
Stefan Niesiołowski nazwał mnie oraz 17 tys. warszawian i warszawianek osobami "bezmyślnymi". Rafał Ziemkiewicz zaś zasugerował, że przynależę do "słabo wykształconego elementu napływowego". Dlaczego? Bo spełniłem swój obywatelski obowiązek i poszedłem do referendum, oddając przy tym swój głos za Hanną Gronkiewicz-Waltz.
REKLAMA
Od kiedy tylko sięgam pamięcią w polskich mediach jak mantrę powtarza się słowa o tym, że w naszym kraju społeczeństwo obywatelskie jest bardzo słabe. Że Polacy nie troszczą się o dobro wspólne, że nie zakładają stowarzyszeń, nie chodzą do wyborów, że myślą tylko o czubku własnego nosa.
Na apolityczność i bierność Polaków narzekają badacze społeczni, publicyści, ale i politycy. Niektórzy z nich sprawę rozbudzenia w Polsce postaw obywatelskich wypisali nawet na swoich sztandarach. Ba! Jest przecież pewna partia, która słowo “obywatelska” ma nawet w nazwie. I dlatego zastanawiać może, i to nawet bardzo, że od jakiegoś czasu najważniejsi politycy tego właśnie ugrupowania bez żenady nawoływali, by warszawiacy w dniu święta demokracji bezpośredniej pozostali w domach.
Arogancja i demokracja
– Do tej pory PO nawoływała do udziału w wyborach(...). A tu taki pokaz cynizmu, hipokryzji i arogancji Platformy – dziwił się nawoływaniom do zbojkotowania referendum prof. Jacek Raciborski w rozmowie z “Gazetą Wyborczą”. Przyznam, że dziwiłem się razem z nim. I im dłużej słuchałem polityków PO, którzy w imię obrony partyjnej koleżanki deptali hasła, które rzekomo im przyświecają, tym bardziej byłem przekonany do tego, że muszę na referendum iść.
– Do tej pory PO nawoływała do udziału w wyborach(...). A tu taki pokaz cynizmu, hipokryzji i arogancji Platformy – dziwił się nawoływaniom do zbojkotowania referendum prof. Jacek Raciborski w rozmowie z “Gazetą Wyborczą”. Przyznam, że dziwiłem się razem z nim. I im dłużej słuchałem polityków PO, którzy w imię obrony partyjnej koleżanki deptali hasła, które rzekomo im przyświecają, tym bardziej byłem przekonany do tego, że muszę na referendum iść.
“Ale po co? Czy ona jest złym prezydentem?”, “Przecież odwołanie HGW zrobi tylko wielki bałagan”, “Chcesz wzmocnić PiS?” – komentowali mój pomysł znajomi. I mieli dużo racji. Bo rzeczywiście, krótkoterminowe skutki odwołania prezydent Warszawy mogłyby nie być wcale miłe – przynajmniej z punktu widzenia osoby takiej, jak ja: kogoś, kto z braku lepszych alternatyw na ogół popiera PO, za PiS-em nie przepada, i właściwie nie wie za bardzo, jak rzetelnie oceniać prezydenturę Hanny Gronkiewicz-Waltz. Pokusa, by zostać w domu i ewentualnymi zawirowaniami w ratuszu nie pogarszać sytuacji, była spora.
Wziąłem sobie jednak do serca pewną myśl, którą świetnie wyraził na Facebooku mój przyjaciel: – Czy ważniejsze jest, żeby HGW została na chwilę jeszcze, czy ważniejsze jest żeby jednak udowodnić, że ludzie potrzebują prawa głosu w demokracji bezpośredniej? – pytał. I według mnie odpowiedź na to pytanie jest oczywista. Tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że politycy starają się sprowadzić całą sprawę do bieżącej przepychanki między PO i PiS.
Między Lemingradem a Ciemnogrodem
No i poszedłem do referendum. Ostatecznie (choć wybór nie był taki oczywisty) zagłosowałem za pozostawieniem Hanny Gronkiewicz-Waltz w ratuszu. Okazało się, że podobnie postąpiło ok 20 tys. mieszkańców stolicy – ok. 6 proc. wszystkich głosujących. Nie wiem, czy wszyscy kierowali się taką samą logiką jak ja. Być może niektórzy nie zdawali sobie po prostu sprawy, że referendalna matematyka wyraźnie wskazuje, iż skuteczniej “obronić Hankę” można zostając w domu.
