
Dziś w telewizji szansę na przebicie ma to, co szokuje, wstrząsa, wzrusza, irytuje i krzyczy. Niewiele miejsca pozostaje na poważną debatę, wiadomości ze świata, analizy sytuacji ekonomicznej. To widz dyktuje warunki, ale bohaterowie serialu "Newsroom" pokazują, że widza można zmusić do zaangażowania. Czy zwrot jakości pokazany w produkcji HBO to mrzonka? Prof. Maciej Mrozowski nie ma wątpliwości: telewizje nie zrezygnują z plotek i rozdmuchanych historii, bo ludzie uciekną do internetu. - Serial "Newsroom" przypomina, że media mogą i powinny być lepsze - mówi medioznawca w rozmowie z naTemat.
REKLAMA
Partnerem sekcji jest HBO
Wydawcy, prezenterzy i reporterzy w serialu HBO "Newsroom" na przekór innym stacjom postanowili zrezygnować z plotek, skandali, rozdmuchanych afer na rzecz poważnego serwisu informacyjnego.Chcą przywrócić telewizyjnym wiadomościom dawną świetność, kiedy informowały o rzeczach ważnych, sprawdzonych i istotnych. Szczerze przyznają, że sami przyłożyli rękę do tego, że telewizja traktuje widza infantylnie, uznając go za nieambitnego i nieświadomego.
Walka o widza
Oczywiście rzeczywistość w serialach jest niewyidealizowana. Tak jest też z "Newsroomem". Jak zauważył Tomasz Machała porównując ten realny i serialowy newsroom, ten drugi "upraszcza rzeczywistość trzymając się realiów". - HBO zrobiło serial właściwie o własnej kuchni, i jak większość woli lepszy od rzeczywistego obraz siebie - mówi w rozmowie z naTemat medioznawca z SWPS prof. Maciej Mrozowski. Według niego zapowiedź bohaterów serialu o nowej jakości newsów, o zdecydowanej zmianie proporcji i odcięciu się od brudnych afer to "mamienie ludzi zwrotem, że od teraz żyli już długo i szczęśliwie".
W mediach ciężko złożyć takie zapewnienie, bo telewizja zmienia się bardzo dynamicznie. Musi, bo internet jest bardzo agresywną konkurencją, która skutecznie ściąga do siebie młodych użytkowników. Przyciąga nie tylko formą, ale również szybkością podawania newsów. Newsów, które przeważenie naszpikowane są krzykliwym tytułem, agresywnym zdjęciem i zaczepną treścią. Zainteresowaniem cieszą się plotki, celebryci. Nie bez powodu przecież do najpoczytniejszych dzienników należą tabloidy. To dosyć przykry, ale prawdziwy obraz społeczeństwa. Zmęczeni pracą, przytłoczeni codziennością, szukamy lekkiej treści.
Spadek zaufania
W takim zestawieniu ciężko przebić się tej ambitnej, wymagającej od widza czy czytelnika zaangażowania. - Mam nadzieję, że media poważne będą trwały, że będą przygotowywane poważne serwisy informacyjne - podkreśla prof. Maciej Mrozowski. Jego zdaniem media poważne muszą zawalczyć o odbiorców, bo trochę na własne życzenie ich straciły. - To m.in. echo kryzysu i zapowiedzi załamania gospodarczego, które publikowały gazety i o których mówiono w telewizjach. Media tak tracą wiarygodność, a ludzie zaufanie do nich - ocenia ekspert.
W takim zestawieniu ciężko przebić się tej ambitnej, wymagającej od widza czy czytelnika zaangażowania. - Mam nadzieję, że media poważne będą trwały, że będą przygotowywane poważne serwisy informacyjne - podkreśla prof. Maciej Mrozowski. Jego zdaniem media poważne muszą zawalczyć o odbiorców, bo trochę na własne życzenie ich straciły. - To m.in. echo kryzysu i zapowiedzi załamania gospodarczego, które publikowały gazety i o których mówiono w telewizjach. Media tak tracą wiarygodność, a ludzie zaufanie do nich - ocenia ekspert.
Czy takie seriale, jak "Newsroom" mogą coś zmienić? Medioznawca uważa, że jest szansa, że na jakaś część mediów zmieni swoje podejście i selekcję informacji, ale FOX i inne kanały rozrywkowe pozostaną takie, jak dotychczas - ploteczki, michałki. Ludzie się do tego przyzwyczaili i tego szukają. - Kultura celebrytów została stworzona po to, żeby ludzie mieli na kogo kichać. Chcą patrzeć na kogoś, kogo uważają za gorszego. A za takiego nie uznają przecież profesorów, poważnych artystów czy mężów stanu - komentuje Mrozowski.
Oświecenie czwartej władzy
Nie ma się co oszukiwać, że telewizja zrezygnuje z plotek, celebrytów, drastycznych newsów, afer, skandalu, karmienia się dramatami, jak chociażby w przypadku małej Magdy z Sosnowca. Jeżeli stacje telewizyjne by z tego zrezygnowały, ludzie uciekliby do internetu, gdzie właśnie tego typu newsów są wśród najchętniej czytanych. Jest jednak szansa, że niektórzy wydawcy, redaktorzy naczelni ponownie docenią wartość poważnego dziennikarstwa i wyszarpią dla niego jakieś miejsce w serwisie. - Ten serial przypomina, że media mogą i powinny być lepsze. Nie wierzę w trwałą zmianę w telewizji, co najwyżej w jakiś krok do tyłu - zaznacza prof. Mrozowski.
Oświecenie czwartej władzy
Nie ma się co oszukiwać, że telewizja zrezygnuje z plotek, celebrytów, drastycznych newsów, afer, skandalu, karmienia się dramatami, jak chociażby w przypadku małej Magdy z Sosnowca. Jeżeli stacje telewizyjne by z tego zrezygnowały, ludzie uciekliby do internetu, gdzie właśnie tego typu newsów są wśród najchętniej czytanych. Jest jednak szansa, że niektórzy wydawcy, redaktorzy naczelni ponownie docenią wartość poważnego dziennikarstwa i wyszarpią dla niego jakieś miejsce w serwisie. - Ten serial przypomina, że media mogą i powinny być lepsze. Nie wierzę w trwałą zmianę w telewizji, co najwyżej w jakiś krok do tyłu - zaznacza prof. Mrozowski.
Krok do tyłu oznacza powrót do roli mediów jako czwartej władzy. To o taki status postanowili walczyć bohaterowie "Newsroomu", a nie jest im łatwo, bo w mediach jak wszędzie liczą się pieniądze, liczą się zyski. Skoro odbiorcy szukają agresywnych newsów, lubią rozdmuchane afery, ciężko będzie ich przytrzymać przy ekranie pokazując im poważne debaty polityczne, czy dyskusje o sytuacji międzynarodowej. - Rzecz polega na tym, że media bywają czwartą władzą, ale czwartym stanem już nie. A to właśnie od czwartego stanu wzięło się to powiedzenie. Czwarty stan miał się zajmować oświeceniem - zauważa prof. Mrozowski.
Według niego media chętnie "wtrącają się" do pierwszej władzy, narzucają swoje postrzeganie, ale nie oświecają, przestały próbować. - Ludzie nie chcą się oświecać. Wolą po tablecie szukać promocyjnych cen ciuchów, niż informacji, jak rozwiązać problemy kraju. Telewizja i inne media się do tego niestety dostosowały - dodaje ekspert.
