Od października drugi kierunek studiów będzie płatny. Nawet 20 tys. zł za rok.
Od października drugi kierunek studiów będzie płatny. Nawet 20 tys. zł za rok. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Koniec z darmowym studiowaniem kilku specjalności. Od października wchodzą opłaty za drugi i kolejne kierunki studiów. Najdroższe będą te związane z medycyną: nawet do 26 tys. zł za rok. Najtańsze – filozofia i bibliotekoznawstwo: prawie 2 tys. zł.

REKLAMA
Do tej pory studenci mogli studiować z darmo, ile chcieli. Od najbliższego roku akademickiego będą musieli słono za to zapłacić. Co ważne, nie wszyscy, bo zwolnione z czesnego będą osoby, których średnia zmieści się w 10 proc. najwyższych ocen na roku i/lub, którzy angażują się w różne aktywności na uczelni i i poza nią.
"Gazeta Wyborcza"

Najdroższe są kierunki medyczne - wszędzie, bez względu na miasto, kosztują 20 tys. zł. Najtańsze są humanistyczne, filozofię jako drugą można studiować już od 1,7 tys. zł. Drugie studia są zwykle droższe na dużych uczelniach, np. chemia na Uniwersytecie Warszawskim kosztuje 15 tys. zł, a na Uniwersytecie Opolskim 2,4 tys.


Nie obejdzie się bez kontrowersji. Studenci już teraz mają zastrzeżenia dotyczące wyznaczania grupy prymusów, która nie zapłaci za dodatkowe studia. Ci, którzy wybiorą studia mało popularne, gdzie na roku jest kilkanaście osób, będą mieli małe szanse na zwolnienie z czesnego, bo takie prawo przysługiwało będzie np. jednej osobie.
"Rozumiem, że należy premiować najlepszych, ale studenci dowiedzą się późno, czy mogą być z czesnego zwolnieni. A co z tymi, którzy zrezygnują z drugiego kierunku? Uczelnia będzie ich ścigać z komornikiem? I dlaczego nie liczą się dobre wyniki z pierwszego kierunku?" – pyta cytowany przez "Gazetę Wyborczą" Piotr Muller, przewodniczący Parlamentu Studentów RP.
W naTemat pisaliśmy o tym, jak postrzegani są młodzi ludzie, którzy studiują na więcej niż jednym kierunku. "Wieczny student to obelga, zmiana kierunku studiów to strata czasu, a roczna przerwa w uczeniu to niedojrzała decyzja. W Polsce wciąż pokutuje przeświadczenie, że studia to etap, który trzeba zaliczyć jak najszybciej i najlepiej bez potknięć".

Źródło: "Gazeta Wyborcza"