Tej za zimno, temu za gorąco. Pary toczą zimą w domach prawdziwe kaloryferowe wojny

Ola Gersz
Zmarzluch i fan tropików w jednym pomieszczeniu to często burzliwe połączenie, o czym dobrze wiedzą pary, które pod względem cieplnym są zupełnie niedopasowane. A zima to wtedy największy koszmar – szczególnie gdy termometr na zewnątrz pokazuje minusowe temperatury. Oto pole kłótni polskich par – ogrzewanie. Może brzmi to zabawnie, ale niestety: kaloryferowe(i okienne) wojny nie biorą jeńców.
Centralne ogrzewanie to pole walki niejednej pary Fot. Pexels / cottonbro
– Mojemu chłopakowi jest zawsze ciepło, a ja cały czas mam zimne dłonie, stopy i nos. Zimą ja śpię w nocy pod kołdrą, on śpi bez koszulki – co bardzo lubię, nie zaprzeczam – i czasem tylko przykrywa się kocem – opowiada Sylwia. Problematyczny jest jednak... kaloryfer.


Sylwia i jej partner umówili się, że zawsze przed pójściem spać nagrzeją w sypialni, a potem zakręcą termostat. To jednak nie jest idealne rozwiązanie, bo w nocy dziewczyna budzi się zziębnięta. Wtedy wstaje z łóżka i po cichu, na paluszkach, aby nie obudzić swojego mężczyzny, sporny kaloryfer odkręca. I nastało ciepło! Kaloryfer to nie wszystko. Jest jeszcze kwestia okna. – Kiedy on otwiera okno, to ja po chwili ostentacyjnie i z przekąsem je zamykam. A kiedy ja je zamykam, to on je otwiera – mówi ze śmiechem Sylwia. Nie ukrywa – łatwo nie jest.

Batalia o kaloryfer

Walki o ogrzewanie w związku to wcale nie rzadkość. Z badania przeprowadzonego w 2015 roku przez holenderskich naukowców – Borisa Kingmę i Woutera van Markena Lichtenbelta – wynika, że większość kobiet czuje się komfortowo w temperaturze 24-25 stopni Celsjusza, a więc o 2,5 stopnia wyższej, niż mężczyźni. Kobiety są także częściej ciepłolubne z powodu estrogenu, m.in. mają tendencję do odczuwania chłodu podczas owulacji, gdy poziom tego hormonu jest wyższy, niż zwykle.

Oczywiście czasami jest na odwrót: to mężczyźni preferują ciepło. Jednak obojętnie, kto w związku jest ciepło-, a kto zimnolubny, problem pozostaje. W 2018 roku "The Independent" podał, że "kaloryferowe wojny" prowadzi co druga brytyjska para.

Ba, z badania przeprowadzonego przez firmę Andrew Sykes Group, którego wyniki przytaczał brytyjski dziennik, partnerzy kłócą się o to, że jest za ciepło lub za gorąco średnio trzy razy w tygodniu. Co piąta para rozważała nawet rozstanie z powodu ogrzewania. Bo czemu nie poszukać sobie kogoś, który tak samo uwielbia ciepełko?

To jeszcze nie wszystko. 9 na 10 ankietowanych Brytyjczyków włącza ogrzewanie już w listopadzie, mimo sprzeciwu swojego partnera, że jest na to za wcześnie i za ciepło. Aż 56 procent osób z tej grupy odkryło, że ich partner... regulował termostat za ich plecami, np. za pomocą aplikacji. W końcu czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

Z kolei co siódmy ankietowany w 2018 roku wyznał, że opóźnia grzanie domu przez wzgląd na swoją drugą, zimnolubną połówkę.

– Ogrzewanie wydaje się trywialnym powodem kłótni, ale jak pokazują nasze badania, to kwestia sporna dla wielu par w Wielkiej Brytanii. Wspólne życie może być wspaniałe, ale może też wiązać się z różnego rodzaju niespodziewanymi problemami. Czy nam to się podoba, czy nie, to wszyscy mamy jakiś irytujący nawyk, który najprawdopodobniej kogoś denerwuje – zwłaszcza gdy mieszkamy z ukochaną osobą – podsumował wyniki badania sprzed trzech lat rzecznik firmy Andrew Sykes Group, która zleciła sondaż. Mimo że wyniki odnoszą się do Brytyjczyków, to o ogrzewanie zaciekle walczą pary we wszystkich krajach, w których występują duże różnice temperatur. Także w Polsce, o czym wcześniej mówiła Sylwia, która musiała ukradkiem w nocy przykręcać kaloryfer. A w pandemii, w której wiele par pracuje zdalnie, ten problem urósł na sile.

