
Dowód, prawko, karty płatnicze, pieniądze i paragony. To najczęściej znajdziemy w portfelu, który ktoś gubi, a żadna z tych rzeczy nie powie znalazcy, dokąd go zanieść. Dlatego ja dokładam do nich jedną karteczkę.
Adresy na dokumentach zniknęły już parę lat temu. Z dowodów osobistych 1 marca 2015 roku, a z praw jazdy 4 marca 2019 roku. MSWiA tłumaczyło to tym, że ok. 400 tys. osób rocznie wymieniało dowód tylko po zmianie meldunku. Nie było więc sensu dłużej tego wypisywać, ale przecz to... trudniej znaleźć właściciela zguby.
Czy trzeba oddać znaleziony dowód osobisty i portfel?
Ustawa nakazuje zawiadomić starostę o znalezisku, "chyba że znalezione zostały jedynie pieniądze, a ich kwota nie przekracza 5 proc. minimalnego wynagrodzenia za pracę" – czytamy w nowelizacji.
W 2026 roku to 240,30 zł, bo płaca minimalna wynosi 4806 zł. Wyjątek dotyczy tylko gotówki, więc portfela z dowodem i prawem jazdy nie obejmuje. Dokumenty z danymi osobowymi trafiają do starostwa, a gdy nie ma właściciela, są niszczone.
Za przygarnięcie dowodu grozi do 2 lat więzienia. Jak wynika z ustawy, trzeba niezwłocznie przekazać organowi dowolnej gminy, policji, innemu organowi administracji publicznej albo konsulowi. Jest też druga droga.
"Osoba, która znalazła cudzy dowód osobisty, może, bez zbędnej zwłoki, przekazać ten dokument posiadaczowi dowodu osobistego" – stanowi art. 49 ust. 2. Wybór ma znaczenie dla właściciela.
Dowód oddany w gminie unieważnia się z dniem przekazania, więc trzeba wyrobić nowy, bezpłatnie, ale urząd ma na to do 30 dni. Dowód wręczony wprost zostaje ważny, o ile właściciel nie zgłosił utraty. A jeśli zawiesił go w aplikacji mObywatel, ma najwyżej 14 dni na cofnięcie zawieszenia. Potem dokument unieważnia się sam.
Zobacz także
Jak oddać zgubiony dokument, jeśli nie znasz właściciela?
Skala nie jest mała, bo np. do Biura Rzeczy Znalezionych w Warszawie trafiło w 2025 roku 1245 dowodów osobistych. Bez adresu trudno je odnieść właścicielowi, bo dane innej osoby z rejestru PESEL dostanie tylko ten, kto wykaże interes prawny albo faktyczny.
W tym drugim przypadku urząd pyta o zgodę osobę, której dane dotyczą. Zgodę miałby więc wyrazić ktoś, kogo dopiero szukamy. Dlatego najłatwiej zanieść portfel na komendę. Można też szukać szczęścia w social mediach. Helena Łygas opowiadała w naTemat, że właścicieli dokumentów znalazła na Facebooku.
Czy zostawianie w portfelu adresu jest bezpieczne?
Pierwszy odruch podpowiada, żeby na karteczce w portfelu dopisać adres, bo przecież o to chodzi. Ja tego nie robię. Portfel może znaleźć (lub ukraść) także ktoś, kto uczciwych zamiarów nie ma, a wtedy kartka z adresem to gotowa wskazówka, gdzie szukać. Policjanci radzili też w apelu o zabezpieczanie mienia, żeby trzymać klucze osobno od dokumentów z adresem.
Brak adresu w dowodzie ma więc też plus, o którym łatwo zapomnieć. Jak więc dać namiary znalazcy? U mnie na karteczce jest samo imię, numer telefonu, bez adresu. Znalazca nie dowie się, gdzie mieszkam, ale będzie wiedział, do kogo zadzwonić.
Z danych warszawskiego magistratu wynika, że pracownicy biura dzwonią na numery z wizytówek zostawionych w dokumentach i teczkach. Do właścicieli rzeczy bez dokumentów i bez danych kontaktowych wraca rocznie ok. 15 proc. Jeśli nie mamy własnej wizytówki, karteczka w przegródce z dowodem z pewnością wystarczy.






