Sprzątanie po krakowskiej imprezie sylwestrowej – 1 stycznia 2011.
Sprzątanie po krakowskiej imprezie sylwestrowej – 1 stycznia 2011. Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

Za drogie, niebezpieczne dla zabytków, uciążliwe dla mieszkańców i zwierząt domowych – miejskie zabawy sylwestrowe jak co roku wywołały w mediach sporo kontrowersji. Postanowiliśmy sprawdzić, czy to tylko typowe polskie narzekania, czy też może gdzieś na świecie znaleziono receptę na masową imprezę idealną. Na przykład taką, jak w Pradze, gdzie oficjalny pokaz fajerwerków przeniesiono na 1 stycznia.

REKLAMA
– Największe wątpliwości wzbudził we mnie sylwester w Krakowie. Wydaje mi się, że Rynek Główny nie jest miejscem do tego typu imprez. Chociaż podobno impreza była ładna, udana, ale nie wierzę, żeby nie miało to wpływu na stan zabytków – mówiła 2 stycznia w TOK FM Janina Paradowska, przyłączając się do chóru krytyków masowych imprez organizowanych przez władze polskich miast.
W podobnym tonie warszawski pokaz sztucznych ogni jeszcze przed Sylwestrem atakował Twój Ruch, ostrzegając, że fajerwerki mogą być zagrożeniem dla zwierząt w warszawskim zoo.
Takie głosy podnoszą się co roku: mówi się dużo o kosztach plenerowych zgromadzeń, niebezpieczeństwach związanych z odpalaniem fajerwerków, dyskomforcie mieszkańców centrów miast, bezpieczeństwie zwierząt i wielu innych względach, dla których tak huczne świętowanie końca roku na ulicy nie ma sensu. Niektórzy dodają, że powinniśmy brać wzór z zagranicy.
Tomasz Raczek przekonywał np. na Facebooku, że w Londynie fajerwerki są znacznie mniej uciążliwe.
Tomasz Raczek

Sylwester w Londynie posiada jedną wielką zaletę: nie ma tam zwyczaju odpalania na ulicy fajerwerków i petard przez przypadkowych przechodniów. Owszem jest wspaniały pokaz ogni sztucznych nad Tamizą robiony przez profesjonalistów i to wszystko. CZYTAJ WIĘCEJ


Warto więc rzucić okiem, czy rzeczywiście “za granicą” (czy też “na zachodzie”) imprezy masowe takie jak Sylwester mają bardziej “cywilizowany” przebieg niż w naszym kraju.
Hałasy, wybuchy, petardy
Jak to wygląda w Berlinie? – Już od godziny 18 ludzie puszczają petardy i fajerwerki, które eksplodują na chodnikach tuż obok przechodzących osób. Wybuchają też pod wiatami przystanków autobusowych czy kołami jadących samochodów. A o północy mieszkańcy wychodzą na zewnątrz i każdy przed swoją klatką schodową robi mały pokaz. Ulice całe są zasnute dymem, ma się wrażenie, że całą noc trwa jakaś kanonada – narzeka jedna z naszych użytkowniczek na Sylwestra spędzonego w Niemczech.
I nie są to słowa rzucone na wiatr: W stolicy Niemiec, w której od lat organizuje się huczną fetę pod Bramą Brandenburską, straż pożarna interweniowała tej jednej sylwestrowej nocy ponad 1600 razy, a wiele osób było rannych.
Dużo na temat sposobu obchodzenia Sylwestra dywagują w tym roku nowozelandzkie media: wszystko przez to, że jeden z fajerwerków zabił tam… konia. To wydarzenie sprawiło, że podniosły się głosy, by zakazać sprzedaży niebezpiecznych “sztucznych ogni”. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, bo wielu krajach (m.in. Irlandia, Szwecja, Norwegia) funkcjonują mniejsze i większe obostrzenia dotyczące handlu fajerwerkami i petardami.
Podobne do nowozelandzkich nastroje panują też na Filipinach, gdzie po nocy sylwestrowej rannych było ponad 800 osób – władze postanowiły więc porozmawiać o alternatywach dla sztucznych ogni.
"To nie jest święto ciszy i skupienia"
Nasz bloger Piotr Gawliński, przewodnik po czeskiej Pradze, opowiada nam, jak z licznymi skargami na nocne hałasy i eksplozje w sylwestrową noc poradzili sobie praktyczni Czesi.
– W Pradze co najmniej od 2008 roku nie ma plenerowych zabaw, a oficjalny pokaz sztucznych ogni został przeniesiony na Nowy Rok na godzinę 18.00 – mówi. Dzięki temu rozwiązaniu nie jest zakłócana cisza nocna, a fajerwerki mogą zobaczyć ci, którzy lubią je najbardziej, czyli dzieci. Nie oznacza to jednak, że sami mieszkańcy w Sylwestra nie odpalają własnej pirotechniki: – Strzelają tak samo jak w Polsce – mówi Gawliński.
– Nie przypominam sobie, by gdzieś na świecie Sylwester był świętem ciszy i skupienia. Nie wyobrażam też sobie, żeby impreza masowa dla kilkudziesięciu czy kilkuset tysięcy ludzi mogła nikogo nie zdenerwować i odbyć się w stu procentach bezproblemowo – mówi z kolei Grzegorz Grzybek, prowadzący w naTemat bloga Citybranding.

To natura każdej imprezy masowej, na której goście nie mają zaproszeń, a organizator numeru PESEL każdego z nich. Ktoś powie, że w Rzymie nikt się nie skarży. Skarży, bo nagłośnienie narusza strukturę zabytków. W Sztokholmie jakiś czas temu ustanowiono strefy bezpieczeństwa, w których można odpalać fajerwerki. Jeśli sylwester obchodzony jest tam spokojniej, to wynika to raczej z cech narodowych, jeśli poziom bezpieczeństwa jest wyższy to dlatego, że wyższy jest na co dzień.


Widać więc wyraźnie, że nie powinniśmy tak bardzo narzekać na nasze polskie sylwestrowe zabawy i organizowane przy różnych okazjach imprezy masowe – na całym świecie zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie mieć takie czy inne zastrzeżenia.
Co więcej, zawsze mogłoby być gorzej: jak we Francji, gdzie w ostatnią noc roku spłonęło ponad tysiąc samochodów, albo w Arabii Saudyjskiej, w której z powodów religijnych… zabroniono świętowania Sylwestra.