No i poszedłem do referendum. Ostatecznie (choć wybór nie był taki oczywisty) zagłosowałem za pozostawieniem Hanny Gronkiewicz-Waltz w ratuszu. Okazało się, że podobnie postąpiło ok 20 tys. mieszkańców stolicy – ok. 6 proc. wszystkich głosujących. Nie wiem, czy wszyscy kierowali się taką samą logiką jak ja. Być może niektórzy nie zdawali sobie po prostu sprawy, że referendalna matematyka wyraźnie wskazuje, iż skuteczniej “obronić Hankę” można zostając w domu.
Tak czy inaczej, w poniedziałek oberwało się nam wszystkim. Z prawa i z lewa. Stefan Niesiołowski w rozmowie z naTemat nazwał ludzi takich jak ja “bezmyślnymi”, a Rafał Ziemkiewicz na Twitterze napisał, że HGW i PO popiera w Warszawie przede wszystkim "słabo wykształcony element napływowy".
Mógłbym przekonywać obu panów, że przynajmniej co do mnie, mylą się. Może i czasem bywam bezmyślny, ale ostatecznie mam na koncie dwa tytuły magistra, a w Warszawie moja rodzina jest od trzech pokoleń. Ale to próżna praca: bo logika dwustronnej nawalanki, w której nie bierze się jeńców, nie pozwala na takie niuanse.
Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam. Albo jesteś platformerskim lemingiem ze wsi na dorobku w wielkim mieście, albo straszliwym moherem i faszystą. Nie możesz być po prostu warszawiakiem, który chce spełnić swój obywatelski obowiązek: musisz przymusowo wystąpić o obywatelstwo Lemingradu albo Ciemnogrodu. Tertium non datur.
Przez wzgląd na przyszłe referenda
Ja postanowiłem nie zapisywać się do żadnej z tych grup: poszedłem do referendum po to, żeby pokazać PO moje prywatne ostrzeżenie, niczym pan Marcin Wasilewicz, który w niedzielę umieścił na Facebooku zdjęcie swojej “żółtej kartki” do głosowania. – Za podważanie znaczenia referendum. To nie przywilej. To obowiązek i nie należy kalkulować ani wspierać dodatkowo panującej wkoło bierności – uzasadniał jej “wręczenie”.
Ja postanowiłem nie zapisywać się do żadnej z tych grup: poszedłem do referendum po to, żeby pokazać PO moje prywatne ostrzeżenie, niczym pan Marcin Wasilewicz, który w niedzielę umieścił na Facebooku zdjęcie swojej “żółtej kartki” do głosowania. – Za podważanie znaczenia referendum. To nie przywilej. To obowiązek i nie należy kalkulować ani wspierać dodatkowo panującej wkoło bierności – uzasadniał jej “wręczenie”.
A za pozostawieniem Hanny Gronkiewicz-Waltz na stanowisku zagłosowałem nie dlatego, że tak bardzo cenię sobie jej prezydenturę. Nie chciałem, żeby ludzie tacy jak Adam Hofman czy Rafał Ziemkiewicz mogli się dzisiaj chełpić, że jeszcze jedna osoba przyłączyła się do tragikomicznej krucjaty pod znakiem “godziny W”, jaką rozpętał wokół referendum PiS.
“Kogo obchodzi twoja głupia prywatna wojenka?Jeden głos i tak nie miał znaczenia” – spyta ktoś. Być może tak jest, ale podobnych głosów było w referendum ponad 17 tys. A jeszcze w trakcie trwania referendum miały miejsce takie inicjatywy, jak ponadpartyjna akcja Miasto Jest Nasze, wspierająca ideę obywatelskiej postawy i głosowania w referendum.
Prezydenci przychodzą i odchodzą, a władze się zmieniają. Dziś frekwencja w referendum jest na rękę tym, jutro innym. I dlatego powinniśmy pamiętać, że w tym wszystkim chodzi o coś więcej, niż to, kto przez kolejne kilkanaście miesięcy będzie rządził w Warszawie. I kto może wygrać kolejne wybory parlamentarne. Jakby górnolotnie to nie zabrzmiało, tu chodzi o demokrację. I wszystkie następne wybory i referenda.
