymał po tym, co Ukraińcy robią we Lwowie.
Zobacz także
– To jest niemądre, to szkodzi Ukrainie. Dla nas to jest oczywiście zawsze bardzo irytujące i w Polsce nie rozumiemy tego typu działań, tym bardziej że one są przede wszystkim wbrew interesom Ukrainy – mówił na konferencji prasowej.
– Ostrzegałem go, że każdy tego typu gest – choć w tym przypadku to nie on jest odpowiedzialny – utrudnia przyjaciołom Ukrainy pracę. W takich sytuacjach zawsze Rosjanie zacierają ręce. Tego typu demonstracje szkodzą wyłącznie Ukrainie, a pomagają tym, którzy Ukrainie źle życzą – podkreślił szef polskiego rządu.
Ostatecznie decyzja ma nie wejść w życie
Tę sprawę skrytykowali także m.in. Marcin Bosacki i Władysław Kosiniak-Kamysz, podkreślając jej negatywny wpływ na stosunki polsko-ukraińskie i wyrażając oczekiwanie na działanie władz ukraińskich.
Dodajmy, że Bosacki w środę 21 października na antenie TVN24 powiedział, iż "mamy obietnicę ze strony najbliższych współpracowników prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, że ta decyzja ostatecznie nie wejdzie w życie". Wspomniał, iż "dobrym znakiem jest to, że we wtorek późnym wieczorem ze strony internetowej obwodu lwowskiego ta uchwała zniknęła". – Trzymamy za słowo kancelarię prezydenta Zełenskiego, że ta fatalna decyzja w życie nie wejdzie – dodał wiceszef MSZ.




