Teresa Torańska
Teresa Torańska Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Nazwisko dziennikarki w ostatnich tygodniach nie schodzi z medialnych czołówek. Głośno jest jednak nie o tym, co mówili jej rozmówcy, ale raczej o tym, czego rzekomo nie powiedzieli. Torańska, nazywana królową polskiego wywiadu swoje rozmowy przeprowadza od dziesiątek lat. To ona do "zwierzeń" namawiała tych, z którymi nie udało się porozmawiać innym. - Ona nie ma żadnych zahamowań w zadawaniu pytań - mówi Mariusz Szczygieł, reportażysta i wieloletni współpracownik Torańskiej.

REKLAMA

W zawodzie od kilkudziesięciu lat. W latach 70-tych współpracowała z tygodnikiem "Kultura", a później także z "Kulturą" paryską Jerzego Giedroycia. Przez poprzednie pokolenie znana najbardziej dzięki książce "Oni", w której opublikowała rozmowy z siódemką byłych komunistycznych dygnitarzy. Bez taryfy ulgowej obnażyła sposób myślenia ludzi, którzy podporządkowywali naród swojej komunistycznej ideologii.

Uczą o niej na studiach To arcyciekawa pozycja, które pomaga w zrozumieniu historii powojennej polski. Dlatego studenci dziennikarstwa uczą się o niej na przedmiocie o wymownej nazwie, "Arcydzieła dziennikarstwa". - Torańska przyszła do tych "strasznych, komunistycznych decydentów" i zagrała małą, bezbronną dziewczynkę. Udało jej się to, czego nie miał szans zrobić żaden mężczyzna. Pytała, udawała niewiedzę, a rozmówcy "głaskali ją po głowie" i grzecznie tłumaczyli, jak swojej własnej córce. To genialny sposób, który poskutkował - wykłada studentom prowadzący.

Ona nie ma w sobie niczego z królowej. Jest autorytetem, warto jej słuchać, ale słowo królowa po prostu do niej nie pasuje. Teresa jest kontaktowa i empatyczna, ale nie szedłbym z tymi określeniami tak daleko.

Mariusz Burchart

redagował teksty Torańskiej

Byli "Oni", musieli być i "My". Torańska spędziła dziesiątki godzin na wywiadach z drugą stroną barykady. To ponad dwieście stron szczerych do bólu rozmów. Rozmów, w których - dawniej szeregowi posłowie, dziś znani politycy - nie szczędzą słów o tym, jak zdarzenia z "tamtego wczoraj, wpływają na obecne dziś".

Tytuł może przeżyć drugą młodość, bo jeden z rozmówców - Jarosław Kaczyński, właśnie stwierdził, że swoich wypowiedzi, na których w dużej części opiera się książka, nie autoryzował. - Pamiętam, że Kaczyński potrafił nawet mówić, że nigdy z Torańską nie rozmawiał - mówi Mariusz Szczygieł.

Kilka słów o prawnym obowiązku autoryzacji wywiadów CZYTAJ WIĘCEJ

Torańska w swojej dziennikarskiej karierze miała też etap telewizyjny. Tam też robiła to z czego jest najbardziej znana - wywiady. W talk-show "Teraz Wy" emitowanym na TVP2 przeprowadziła cykl rozmów - po raz kolejny - z działaczami komunistycznymi. Wieloletnia dziennikarka "Gazety Wyborczej", w której pisała wywiady i reportaże dla dodatku "Duży Format". Jednak od marca tego roku pracuje w "Newsweeku", prowadzonym przez Tomasza Lisa.

Mimo to, często wpada do dawnej redakcji. - Nie ma żadnych zgrzytów, Teresa często przychodzi odebrać swoją korespondencję lub wypić kawę - mówi redakcyjny kolega, reportażysta Mariusz Szczygieł. W redakcji "Gazety Wyborczej" słyszymy jednak o sporze, o którym nasz rozmówca nie chce opowiadać dokładniej poza tym, że chodziło o jeden z tekstów.

