Piątki za donoszenie na kolegów. Tak wykładowca chciał skłonić studentów do uczciwości

Bartosz Świderski
Na Uniwersytecie Wrocławskim jeden z wykładowców obiecywał studentom piątki za donoszenie na tych kolegów, którzy ściągali. Rektor zareagował od razu, a do całej sprawy odniósł się również sam prowadzący.
Doktorant z Instytutu Psychologii UWr. obiecywał studentom piątki za donoszenie na kolegów. Fot. Franciszek Mazur/ Agencja Gazeta
W czasie pandemii większość zajęć na uczelni odbywa się w formie zdalnej. Tydzień temu w mediach społecznościowych było głośno o wykładowcach, którzy zakładają fałszywe konta i próbują się włamać na grupy dla studentów, by sprawdzić, czy ci przypadkiem nie próbują oszukiwać na zaliczeniach. Chociaż wykładowcy incognito najpierw wzbudzili panikę, bardzo szybko stali się obiektem żartów i memów.

Żaden z uniwersytetów nie potwierdził, by taka sytuacja miała miejsce, jednak na Uniwersytecie Wrocławskim jeden z wykładowców poszedł o krok dalej i zachęcił studentów, by donieśli na oszukujących kolegów.


Doktorant z Zakładu Eksperymentalnej Psychologii Społecznej wysłał do studentów wiadomość, w której podkreślił, że nie zarzuca nikomu oszustwa, ale wolałby się upewnić.

"Osoby, które mnie poinformują o przypadkach oszukiwania (np. opiszą sytuację, w której ktoś deklarował, że będzie oszukiwał, lub podeślą screen z dowodami na to, że ktoś konsultował odpowiedzi w trakcie testu), mają gwarantowaną piątkę z tego zaliczenia" – napisał i zagwarantował donoszącym pełną poufność.

Wykładowca zachęcił również ściągających studentów, by zgłosili się samodzielnie, co da im możliwość podejścia do poprawki bez żadnych konsekwencji. Doktorant zobowiązał się również do napisania formalnego wniosku do dyrekcji z prośbą o ukaranie oszustki lub oszusta.

Zobacz też: Młody lekarz wprost o szczepieniach poza kolejką. Ma radę dla obrońców celebrytów

Studenci mieli pięć minut na napisanie do prowadzącego. Po tym czasie musieli liczyć się z konsekwencjami oszukiwania i nie mieli możliwości otrzymania piątki.

Całą sprawę skomentował rektor UWr Przemysław Wiszewski.

"Mam ogromne zaufanie do naszych pracowników i oczywiście może się zdarzyć jakaś nieprzemyślana akcja. To zachowanie niegodne, nielicujące z zasadami etyki pracownika. On też uznał, że było to nieprzemyślane zachowanie i raczej pod wpływem impulsu i lęku, że bardzo wiele osób oszukuje. Powiedziałbym, że to wynik głębokiego stresu wielu z nas. Ale to nie jest podejście, które wspieramy czy akceptujemy" – wyjaśnił rektor na profilu Facebookowym uczelni. W kontekście ostatnich pogłosek o wykładowcach podszywających się pod studentów, dodał, że nie wie o takich przypadkach na wrocławskiej uczelni.

Rektor wniósł wniosek do dyrektor Instytutu Psychologii o podjęcie działań wyjaśniających.

– Sprawa została załatwiona polubownie. Prowadzący przeprosił. A ponieważ żadna formalna skarga nie wpłynęła, uczelnia nie wdrożyła innych procedur poza wyjaśniającymi – powiedziała rzeczniczka Uniwersytetu Katarzyna Uczkiewicz.

Do całej sprawy odniósł się również sam wykładowca.

"Dlaczego postanowiłem umieścić taki komunikat? W ramach przedmiotu, z którego egzaminowani byli studenci i studentki, prowadziłem wykłady o psychologii moralności i kooperacji. W ich trakcie omawiałem różne dylematy moralne, które są opisywane przez teorię gier i analizowane przez psychologów. Rozmawialiśmy również o dylematach moralnych związanych ze zdradą własnej grupy i konsekwencjach, jakie mogą spotykać osoby, które się tego dopuszczają" – napisał w oficjalnym oświadczeniu na swojej stronie.

"Przed przeprowadzeniem zaliczenia zastanawiałem się nad sposobem zagwarantowania, że osoby przygotowujące się sumiennie do zaliczenia, nie zostaną potraktowane gorzej od osób, które zdecydowały się ściągać. No i wpadłem na głupi pomysł stworzenia zaliczeniowej wersji dylematu moralnego, który byłby nawiązaniem do treści wykładów. Pomysł ten wydawał mi się wtedy całkowicie nieszkodliwy i nieco zabawny" – tłumaczył dalej.

"Chciałbym przeprosić wszystkie osoby związane z Uniwersytetem Wrocławskim, a w szczególności studentki i studentów. Moje nieprzemyślane działania naraziły dobre imię naszego Uniwersytetu. Wyciągnąłem z tej sytuacji lekcję i zadbam o to, aby w przyszłości podobne zdarzenia nie miały miejsca" – napisał na końcu.

Całość oświadczenia prowadzącego jest dostępna tutaj.

Czytaj dalej: Girzyński miał "lepsze dojście" do szczepionki? Ujawniono pismo od rektora jego uczelni

źródło: "Gazeta Wyborcza"