Wołodymyr Zełenski, Jonas Gahr Støre, Alexander Stubb
Polska nie uczestniczyła w rozmowach w Oslo. Wiceszef MSZ o powodach Fot. X / Volodymyr Zelenskyy

Doniesienia Reutersa o udziale Polski w rozmowach pokojowych w Oslo nie były plotką. Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki przyznał, że taki pomysł rzeczywiście był na stole. Ostatecznie upadł, a powody, które wymienił, mówią sporo o tym, jak dziś wygląda dyplomacja wokół wojny w Ukrainie.

REKLAMA

Rozmowy w stolicy Norwegii miały być nowym otwarciem po głośnym fiasku spotkania w Miami z 9 października. Relacje Donalda Trumpa i Wołodymyra Zełenskiego znalazły się w najgłębszym kryzysie od miesięcy, a w tle był także deal Trumpa z Putinem. Amerykański prezydent ostro skrytykował Zełenskiego, twierdząc, że ten nie pomaga w rozwiązaniu sytuacji, nie chce zakończenia wojny i zasugerował, że Ukraina potrzebuje nowego prezydenta, który będzie potrafił zawrzeć porozumienie z Rosją.

Zamiast kolejnej rundy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wybrano Oslo. Do Norwegii przyleciał Zełenski, a ze strony amerykańskiej pojawił się specjalny wysłannik Steve Witkoff. Jared Kushner miał łączyć się zdalnie – zięć prezydenta miał nagle zachorować. Gospodarzem był premier Norwegii Jonas Gahr Støre, któremu towarzyszył prezydent Finlandii Alexander Stubb.

Reuters: Ważna rola Polski w rozmowach o końcu wojny w Ukrainie

Reuters i Axios podały, że rozmowy odbędą się w formacie E4, czyli z udziałem Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Polski. Część komentatorów uznała nawet, że to koniec marzeń Władimira Putina o "nowej Jałcie". W takim układzie o losach Europy Środkowej decydowałyby wyłącznie Waszyngton i Moskwa, a z trójki Trump, Putin, Zełenski przy stole zabrakłoby tego ostatniego.

Premier Donald Tusk, otwierając wtorkowe posiedzenie rządu, stanowczo zaprzeczył jednak, by Polska brała udział w rozmowach. – To jest jakieś nieporozumienie – stwierdził. Wyjaśnił, że w Oslo spotykają się amerykańscy negocjatorzy z prezydentem Ukrainy, a gospodarzami są przywódcy Norwegii i Finlandii, z którymi pozostaje w stałym kontakcie.

– Od 5:30 rano wymieniamy się informacjami w grupie liderów najbardziej zaangażowanych w kwestie ukraińskie. Jestem w tej sprawie na bieżąco przez gospodarzy spotkania informowany – przekazał szef rządu. I dodał, że "nie przeceniałby konsekwencji i skutków" spotkania w Oslo. – To są bardziej konsultacje, sondowanie, czy są możliwe warunki do przerwania ognia. Trzymam kciuki. Szczególnie teraz, gdy niektóre propozycje, które pojawiają się w przestrzeni publicznej, budzą czasem nadzieje, a czasem niepokój – stwierdził Tusk.

Wiceszef MSZ o rozmowach w Oslo. "Chaotyczny charakter"

W środę rano (21 października) o tę sprawę został zapytany Marcin Bosacki. W "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24 wiceszef MSZ potwierdził, że był pomysł, by w rozmowach w Norwegii uczestniczyli doradcy ds. bezpieczeństwa. Polskę miał reprezentować wiceminister spraw zagranicznych Robert Kupiecki, a udział miał mieć formę połączenia wideo.

– Ostatecznie do tego nie doszło, z różnych przyczyn, także dość chaotycznego charakteru tych rozmów – skwitował Bosacki. Zapytany wprost, czy doniesienia Reutersa były fake newsem, zaprzeczył. Zaznaczył przy tym, że sytuację wyjaśniał już w ciągu dnia premier Tusk.

Według analiz CNN i BBC rozmowy w Oslo nie przyniosły przełomu (CNN pisze wprost o "dwóch przedstawieniach teatralnych dla Trumpa"), a prosto z Norwegii Witkoff poleciał do Putina. Prezydent Finlandii oświadczył we wtorek, że udało się wypracować "pewne elementy porozumienia pokojowego". Dodał, że propozycje zostaną w środę przedstawione w Petersburgu. Po rozmowie z rosyjskim prezydentem wysłannik prezydenta USA ponownie ma przylecieć do Oslo.