Ma pozytywne ADHD Rozmawiać potrafi każdy, z wywiadem też niejedna osoba sobie poradzi. Niemniej jednak Teresa Torańska potrafi rozmawiać dużo lepiej niż inni. Zawsze bardzo bezpośrednia, nie szczędzi słów i bez ogródek mówi co myśli. - Ma tak jakby ADHD, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jest ożywiona i kiedy mówi sprawa wrażenie, że wszystko jest dla niej naprawdę ważne - wyjaśnia Mariusz Szczygieł. Bielan: Pani Torańska stosuje metody gangsterskie. Europoseł o wywiadzie w "Newsweeku" - Jest przede wszystkim osobą bardzo niepokorną, ale jednocześnie szalenie precyzyjną i dokładną. Nigdy nie jest zadowolona z tego co do tej pory zrobiła. Zawsze próbuje coś poprawić, zrobić lub napisać lepiej - dodaje Mariusz Burchart, który przez wiele lat redagował rozmowy Torańskiej.

Do swoich rozmów przygotowuje się niesamowicie dokładnie. - W momencie, gdy jej rozmówca powiedział coś w czym Teresa nie czuła się dobrze, potrafiła wrócić po dwóch dniach i dopiero po uzupełnieniu swojej wiedzy dalej maglować ten temat. Nie poprzestawała i nie wycofywała się, po prostu znikała na chwilę w bibliotece - tłumaczy Szczygieł.

Autoryzacja, jako przestępstwo (przeciw młodej polskiej demokracji) CZYTAJ WIĘCEJ

To coś więcej niż tylko wywiad W ostatnich dniach nie brakuje ataków na metody pracy Torańskiej. Jednak zarzuty o niedokładność, brak autoryzacji, czy o pisanie swoich wywiadów są według kolegów po fachu wręcz wyssane z palca. - Mało kto dba tak jak ona o to, żeby we wszystkich wywiadach był oddany dokładny sens i intencje jej rozmówców - wyjaśnia Burchart. Dziennikarka często pisze swoje wywiady na nowo, ale nie ma to nic wspólnego z wymyślaniem wypowiedzi. - To piekielnie trudne, ale Teresa bardzo pilnuje, żeby zachować swojego bohatera w każdym wymiarze - dodaje.

- Jej rozmowy są świetnie napisane. - Tekst w wersji końcowej nie zawsze jest w takiej kolejności, w jakiej padały pytania, ale nigdy nic nie jest zmyślone. Ona po prostu nadaje im pewną dramaturgię - dodaje Szczygieł.

W przypadku Teresy nie używałbym nawet słowa "wywiad". Wywiad może robić paniusia z aktorem. A tutaj mówimy o rozmowach. To zapis obcowania dwojga ludzi, seans wspólnego bycia ze sobą.

Mariusz Szczygieł

dziennikarz i reportażysta

Cały proces tworzenia powoduje, że jej wywiady przestają być wywiadami, a stają się czymś więcej. - W przypadku Teresy nie używałbym nawet słowa "wywiad". Wywiad może robić paniusia z aktorem. A tutaj mówimy o rozmowach. To zapis obcowania dwojga ludzi, seans wspólnego bycia ze sobą - mówi z pasją Mariusz Szczygieł. Podobnego zdania jest Mariusz Burchart: - Te jej rozmowy są tak naprawdę reportażami o ludziach, z którymi wchodzi w dyskusję.

Dziennikarka łatwym partnerem do rozmowy zdecydowanie nie jest. - Teresa sprzecza się i bez pardonu im dogaduje. Wchodzi w interakcję emocjonalną - mówi z podziwem Mariusz Szczygieł.

"Królowa" do niej nie pasuje Kilka długich lat temu, podczas dwudniowego referendum unijnego, dziennikarze "Gazety Wyborczej" pracowali w terenie. Śledzili opinię społeczeństwa na nasze ewentualne członkostwo w UE. Wśród nich była też Torańska. - Trafiliśmy na jakieś wiejskie wesele. Kiedy ja i inni dziennikarze po prostu nasłuchiwaliśmy, Teresa praktycznie kłóciła się z tymi eurosceptycznymi rolnikami. Wkładała im palec między wódkę a zakąskę - śmieje się Szczygieł.

