Steve Witkoff i Wołodymyr Zełenski
Reuters: Ważna rola Polski ws. rozmów o zakończeniu wojny w Ukrainie Fot. Shutterstock

Zmiana lokalizacji, zmiana negocjatorów i formatu. Rozmowy pokojowe dotyczące Ukrainy wchodzą w najbardziej nieprzewidywalną fazę. Zamiast targów w Emiratach dostajemy format z udziałem NATO, Unii Europejskiej i czterech europejskich potęg – z Polską w centrum wydarzeń.

REKLAMA

W cieniu chaosu w Waszyngtonie wykuwa się zupełnie nowy format rozmów o końcu wojny. Najważniejsze jest to, że Władimir Putin nie dostanie podziału Europy ponad głowami sojuszników – w kluczowej grupie E4 obok Londynu, Paryża i Berlina zasiada Warszawa. Czy ta nowa układanka zaważy na losach wojny?

Reuters: Ważna rola Polski ws. rozmów o zakończeniu wojny w Ukrainie

Jeszcze kilka dni temu zza oceanu płynęły sygnały zwiastujące całkowity krach dyplomacji. Po zerwanym, pełnym wzajemnych oskarżeń spotkaniu w Miami relacje między Donaldem Trumpem a Wołodymyrem Zełenskim znalazły się w najgłębszym kryzysie od miesięcy.

Trump grzmiał w mediach, Kijów usztywniał stanowisko, a w Moskwie zacierano ręce, licząc na to, że Amerykanie po prostu porzucą Ukrainę. Wedle informacji Reutera nastąpił zwrot akcji: zamiast zerwania rozmów mamy przyspieszenie. Miejscem akcji zamiast kolejnego luksusowego kurortu na Bliskim Wschodzie będą fiordy Norwegii. A przy stole, przy którym decydować się będą losy wschodniej flanki, zasiada reprezentacja Polski.

Najważniejsze pytanie: czy to tylko typowy dla ekipy Trumpa improwizowany chaos, w którym jedna narracja goni drugą, czy może gra obliczona na wywarcie presji na wszystkie strony konfliktu?

Przez tygodnie przecieki wskazywały, że kluczowa runda negocjacji odbędzie się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Dubaj czy Abu Zabi od dawna służyły za dyskretny hub dla rosyjskich i amerykańskich biznesowo-politycznych emisariuszy.

Przeniesienie rozmów do Oslo to ważna zmiana. Norwegia – choć jest poza Unią Europejską – to filar północnej flanki NATO i gospodarczy gigant naftowo-gazowy, który zastąpił Europie surowce z Rosji. Co istotne – udział premiera Jonasa Gahra Støre oraz oficjalnych przedstawicieli Unii Europejskiej i dowództwa NATO uniemożliwia sprowadzenie dyskusji do prywatnych targów ludzi Trumpa z Kremlem.

Wcześniejsze rundy pokazywały, jak płynna bywa geografia tych negocjacji. Opisywaliśmy m.in., jak wybrano nowe miejsce negocjacji ws. Ukrainy, czyli naszego sąsiada – rozmowy przeniesiono wtedy do urzędu kanclerskiego w Berlinie.

Zagadka Kushnera. "Dyplomatyczna grypa" w cieniu skandalu

Drugim kluczowym elementem tej układanki są roszady personalne w otoczeniu Trumpa. Główną rolę w bezpośrednich negocjacjach miał odgrywać jego zięć, Jared Kushner – architekt tzw. Porozumień Abrahamowych na Bliskim Wschodzie, znany z zamiłowania do czysto biznesowych układów ponad ideologiami.

Oficjalny komunikat brzmi gładko: Kushner nagle "zachorował" i z delegacją do Norwegii nie poleciał, a w rozmowach weźmie udział jedynie zdalnie. Trudno jednak nie łączyć tej nagłej niedyspozycji ze skandalem politycznym, jaki wybuchł po ujawnieniu kulisów jego podejścia do Moskwy. Gdy na jaw wyszło, jak daleko idące ugodowe sygnały Kushner wysyłał w stronę Władimira Putina i jak bardzo próbował "słodzić" rosyjskiemu dyktatorowi, w Waszyngtonie zapaliły się wszystkie czerwone lampki.

To zresztą niepierwszy taki wyciek z amerykańskiej ekipy. Pamiętamy przecież o tym, że Witkoff mówił Rosjanom, jak urobić Trumpa: emisariusz instruował stronę rosyjską, jak przedstawić prezydenta USA jako "człowieka pokoju".

