
- Jak znam premiera Donalda Tuska, to może być tak, że tylko on zostanie w rządzie. Może podziękować wszystkim i dobrać całkiem nowe wojsko. Tusk patrzy na Polskę, a nie na kolegów - mówi w "Bez autoryzacji" poseł PO Jerzy Borowczak. Jak zaznacza, Sławomir Nowak podając się do dymisji zachował się honorowo.
REKLAMA
Organizacja Watchdog chciała od partii informacji o wydatkach za styczeń i luty 2013. Partie, jak jeden mąż, odmówiły, chociaż politycy zawsze mówią o przejrzystości finansów. To jak to jest, chcecie jasnych finansów, czy nie?
Jerzy Borowczak: Nie wszyscy ludzie, nawet w życiu prywatnym, lubią mówić co mają i na co wydają. Nawet, jeśli nie ma w tym nieprawidłowości, bo inni zawsze dopatrują się czegoś między wierszami. Obecnie są organy kontroli, urzędy skarbowe, które mają w to wgląd i to powinno wystarczyć. Urzędy wiedzą, jak interpretować te informacje. To tak samo jak z oświadczeniami majątkowymi: potem ludzie przychodzą i narzekają: że masz dom albo nie masz domu albo samochód, a działka za droga albo zbyt tania i się trzeba tłumaczyć, chociaż nic się nie zrobiło.
Być może tak jest, ale czy mimo wszystko nie uważa Pan, że jak fundacja lub dziennikarze pytają o finanse, to partia powinna ujawniać swoje wydatki? Inaczej od razu rodzi się podejrzenie, że coś ukrywa.
Moim zdaniem finanse partii powinny być transparentne. Powinno się mówić, że w tym roku wydaliśmy tyle i tyle na to i na to. Każdą fakturę można wrzucić do internetu. Tylko, tak jak mówiłem, obawiam się, że wtedy ludzie będą się czepiać tego, co jest w zasadzie normalne. I będziemy się tłumaczyć przez pół roku z tego, że kupiliśmy pudełko czy dwa cygar. Może dlatego przywódcy partyjni, bo to oni decydują o ujawnianiu, podjęli takie, a nie inne decyzje – chcieli uniknąć takich sytuacji. Żeby człowiek nie tłumaczył, że nie jest wielbłądem. Natomiast w Polsce jest duży kryzys zaufania: do drugiej osoby, do instytucji, urzędów i jeśli miałoby się to przyczynić do wzrostu zaufania do partii, to ujawniajmy nasze finanse.
Jeśli już jesteśmy przy finansach i ukrywaniu – na jaw wyszły kolejne taśmy PO. Jeden z polityków PO powołuje się w nich m.in. Na kontakty w MSZ, opowiada o "ofertach" i pracach w radach nadzorczych. Jacek Protasiewicz zaprzecza, jakoby miał z tym coś wspólnego, ale tak czy inaczej – takie rozmowy się toczą, propozycje padają. Jak karać tych polityków?
Ja kandydowałem w wielu różnych wyborach i niestety, często jest tak, że ludzie się dogadują między sobą: popieramy Borowczaka, ci pójdą do prezydium, tamci do rady nadzorczej. Na przykład Duda w Solidarności wygrał wybory właśnie w ten sposób – bo regiony między sobą się dogadały, kto będzie w prezydium, a kto w komisji krajowej.
Tamto działo się w związku zawodowym, w przypadku polityki dotyczy to majątku państwowego. Dlatego ja od 1990 roku byłem za prywatyzacją, bo już w stoczniach widziałem, jak to funkcjonuje. Nie wierzę, żeby Protasiewicz chodził i namawiał. Raczej działa to tak, że ludzie sami się skrzykują i podczepiają pod kogoś, bo widzą w tym swoją szansę. Niestety, żeby nie kupczyć przy tym majątkiem państwowym, trzeba prywatyzacji. Bo korupcję tego typu widać i w miastach, w gminach, w państwie. Wszystko to trzeba wytrzebić.
