
Biskup diecezji tarnowskiej Andrzej Jeż został skazany. Sąd Rejonowy w Tarnowie zdecydował, że hierarcha ponosi odpowiedzialność za zbyt późne zawiadomienie organów ścigania o przypadkach wykorzystywania małoletnich przez podległych mu księży Stanisława P. i Tomasza K. To pierwszy taki wyrok w Polsce.
Biskup Andrzej Jeż został uznany za winnego zaniechania zgłoszenia spraw księży Stanisława P. oraz Tomasza K. Za każdy z tych czynów Sąd Rejonowy w Tarnowie wymierzył mu po rok i sześć miesięcy ograniczenia wolności, orzekając ostatecznie karę łączną dwóch lat.
Będzie ona polegała na comiesięcznym potrącaniu 25 procent jego wynagrodzenia (choć to, ile zarabia ksiądz w Polsce, a tym bardziej biskup, wciąż pozostaje tajemnicą) na rzecz Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Ponadto duchowny ma wpłacić po 10 tysięcy złotych za obie sprawy na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, a także pokryć koszty procesu.
O co chodzi w sprawie biskupa Andrzeja Jeża?
O tym, że bp Andrzej Jeż stanie przed sądem, jako pierwsza poinformowała w kwietniu 2024 roku krakowska "Gazeta Wyborcza". Chodziło o jeden z największych skandali pe***ch w polskim Kościele.
Wyszło wówczas na jaw, że prokuratura zajęła się sprawą biskupa tarnowskiego, bowiem choć posiadał wiarygodne informacje o przestępstwach wobec małoletnich, których mieli się dopuścić księża z jego diecezji (Stanisław P. i Tomasz K. – jak ustalono, sam ksiądz Stanisław skrzywdził 95 dzieci), nie złożył zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa niezwłocznie, jak wymaga tego prawo.
Nadmieńmy, że od 13 lipca 2017 roku w Kodeksie karnym obowiązują zmiany, które zakładają karanie za niezgłoszenie niektórych przestępstw. Hierarcha od początku procesu nie przyznawał się do winy, a jego obrońcy domagali się uniewinnienia.
Gdy biskup Andrzej Jeż usłyszał zarzuty prokuratorskie, tłumaczyła go też Kuria Diecezjalna w Tarnowie. "Skonkretyzowaną wiedzę o przypadkach m*lestowania małoletnich przez ks. Stanisława P., biskup Jeż powziął dopiero w roku 2019, kiedy dotarła do kurii tarnowskiej dokumentacja sprawy związanej z pobytem ks. Stanisława P. na Ukrainie i podejrzeniem, że dokonał tam przestępstw dotyczących m*lestowania małoletnich" – czytaliśmy w komunikacie.
Przedstawiciele kurii tłumaczyli, że drugą sprawę związaną z ks. Tomaszem K. biskup Jeż "powziął dopiero pod koniec 2021 roku". "Niezwłocznie po odkryciu tej informacji biskup Jeż polecił dokonać zgłoszenia organom ścigania, co też Delegat Biskupa uczynił w dniu 16 grudnia 2021 roku" – dodano.
W procesie, który trwał osiem miesięcy, śledczy ustalili jednak, że hierarcha zgłosił nadużycia dopiero po kilku latach, choć już wcześniej prowadził wewnętrzne postępowanie i znał szczegóły spraw.
Zobacz także
"Oskarżony miał za zadanie jedynie i aż złożyć stosowne zawiadomienie"
Sędzia Małgorzata Adamczyk w uzasadnieniu wyroku podkreślała, że obowiązek zawiadomienia organów ścigania wynika bezpośrednio z polskiego prawa i dotyczy każdego obywatela, niezależnie od pełnionej funkcji. – Każdy obywatel, w tym duchowny lub przełożony kościelny, kto dowiaduje się o przypadku pedofilii, ma prawny obowiązek zgłosić to na policję lub do prokuratury, a zatajenie takiej wiedzy jest przestępstwem zagrożonym karą do trzech lat pozbawienia wolności – wskazała sędzia.
Choć obrona tłumaczyła biskupa, przytaczając prawo kanoniczne i procedury kościelne, sędzia Adamczyk wskazała, iż "Kodeks Prawa Kanonicznego nie jest źródłem prawa powszechnie obowiązującego w Polsce – jest jedynie aktem prawa Kościoła katolickiego, regulującym jego własne instytucje". – Sąd uważa, że oskarżony miał za zadanie jedynie i aż złożyć stosowne zawiadomienia, a nie dokonywać oceny poszczególnych przypadków. Ewentualne wątpliwości należało pozostawić do rozstrzygnięcia organom do tego powołanym – podsumowała sędzia.
Obrońcy już zapowiedzieli złożenie apelacji. Oświadczenie wydała też kuria. Nie zgodziła się z rozstrzygnięciem sądu. "Wyrok jest nieprawomocny i nie przesądza ostatecznie o odpowiedzialności karnej biskupa Andrzeja Jeża" – czytamy.