Uchylony lufcik

Natalia nie znosi ciepła w swoich czterech ścianach. – Kiedyś wynajmowałam mieszkanie, w którym grzali na potęgę. Byłam non stop senna, nie mogłam się dobudzić. Musiałam mieć zawsze uchylony lufcik, bo inaczej nie żyłam. To uchylone okno zostało ze mną do dziś. Palę czy nie palę, nigdy go nie zamykam, a już zwłaszcza w sypialni – opowiada.

Natalia domyśla się, jaki jest powód jej niechęci do nagrzanych mieszkań. Wychowała się w starym domu z lat 40., którego w największe mrozy nigdy nie dawało się dogrzać do końca. Kiedy na dworze hulały śniegi i wiatry, a termometr pokazywał -20 stopni Celsjusza, to w jej rodzinnym domu było maksymalnie 18 stopni. Natalia nie ma więc blokowego nawyku chodzenia zimą w t-shircie z krótkim rękawkiem.

I tu pojawia się problem pod tytułem "relacje międzyludzkie". – Już z poprzednimi facetami miałam "konflikty cieplne", więc spodziewałam się tego i w moim obecnym związku – zaczyna swoją opowieść o kaloryferowych wojnach w jej mieszkaniu Natalia.

W przeciwieństwie do Sylwii, to Natalii zawsze było za ciepło, a jej partnerom za zimno. I mimo że spodziewała się, że w końcu będzie na odwrót, to... nic z tego. – Okazało się, że jemu kolejnemu będzie zimno ze mną – śmieje się.

Na początku awantury toczyło się o dobrego przyjaciela Natalii, uchylony lufcik w sypialni. – Mimo że byliśmy "młodą parą" to naszej pierwszej wspólnej zimy wylądowaliśmy pod osobnymi kołdrami. Trułam mojemu chłopakowi, że jakby miał normalną piżamę, a nie spał w samych bokserkach, to wcale nie byłoby mu zimno, ale nie słuchał – zauważa. Koniec końców partner Natalii przyzwyczaił się do chłodnych, sypialnianych klimatów. Doszło wręcz do tego, że sam czasami otwiera okno, które jest potem uchylone przez całą noc. Siłą rzeczy kaloryfer jest także zakręcony.

– Mam podejrzenie, że jemu wcale nie jest w nocy tak zimno, jak mówi. Nigdy nie obudził się z powodu zimna, z czym wiele osób ma problem. Myślę, że jest po prostu przyzwyczajony do ciepła, bo w jego domu zawsze jest nagrzane – domyśla się Natalia. Jednak po sypialni batalia przeniosła się na drugi front – salon.

"Psu jest zimno"

– Na home office w pandemii zaczęłam palić papierosy w mieszkaniu, głównie z lenistwa i braku czasu, bo balkon mam trzy kroki za moimi plecami. Gdy było ciepło, nie było problemu z non stop otwartymi drzwiami balkonowymi i oknem. Planowałam, że gdy zrobi się zimniej, to będę paliła na balkonie, ale gdzie tam. Tak się przyzwyczaiłam do kopcenia wewnątrz, że wcale nie chce mi się wychodzić i dalej otwieram wszystko na oścież, nawet gdy jest 5 albo 10 stopni – opowiada Natalia.

Pierwsze co mówi partner Natalii, gdy wchodzi do salonu? "Ale mróz". Rozmowa wygląda wtedy mniej więcej tak: – Zimno mi, – To się ubierz, – Natalia, no. – No co. – Gadka jak z babcią – podsumowuje Natalia, bo ustąpić nie zamierza.

Chociaż była blisko kapitulacji, gdy jej partner wysunął ostateczny argument pod tytułem "psu jest zimno:. – Pomyślałam: "może faktycznie, nie będę przecież zamrażała psa" – relacjonuje Natalia. W listopadzie – z troski o pupila – paliła więc przez pewien czas na balkonie.

W końcu jednak psi argument upadł. W jaki sposób? – Gdy paliłam jesienią na balkonie, pies często wychodził ze mną, kładł się na podłodze i nie chciał wracać. Okazał się amatorem zimna. Łaził na balkon nawet ostatnio, gdy termometr pokazywał -15 stopni Celsjusza. Także znowu palę w domu – mówi Natalia z satysfakcją.