Wróćmy jednak do polityków, którzy oferują pomoc w MSZ albo posadki w radach nadzorczych. Co z nimi robić?
To na pewno naganne i trzeba z tym walczyć. Jak przypominam sobie rozmowę pani Beger z panem Lipińskim, to gorszej korupcji być nie mogło. A jakoś prokuratura wtedy się tym nie zajęła. I szkoda, bo inni zobaczyli, że skoro wiceszef PiS tak może, to wszyscy. Takie sprawy trzeba dusić w zarodku, bo inaczej się ich nie udusi w ogóle. Dlatego dobrze, że PO ma program wypalania tego żelazem.
PO nie wkracza bezpośrednio w te sprawy taśm, bo wkroczyła tam prokuratura, więc my nie chcemy mieszać w tym garnku. Ale my przecież już dzisiaj zawieszamy, mówimy o tym, że wstydzimy się za tych ludzi, że w PO nie będzie to tolerowane. I nie patrzymy na to, czy zabraknie nam w głosowaniach tych 2 czy 3 głosów. Nie warto rządzić, jeśli nasi koledzy będą się ak zachowywać. I nie po to braliśmy władzę, żeby byli przy niej nieudacznicy.
Idąc dalej tropem afer – wiele osób wskazuje, że Sławomir Nowak podał się niesłusznie do dymisji, bo z powodu błahostki. Głupiej, ale błahostki. Pan przychyla się do tych opinii?
Gdyby ta sprawa została ucięta w pierwszym tygodniu, to pewnie nie byłoby żadnej dymisji. Kiedy pierwszy raz o tym napisano, Sławomir Nowak to wytłumaczył i wydawało się, że dalszego ciągu nie będzie, że te wyjaśnienia starczą. Ale sprawa się przeciągnęła, prokuratura nagle poprosiła o uchylenie immunitetu. A to już nie są żarty i nawet, jeśli w tej sprawie nic nie ma, nawet cienia podejrzenia, w takiej sytuacji po dżentelmeńsku się – żeby nie utrudniać postępowania – składa się dymisję i czeka na decyzję prokuratury. To było honorowe zachowanie, ja też bym tak zrobił i cieszę się, że Nowak tak postąpił.
Minister Transportu już się zmienił, niedługo ma zostać ogłoszona rekonstrukcja rządu. Ma Pan jakieś typy odnośnie ministrów, którzy powinni zostać zmienieni?
Kiedyś miałem takich – na przykład nie akceptowałem Mikołaja Budzanowskiego – ale już ich nie mam, żeby tak jasno wskazać. Minister skarbu, spraw wewnętrznych, sprawiedliwości są jeszcze za krótko w rządzie, żeby ich oceniać.
Nieco razi mnie, że budżet wojska jest taki duży, bawią się w wojenki i wolałbym te pieniądze widzieć gdzie indziej. No ale najwyraźniej szef MON ma mocną pozycję. Barbara Kudrycka sama powiedziała, że chce wrócić do parlamentu więc na pewno odejdzie. Rostowskiego bym nie wymieniał, bo jest merytorycznie dobry. Bieńkowska podobno jest najlepsza w całej Unii. Swoje wątpliwości mam co do minister Szumilas – ona pracowała jeszcze z Katarzyną Hall, była wiceszefem resortu i została szefem. Ja takich sytuacji nie znoszę i mam co do jej osoby zastrzeżenia. Poza tym, nie widzę za bardzo kandydatów do wymiany.
Są w rządzie jakieś pewniaki, osoby nie do ruszenia?
Jak znam premiera Donalda Tuska, to może być tak, że tylko on zostanie w rządzie. Może podziękować wszystkim i dobrać całkiem nowe wojsko. Tusk patrzy na Polskę, a nie na kolegów.
