
Marvel robił już kosmiczną operę, thriller szpiegowski, sitcom, dramat sądowy i serial o aktorze, który przypadkiem jest superbohaterem. Horror z prawdziwego zdarzenia ma jednak w MCU tylko jeden. Trwa 53 minuty, jest czarno-biały i nadal zbiera zachwyty. Jeśli "Wilkołak nocą" was ominął, listopad to idealny moment, żeby to nadrobić.
Marvel Cinematic Universe od 2008 roku zdążyło rozrosnąć się do momumentalnych rozmiarów: 38 pełnometrażowych filmów (ostatni to "Spider-Man: Całkiem nowy dzień", który zarobił, bagatela, 2,5 mld dolarów), 16 seriali dla Disney+, 3 średnie metraże... I ciągle rośnie. Prezes MCU Kevin Feige zapowiedział, że ma plany do 2042 roku. W ostatnich latach Marvel cienko prządł, ale sukces nowego "Spidera", nadzieje zwiazane z nadchodzącym "Avengers: Doomsday" i zapowiedź X-Menów dały fanom nadzieję.
To wszystko to jednak superbohaterstwo w czystej postaci: multiwersum, wielkie bitwy i równie wielkie budżety. Marvel próbuje czegoś mniejszego i innego w serialach, ale horrorów raczej się nie tyka, choć flirtował z tym gatunkiem w "Doktorze Strange'u w multiwersum obłędu". Ale jest jeden wyjątek.
"Wilkołak nocą" to jedyny prawdziwy horror MCU
"Wilkołak nocą" (oryg. "Werewolf by Night") trafił na Disney+ 7 października 2022 roku jako pierwsza "specjalna prezentacja" Marvel Studios, czyli coś pomiędzy filmem a odcinkiem specjalnym. W świecie trzygodzinnych blockbusterów 53 minuty to prawie krótki metraż. Formuła zresztą się przyjęła: później dostaliśmy w niej "Strażników Galaktyki: Coraz bliżej święta", a w maju tego roku "Punishera: Ostatnie starcie".
Wyreżyserował go Michael Giacchino, oscarowy kompozytor (m.in. "Odlotu", za którego dostał Oscara), dla którego był to debiut za kamerą. Debiut bardzo udany. Czarno-biały obraz, trzaski taśmy, kurtyna jak w kinie sprzed wojny: to list miłosny do horrorów z lat 30. i 40. Coś jak "Dracula" z Belą Lugosim, tyle że... Marvela.
Fabuła? Po śmierci legendarnego łowcy potworów Ulyssesa Bloodstone'a najlepsi w fachu zjeżdżają się do jego posiadłości, by zapolować na bestię. Nagrodą jest potężny klejnot Bloodstone. Wśród uczestników są Elsa (Laura Donnelly), córka zmarłego, która dawno zerwała z rodziną, i tajemniczy Jack Russell (Gael García Bernal). Kim jest Jack, zdradza już tytuł. Jest też Man-Thing, bagienny stwór o imieniu Ted, którego nie da się nie kochać.
W naszej recenzji pisaliśmy, że to najbardziej nietypowy film Marvela, a jego finał jest krwawszy niż wszystko, co studio wcześniej pokazało. Zresztą "Wilkołak nocą" dziś ma 90 proc. pozytywnych recenzji i 88 proc. pochlebnych ocen widzów. Krytycy chwalą zwartą, upiorną opowieść, retro klimat i przekonują, że Giacchino reżyseruje równie dobrze, jak komponuje. Oglądając film, aż trudno uwierzyć, że to Marvel.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Będzie "Wilkołak nocą 2"? Marvel wciąż nie może się zdecydować
Od premiery Marvel nie wrócił ani do Jacka, ani do Elsy, ani do Teda, choć finał wręcz prosił się o ciąg dalszy. Pod koniec 2025 roku Deadline podał, że Giacchino wyreżyseruje kontynuację. Latem na premierze "Spider-Mana" reżyser przyznał w rozmowie ze Screen Rant, że rozmowy trwają, ale wszystko trwa wieki. Oficjalnej zapowiedzi wciąż nie ma.
Screen Rant zwraca uwagę na postać, którą łatwo przeoczyć: samego Ulyssesa Bloodstone'a. W filmie widzimy go głównie jako zwłoki odczytujące testament. W komiksach to nieśmiertelny łowca z odłamkiem kamienia w piersi, który daje mu nadludzką siłę i regenerację na miarę Wolverine'a. Portal proponuje antologię, w której Ulysses w każdym odcinku poluje na innego potwora w innej epoce albo crossover z komiksowymi Midnight Sons. Bralibyśmy w ciemno.
Zanim to nastąpi (o ile w ogóle), macie 53 minuty, by uświadomić sobie, że Marvel potrafi straszyć. Listopadowy wieczór będzie idealny. Do tego możecie wybrać wersję, bo "Wilkołak nocą" jest dostępny na Disney+ w kolorze oraz czerni i bieli. A jeśli chcecie prygotować się do grudniowego "Avengers: Doomsday", MCU przygotowało ściągę produkcji do nadrobienia.