Mróz kontra zaduch

Takich historii jest więcej. Chociażby w domu rodzinnym Karoliny. Bohaterowie: jej rodzice. – Ja nie mam faceta, chwała Bogu, bo tak się naoglądałam tych kłótni o ogrzewanie w moim domu, że mi się odechciewa romansów – mówi.

Otóż tacie Karoliny jest wiecznie zimno. Gdy na zewnątrz się ochładza, on chodzi po domu w dwóch swetrach, nakrywa się kocem przed telewizorem i śpi pod dwiema kołdrami. Z kolei mama Karoliny jest zupełnym przeciwieństwem męża. Wiecznie jej za gorąco i duszno – regularnie wietrzy każdy pokój i nosi bluzki z krótkim rękawem.

Problem pojawiał się jesienią, gdy zaczynał się sezon grzewczy. Tata Karoliny chciał wielką inaugurację ogrzewania przyspieszyć, mama opóźnić. I tak co roku. – To były prawdziwe batalie. Tata marudził, że mu zimno, że zachoruje, dostanie zapalenia płuc. Mama odkrzykiwała, żeby założył kolejny sweter, bo ona jest cała spocona i robi się zaduch. Ojciec odkręcał ogrzewanie, mama zaraz zakręcała. Mama otwierała okna, tata zamykała. Cyrk na kółkach – relacjonuje Karolina.

Nieoczekiwanie nastąpiła pandemia i rodzice, przerażeni szalejącym wirusem, postanowili zakopać topór wojenny. – Chyba doszli do wniosku, że są ważniejsze rzeczy w życiu, niż ich bitwy o piec – stwierdza ich córka z przekorą.

W tym roku mama Karoliny zgodziła się włączyć ogrzewanie już w listopadzie. Tata Karoliny przystał z kolei na to, żeby nie odkręcać pieca "na full" (chyba że nadejdą mrozy) i kupił dla siebie przenośną farelkę, którą włącza, gdy robi mu się chłodniej. Gdy jego żona wierzy w jednym pokoju, on wychodzi. Gdy nocą mamie Karoliny jest za gorąco, idzie spać do tzw. zimnego pokoju, w którym nikt nie śpi. I wszyscy zadowoleni.

Złoty środek

Sposób na kaloryferowe wojny? Mało odkrywczy: rozmowa i kompromis (który zaprezentowali rodzice Natalii). Może nie brzmi to zbyt atrakcyjnie, ale osoby w związkach dobrze wiedzą, że to fundamenty każdej romantycznej relacji. Mimo że wcale niełatwe.

Tak z wojnami o ogrzewanie radzi sobie Jacek, amator zimna, mors. Jego żona uwielbia ciepło. Gotowy materiał na katastrofę? Nie jeśli waszą mocną stroną jest komunikacja.

– Zależnie od temperatury na zewnątrz mamy ustaloną, maksymalną temperaturę, którą ustawiamy na termostacie. Jeśli jest mi za ciepło do tego stopnia, że nie pomaga nawet krótki rękawek, mówię o tym żonie i lekko przykręcamy kaloryfer. Jeśli jej robi się potem za zimno, odkręcamy go. I tak do skutku, aż każde będzie zadowolone – opowiada Jacek.

A co z oknami? – Zimą otwieram okna na oścież tylko dwa razy dziennie, gdy mojej partnerki nie ma w pokoju. Wietrzę również przed snem, bo inaczej nie mogę spać. Moja żona zasypia więc pod dwiema kołdrami, z których jedną potem odrzuca, jeśli jej za ciepło. Ja śpię pod prześcieradłem lub cienką kołdrą – dodaje.

Z kolei w mieszkaniu Marty, można osobno ustawić temperaturę każdego grzejnika. Dzięki temu na home office ona pracuje w cieple w sypialni, a jej partner w chłodzie, w dużym pokoju. – Gdy kończymy pracę, ja wietrzę sypialnię i lekko odkręcam kaloryfer, a on włącza ogrzewanie w pokoju, w którym spędzamy potem razem czas – opowiada.

Cudownej recepty na konflikt grzewczy w związkach niestety więc nie ma. Jednak zawsze warto walczyć o złoty środek. I po prostu ze sobą rozmawiać (oraz kupić dodatkowy sweter albo zestaw koszulek, zależnie od cieplnych preferencji).

Czytaj także:

Związkowe wyzwanie na nowy rok. Wypróbujcie te 12 lifehacków, a wasza relacja tylko na tym zyska

Kobiety, które zarabiają więcej w związku, mówią, że to było piekło. "Kłótnia o każdą szminkę"

Zapytaliśmy partnerów, jakie mają sposoby na zdrowy związek. Kierują się tymi 15 zasadami