
Rodzina jest najważniejszą wartością dla ludzi młodych – wynika z wielu badań. W redakcji mieliśmy dzisiaj dyskusję o tym, czy to nowość, czy może jest tak od zawsze. Co z tą rodziną wśród młodych, skoro jeszcze niedawno tryumfy święcił model bycia bogatym singlem, czerpania przyjemności z życia i myślenia, że dzieci to kula u nogi?
REKLAMA
TVP postanowiła nakręcić kolejny – piąty już – sezon serialu rodzinka.pl. W związku z tym – choć nie potrafię sobie przypomnieć jak dokładnie – w redakcji rozgorzała dyskusja o tym, czy dla młodych rodzina jest wartością i przede wszystkim – czy to jakaś nowość? Czy faktycznie w ostatnich latach młodzież była raczej samolubna i nastawiona na hedonizm, a nie zakładanie rodziny?
Szczerze wątpię, by popularność serialu miała związek z wyznawanymi wartościami. Po prostu jest to całkiem udana i dowcipna produkcja, z którą mogą utożsamiać się zarówno rodzice, jak i ich dzieci. Ba, sądzę nawet, że największy ubaw z tego serialu mogą mieć dorosłe dzieci – to znaczy ci, którzy jeszcze dobrze pamiętają czasy dzieciństwa, ale już doskonale rozumieją i widzą, jak to jest być rodzicem.
Spójrzmy jednak głębiej, co na ten temat mówią badania, przywoływane zazwyczaj jako niezbity dowód na słuszność jakiejś tezy. Z tych CBOS-u wynika, że dla Polaków rodzina jest najważniejszą wartością od zawsze. Instytut Jana Pawła II w swoich opracowaniach wykazuje z kolei, że w 2007 roku rodzinę jako najważniejszą wartość wskazywało "tylko" ok. 70 proc. Dzisiaj jest to już ponad 90 proc. Uogólniając: z różnych badań wniosek jest taki, że dla Polaków rodzina zawsze jest najważniejsza, a wiek nie ma z tym nic wspólnego. Podobny wniosek nasuwa się po przeczytaniu raportu Deloitte, z którego wynika, że dla 86 proc. pokolenia Y rodzina jest na pierwszym miejscu.
Tutaj mógłbym napisać: badania nie kłamią, więc rodzina jako wartość to żadna nowość, koniec tekstu. Ale z drugiej strony, moi znajomi, z którymi o rodzinie rozmawiam, przyznają: tak, faktycznie jest jakiś renesans, wcześniej młodzi byli bardziej nastawieni na kariery, kasę, egoistyczne przyjemności. Badania też należy traktować z dystansem z innego powodu: wszak wyznanie, że rodzina jest dla nas najwyższą wartością, wcale nie musi oznaczać chęci założenia rodziny, a jedynie – docenienie tego, co się już ma.
Wróćmy jednak do hedonizmu i bycia singlem. Faktycznie, były ono obecne w mediach, by nie powiedzieć – promowane – gdzieś na przestrzeni lat 2000-2008. Efektem są takie imprezowe zombie, jak Charlie Sheen. Wszystkich nas bawią jego wyczyny, ale na serio – czy ktokolwiek chciałby wieść takie życie? Widząc bogatych, ale niezbyt szczęśliwych 30-latków, którzy wiecznie mają jakieś romanse, dramaty i problemy, trudno samemu dążyć do takiego życia.
Mam wrażenie, podparte dość intensywnymi obserwacjami i licznymi rozmowami, że do dzisiejszych 20-latków po prostu zaczęło docierać, że praca i kasa nie dadzą im szczęścia. To, w co wierzyli dzisiejsi 30-latkowie: pieniądze, luksusy, splendor, hedonizm, kult jednostki, stało się już nieaktualne.
Sam, niestety, mam nieprzyjemność obserwować wielu takich karierowiczów, którzy dzisiaj – mając niecałe 30 lat – są wypaleni, zmęczeni, nieszczęśliwi. Zarabiali pieniądze, mają piękne samochody, wypasione apartamenty, i... No właśnie, i co z tego? Nic. Nie mówią: "wracam do domu", tylko "wracam do mieszkania". Jest różnica, prawda?
Można lubić samotność, można lubić przestrzeń, ale koniec końców każdy z nas potrzebuje przynajmniej drugiej osoby, by szczęściem – również finansowym – się dzielić. Inaczej kończy się w pustym apartamencie, ze szklanką whisky w ręku, zastanawiając się: gdzie popełniłem błąd, że mimo wszystko nie jestem szczęśliwy.
Zresztą takie historie są coraz mniej możliwe, bo coraz mniej stabilna jest praca. Dzisiaj młodzi nie mogą być pewni swojego zatrudnienia, zwolnienia z dnia na dzień to żadna nowość. Młodzi nie tylko się do tego przyzwyczaili, ale i przystosowali – za pomocą swojego podejścia do pracy. Nie traktują jej nabożnie, wiedzą, że dzisiaj praca jest, a jutro może jej nie być – i tym samym przestali uznawać ją za fundament życia. Bo jak budować fundament z czegoś, co jutro może zniknąć?
Naturalnie więc skłaniają się ku rodzinie – kojarzącej się z opieką, pewnością, stałością. Jeśli coś ich dzisiaj powstrzymuje od założenia swojej familii, to najczęściej pieniądze – chcąc zapewnić dzieciom godne życie, młodzi czekają na odpowiedni czas, kiedy już nie będą musieli pracować po 12 godzin dziennie na pieluszki. Również dlatego, że sami często byli ofiarami przepracowania rodziców i ich braku czasu, dlatego nie chcą tych błędów powtarzać. Dzieciom chcą dać nie tylko stabilne życie, ale i siebie.
Nasz bloger Marek Dzięgielewski słusznie zauważył w jednym ze swoich wpisów, że pokolenie millenialsów, czyli moje, przestało już być tak nastawione na kasę, a coraz bardziej ceni sobie czas spędzany z bliskimi, rodziną. To prawda – a sprawy wymienione wyżej to tylko część powodów, dlaczego tak się dzieje.
Można to sprowadzić na jeszcze wyższy poziom. Młodzi coraz częściej odchodzą od modelu konsumpcyjnego w stronę interakcji z ludźmi, zbierania doświadczeń. Przeżywania życia, a nie konsumowania go za pomocą kolejnych iPhonów, samochodów i kredytu na mieszkanie. Patrząc na to z tej perspektywy, tak, jesteśmy hedonistami. Tylko coraz rzadziej dajemy sobie wmówić specom od marketingu, że nowy telefon naprawdę nas uszczęśliwi.