Moim zdaniem Teresa nie ma sobie nic do zarzucenia. Wiem, że zawsze robi wszystko, żeby bohater mógł autoryzować swój wywiad. Panu Bielanowi po prostu zmienił się punkt siedzenia, a co za tym idzie i widzenia.

Mariusz Burchart

redagował teksty Torańskiej w "Gazecie Wyborczej"

Torańska to dla wielu królowa polskiego wywiadu, ale jak mówi Mariusz Burchart, wieloletni redaktor jej tekstów, to średnio trafione określenie. - Ona nie ma w sobie niczego z królowej. Jest autorytetem, warto jej słuchać, ale słowo królowa po prostu do niej nie pasuje. Teresa jest kontaktowa i empatyczna, ale nie szedłbym z tymi określeniami tak daleko - mówi.

W kontaktach z ludźmi jest zwyczajna i nie ma w niej niczego wyniosłego. - Niektórzy mogą postrzegać ją, jako celebrytkę, ale to mylne wrażenie - dodaje Burchart.

"Miła, ale może strzelić" Jeden z dziennikarzy prasowych mówi mi, że Torańska bywa osobą trudną w kontaktach. - Jest fajna i miła, ale do czasu, bo potrafi strzelić - słyszymy. - Wynika to z tego, że ona jest człowiekiem akcji, walczy o swoje wartości. Ja też mam swoje przekonania, ale nie za specjalnie o nie walczę. Natomiast ona po prostu nie będzie dyplomatycznie milczała, jeżeli coś się jej nie podoba to intelektualnie znokautuje - ripostuje Szczygieł.

Wywiad z Teresą Torańską o jej rozmowie z europosłem Bielanem CZYTAJ WIĘCEJ

Dziennikarka, rozmawiając lubi kilka razy powtarzać to samo stwierdzenie, tak żeby dodać mu mocy. Mariusz Szczygieł wspomina z uśmiechem na twarzy autoryzację wywiadu z generałem Jaruzelskim. - Generałowi co chwilę coś się nie podobało, więc ciągle dzwonił. Teresa zaczynała rozmowę od słów "I jak tam panie generale dygocik jakiś się pojawił. Dygocik tak? A gdzie ten dygocik?" To było niesamowite, jak na luzie i bez jakiegokolwiek onieśmielenia potrafiła traktować Wojciecha Jaruzelskiego - wspomina redakcyjny kolega Torańskiej.

Wydaje się, że skoro Torańska "przeżyła" autoryzację u generała Jaruzelskiego, to nie straszny jej Bielan czy Kaczyński. Jednak, jak widać zgrzyty - i to nie małe - się pojawiają. - Moim zdaniem Teresa nie ma sobie nic do zarzucenia. Wiem, że zawsze robi wszystko, żeby bohater mógł autoryzować swój wywiad. Panu Bielanowi po prostu zmienił się punkt siedzenia, a co za tym idzie i widzenia - mówi Mariusz Burchart.

Sprawa wygląda podobnie jeżeli chodzi o Jarosława Kaczyńskiego. Mariusz Szczygieł przypomina, że wiele lat temu pytał Teresą Torańską o autoryzację tych wypowiedzi. - Jej odpowiedz była wtedy taka sama, jak w opublikowanym dziś liście. Dobrze, że ma wszystko na papierze i nagraniach - mówi.

To też zresztą świadczy o jakości jej dziennikarstwa. Jaki obecnie dziennikarz przechowuje przez dwie dekady nagrania i notatki z rozmowy. Teresa Torańska ma tymczasem wersję wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim przed autoryzacją, wersję po autoryzacji i jeszcze taśmy z nagraniem audio.

Próbowaliśmy skonfrontować ostatnie opinie o Torańskiej z osobami, które dziennikarka spotkała na swojej drodze przy tworzenia książki o Smoleńsku. Niestety bezskutecznie. Europoseł, Paweł Kowal skwitował jedynie: - Trudno oceniać kogoś, z kim rozmawiało się dwa, czy trzy razy w życiu. To bardzo miła osoba z ogromnym dorobkiem dziennikarskim - kwituje polityk.