Dyrektorka szkoły napisała mocny list do Zalewskiej. "Proszę nie nazywać mnie koleżanką"

Rafał Badowski
Jest mocna odpowiedź na list Anny Zalewskiej do nauczycieli, w którym minister edukacji obiecała pedagogom podwyżki i dodatki za wyróżniającą pracę. To list dyrektorki szkoły, która odnosi się do podziękowań Zalewskiej za nauczycielską pracę i pomoc we wprowadzaniu reformy. Dyrektorka twierdzi, że nie może ich przyjąć. Prosi, by minister nie nazywała jej koleżanką.
Marzanna Rymsza-Leociak, dyrektorka warszawskiej szkoły, odpowiedziała na list Anny Zalewskiej do nauczycieli. Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta
List napisała Marzanna Rymsza-Leociak, nauczycielka i dyrektorka szkoły podstawowej w Warszawie. Pisze, że nie może przyjąć podziękowań. "(…) podziękowania można kierować do osób, które dobrowolnie zgodziły się współpracować z Panią i reprezentowanym przez Panią środowiskiem dla osiągnięcia celu, z którym się utożsamiają. Ja do tych osób nie należę" – argumentuje.

Treść listu została zamieszczona na Facebooku na profilu grupy "Warsztaty Korczakowskie". "Moim zdaniem Pani działania mają charakter przemocowy – wykorzystując siłę, jaką daje Pani urząd i władza, realizuje Pani program, który niszczy to, co z trudem budowano w oświacie polskiej po 1989 roku" – pisze w nim dyrektorka.


Jak twierdzi, od 1 września pracuje przy wprowadzaniu reformy, ale "przy niwelowaniu katastrofalnych skutków Pani działań w oświacie, skutków, które odczuwają przede wszystkim moi uczniowie z klas 8".

Rymsza-Leociak prosi, by Zalewska nie nazywała jej koleżanką, bo czuje się "raczej ofiarą" poczynań minister, podobnie jak inni niewysłuchani przez Zalewską nauczyciele, rodzice i uczniowie. "Czy ofiara może przyjąć podziękowania od kogoś, kto dopuścił się wobec niej przemocy?!" – pyta retorycznie.

Puentuje, że chciałaby skończyć list grzecznościowym "z poważaniem", ale byłoby to bardzo niewłaściwe, podobnie jak zaliczenie jej do współpracujących z minister "koleżanek i kolegów".

Co jest w liście Zalewskiej do nauczycieli?
Anna Zalewska napisała list do nauczycieli, w którym obiecała im podwyżki, dodatki i optymalny rozwój zawodowy. Do takiego kroku zmusili minister nauczyciele, którzy byli do tego stopnia zdesperowani, iż masowo poszli na zwolnienia lekarskie, w ten sposób domagając się podniesienia uposażeń.

"Ranga naszego zawodu, jego społeczne znaczenie oraz odpowiedzialna praca na rzecz młodego pokolenia zasługują na godne wynagrodzenie" – napisała w liście minister edukacji. Przypomniała również, że od stycznia 2019 r. pensje nauczycieli wzrosną o 5 proc.