
Nareszcie nadszedł koniec kłamstw o tym, jak to rząd stawia fotoradary, by było bezpiecznej na drogach. Platforma Obywatelska, projektem ustawy, właśnie przyznała się do tego, że fotoradary mają służyć jednemu: zarabianiu kasy. Nikt już nawet nie próbuje udawać, że zmiany służą bezpieczeństwu. Politycy PO mówią teraz o „porządkowaniu kompetencji”.
Wiceminister infrastruktury Zbigniew Rynasiewicz wyjaśnił w rozmowie z RMF FM, że zmiany te służą „uzdrowieniu” systemu fotoradarów i „porządkuje kompetencje służb”.
Do tej pory i tak kierowcy często migali się od odpowiedzialności, tłumacząc, że np. nie mogą wskazać kto prowadził auto, bo „komuś je pożyczyli”. Wówczas właściciel płacił więcej, ale kierowca unikał punktów karnych. Taka praktyka – którą tylko moi znajomi stosowali dziesiątki razy – pokazywała, że kierowcy boją się głównie punktów. Płacić mogą, byle mieć czyste konto.
Nowe przepisy za fotoradary.Kary nakładane na właściciela pojazdu. Więc nie chodzi o to aby ukarać kierowcę.Kasa misiu kasa. Budżet misiu...
— Marcin Matusiak (@MarcinMatusiak7) styczeń 27, 2014
Teraz ten jedyny element, którego naprawdę boją się wszyscy kierowcy, zostanie usunięty. W zamian ma zostać zmieniony system naliczania kar. Będziemy płacić procent od średniej pensji krajowej. Przy przekroczeniu prędkości o 10km/h zapłacimy 1,5 proc. średniej krajowej, ale już za przekroczenie o 50km/h zapłacimy 20 proc. Do tego wspomniane na początku podwyższone mandaty w terenach zabudowanych i dla notorycznie łamiących przepisy.
Rozwiązanie to najlepiej podsumował jeden z naszych Czytelników: to jeden wielki ukłon w stronę bogatych kierowców. Tych biedniejszych mandaty, szczególnie przy dużym przekroczeniu prędkości, mogą wykończyć – i w tym sensie będzie to skuteczne.
Ludzie, którzy mają samochody za 600 000 zł. będą mogli spokojnie mijać fotoradary z dowolną prędkością. Mandatami zajmą się ich księgowi. Dziś punkty są doskonałym rozwiązaniem dla wszystkich od najbiedniejszych do najbogatszych. Harcepan Mawekrwi · Najbardziej aktywny komentator · V LO w Lublinie "Już zacieram ręce. Stać manie na Mercedesa, stać i na mandaty tylko na te punkty musiałem uważać. Teraz mam abonament na łamanie prawa - jak zapłacę nie stracę prawa jazdy i nie muszę zwalniać przed fotoradarami. A stać mnie na to bo mój czas jest cenny więc teraz mogę jeździć szybciej". Pomyślał drogowy arogant, prezes średniej wielkości firmy na kredytach i wcisnął mocniej gaz w podłogę...
Wszystko dla kasy
Do stworzenia procederu pt. „bogaci będą przekraczać prędkość do woli” przyczynia się też druga zasada – płaci właściciel pojazdu. Taki system ma niewątpliwie wyeliminować miganie się od odpowiedzialności tłumaczeniami, że nie pamiętamy kto prowadził lub nie rozpoznajemy kierowcy. Gdyby ten przepis nie szedł w parze z likwidacją punktów, można by nawet rozmawiać o jego zasadności. Ale w takiej sytuacji wiadomo już, że chodzi tylko o jedno: by ITD nie musiało dopytywać, ścigać i szukać – ale mogło od razu, bez zbędnych problemów, skasować właściciela na odpowiednią kwotę.
Jest to usprawnienie maszynki do zarabiania budżetowych pieniędzy. Nie po to postawiono tyle nowych fotoradarów, żeby wpływy z nich były 17 krotnie mniejsze od założonych. A tak z nowymi przepisami sprawa dla policji się upraszcza: nie muszą wzywać właściciela do zidentyfikowania kierowcy, ba na zdjęciu nie musi być widoczna jego twarz. Dodatkowo za przekroczenie prędkości zapłacimy tylko mandat bez punktów karnych co też zwiększy wpływy.
Przynajmniej to koniec ściem
To zmiany najważniejsze z punktu widzenia obywateli. Zmiany niekoniecznie eksponowane przez rząd. Wiceminister Rynasiewicz, komentując projekt ustawy, wolał mówić o „porządkowaniu kompetencji”. Nie dziwię mu się – zamianę punktów na kasę trudno jest obronić w jakikolwiek logiczny sposób. Lepiej więc milczeć.
Ktoś siadł, policzył i teraz prawdziwa kasa popłynie do budżetu państwa z kieszeni kierowców, będzie ciężko. #Fotoradary
— Krzysztof S (@KrisNRJ) styczeń 27, 2014
Z drugiej strony, to i tak postęp w stosunku do tego, co było w 2013 roku. Wówczas rządzący z zapałem w oczach przekonywali, że dostawiają setki fotoradarów po to, by na drogach było bezpieczniej. Sławomir Nowak swojego czasu, jako jeszcze minister transportu, powiedział nawet, że fotoradary mają rzesze zwolenników – ale na cmentarzach.


