
Trwa renesans winyli, a przed nami moda na CD? Jak wynika z danych, blisko połowa młodych ludzi kupujących dziś płyty nie ma w domu sprzętu do ich odtworzenia. Czy to ma sens? Tak, gdyż "sidik" przestał być tylko nośnikiem muzyki.
Amerykańskie stowarzyszenie wydawców muzycznych RIAA przedstawiło kilka tygodni temu dane podsumowujące pierwsze półrocze 2026 roku na rynku, na którym działa. Co z nich wynika?
Streaming rządzi, ale CD wracają do łask
Najpierw przedstawmy suche dane. Streaming wygenerował w badanym okresie 4,89 mld dolarów przychodu. To 82 procent całego rynku i przekłada się na wzrost o 4,7 procent. Nośniki fizyczne odpowiadały za tylko 731,5 mln dolarów, ale było to o 25,9 procent więcej niż rok wcześniej. W tej kwocie mamy 554 mln dolarów, które zapłacono za winyle (skok o 17,7 procent) i 171, mln dolarów, ile uiszczono za CD.
Najciekawiej robi się dalej: płyty CD sprzedały się o aż 58,6 procent lepiej niż przed rokiem. Pierwszy raz od niemal dwóch dekad to właśnie ich sprzedaż rośnie szybciej niż winyli. Zestawienie dopełniła sprzedaż kaset i pozostałych nośników (16,5 mln dolarów, o 44,9 procent więcej).
Do tego niektórzy płacą jeszcze za cyfrowe pobrania. Ten rynek wygenerował 121 mln dolarów i jako jedyny zaliczył spadek – o 12,7 proc.. Widać więc, że coraz rzadziej chcemy płacić za pliki muzyczne, a wolimy albo streaming, albo fizyczne nośniki.
Mam CD, ale jej nie słucham
Czy dane te powinny nas cieszyć? Zacznijmy od tego, że rynek CD ożywił... K-pop. Pod siedmioma najlepiej sprzedającymi się płytami podpisali się artyści popowi z Korei Południowej. Zjawisko to napędza fakt, że ich fani potrafią kupować nawet po parę wydawnictw tej samej płyty. Chodzi o edycje kolekcjonerskie.
To ostatnie sugeruje, że CD nie jest tylko nośnikiem muzyki, ale też gadżetem. Zmianę w postrzeganiu płyt podkreśla coś innego: niemal połowa przedstawicieli pokolenia Z i milenialsów, którzy kupują "sidiki", nie ma... odtwarzacza, na którym mogłaby odtworzyć dźwięki, które są na nich zapisane.
Przypomina to więc zjawisko, które znamy ze świata gier: te ostatnie można przecież od lat ściągnąć na dysk, ale istnieje też możliwość kupienia wydawnictw CD, tak jak robili to obecni 40-latkowie w latach 90. XX wieku. Już w 2019 r. pisaliśmy, że to dlatego ludzie wciąż lubią płyty z muzyką.
Poniżej dalsza część artykułu.
Zobacz także
Co na to Polacy?
Czy trend ten dotarł do Polski? Tak, i potwierdzają to najnowsze wyniki Związku Producentów Audio Video, który przygotował raport podsumowujący pierwsze półrocze 2026 r. Sprzedaż płyt winylowych wygenerowała aż 42,4 mln zł, czyli o 46,3 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2025 roku, z kolei płyt CD – 42,8 mln zł (przychody skoczyły o 10,5 proc. rok do roku). Zapewne powodem też jest kolekcjonerstwo, choć nie posiadamy danych dot. tego, ilu posiadaczy CD w Polsce ma sprzęt do jego odtworzenia.
Renesans CD z pewnym paradoksem
Rynek muzyczny pokazuje więc ciekawy paradoks: w epoce streamingu i natychmiastowego dostępu do milionów utworów fizyczne nośniki nie znikają, lecz zmieniają swoją funkcję. Dla części kupujących CD to już nie tylko sposób słuchania muzyki, ale również przedmiot kolekcjonerski i element budowania więzi z ulubionymi artystami. Pytanie brzmi, czy ten trend okaże się trwały, czy pozostanie przede wszystkim efektem popularności K-popu i mody na kolekcjonowanie.