Zbyt ostentacyjne przymilanie się do Kremla stało się dla Trumpa obciążeniem wizerunkowym – zwłaszcza w momencie, gdy Demokraci i jastrzębie z Partii Republikańskiej tylko czekają na zarzut zdrady interesów wolnego świata. Witkoff to człowiek z bliskiego kręgu biznesowego prezydenta USA, ale jego mandat ma charakter formalny i pozwala zdystansować Biały Dom od kontrowersji wokół Kushnera. Warto jednak pamiętać, z jakim bagażem wchodzi do gry. Opisywaliśmy, jak Witkoff szokował ws. Ukrainy i powtórzył rosyjską propagandę, mówiąc o "czterech regionach" jako głównej przeszkodzie na drodze do pokoju.

Format E4: koniec marzeń Putina o "Jałcie 2.0"

Władimir Putin od lutego 2022 roku – a w zasadzie od żądań przedstawionych jeszcze w grudniu 2021 roku – grał na jeden scenariusz: nową Jałtę. Marzeniem Kremla zawsze było usiąść przy jednym stole wyłącznie z prezydentem Stanów Zjednoczonych, rozłożyć mapę Europy Środkowo-Wschodniej i narysować nowe strefy wpływów, traktując państwa regionu jak pionki pozbawione głosu.

Obecność w Oslo grupy E4 – Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Polski – na razie grzebie ten plan. Włączenie Polski do tego formatu to nasz sukces dyplomatyczny, a jednocześnie potwierdzenie realiów. W końcu jesteśmy głównym hubem logistycznym, militarnym i humanitarnym tej wojny. Zrównanie formatu E3 (Londyn, Paryż, Berlin) do E4 z udziałem Polski to podkreślenie, że jesteśmy gwarantem stabilności wschodniej flanki.

Jeszcze niedawno europejscy sojusznicy musieli wywalczać sobie miejsce przy stole. Przypominaliśmy to w artykule o tym, że plan pokojowy dla Ukrainy ma przejść rewizję.

Układanka z Oslo nie kończy się jednak w Skandynawii. Z informacji Reutera wynika, że prosto z Norwegii Steve Witkoff ma udać się do Rosji na bezpośrednie spotkanie z Władimirem Putinem. To pokazuje podwójny tor amerykańskiej strategii. Z jednej strony Waszyngton koordynuje stanowisko z Zełenskim i europejskimi sojusznikami w Oslo, z drugiej – natychmiast wiezie te ustalenia na Kreml.

Taki scenariusz już widzieliśmy. Relacjonowaliśmy, jak ludzie Trumpa przylecieli do Moskwy, a Putin aż wstrzymał ogień na Ukrainie – Kreml potraktował wtedy wizytę emisariuszy jako okazję do gestu propagandowego.

Co ciekawe, na stole leży nie tylko wielka geopolityka, ale też konkretny, ludzki element przetargowy: sprawa Stephena Hubbarda, 72-letniego obywatela USA skazanego w Rosji w pokazowym procesie na więzienie pod zarzutem walki po stronie ukraińskiej. Dla Donalda Trumpa uwolnienie amerykańskiego więźnia to szansa na osobisty, spektakularny triumf, który można sprzedać własnemu elektoratowi jako dowód na to, że "prezydent załatwia sprawy od ręki". Pytanie, jakiej ceny Kreml zażąda za ten gest dobrej woli i czy prezydent USA tę cenę zapłaci.

Plan czy przypadek?

Obserwując działania ekipy Trumpa, łatwo ulec wrażeniu kompletnego chaosu: jednego dnia zrywają rozmowy w Miami i obrzucają się błotem, drugiego wysyłają emisariuszy do Skandynawii, po drodze chowając Kushnera do szafy i dopraszając Europejczyków do stołu.

W tym szaleństwie może jednak kryć się metoda. Trump po fiasku w Miami zrozumiał, że samotny rajd na rzecz wymuszenia pokoju skończy się polityczną katastrofą. Wciągnięcie do gry Europejczyków – w tym Polski – zdejmuje z Waszyngtonu wyłączną odpowiedzialność za ewentualny brak przełomu.

W tym tygodniu w Oslo nie zapadną zapewne ostateczne traktaty pokojowe. Ale fakt, że Polska zasiada tam w gronie czterech najważniejszych państw Europy, pilnując, by nikt nie handlował naszym bezpieczeństwem, to najlepsza wiadomość z tego dyplomatycznego frontu od wielu miesięcy.