Prof. Majcherek: Więcej państwa to więcej nadzoru i kontroli nad całym życiem obywateli

Janusz A. Majcherek
16 lutego 2022, 17:20 • 1 minuta czytania
W sytuacji, gdy pisowskie władze państwowe podporządkowują sobie kolejne dziedziny i obszary życia publicznego i prywatnego obywateli, wielu lewicowych polityków i publicystów domaga się zwiększenia aktywności państwa.
Janusz Majcherek fot. Beata Zawrzel

Tak, to aberracja, choć te postulaty i uzasadniające je argumenty formułowane są w postaci mogącej się wydawać sensowną: niech państwo bardziej reguluje i kontroluje procesy gospodarcze, ale da więcej swobody w życiu artystycznym, kulturalnym, intelektualnym, naukowym, obyczajowym, duchowym.


Dzieje komunizmu pokazują jak zwodnicze i niebezpieczne są takie oczekiwania.

Czytaj także: "Wysoka inflacja jest dla PiS korzystna, bo przynosi większe wpływy. Tracą obywatele? To nieważne"

Wezwania do silniejszej i aktywniejszej ingerencji władz i instytucji państwowych nakierowane są przede wszystkim na dwa obszary życia społecznego: gospodarkę i ochronę zdrowia. W obu postulaty zwiększenia roli państwa wynikają z impulsów doraźnych - pandemii koronawirusa oraz inflacji - ale w przypadku lewicowych doktrynerów mają długofalową projekcję: państwo w obu tych dziedzinach życia obywateli powinno być aktywne trwale i intensywnie.

Intelektualiści i artyści mieli podobne złudzenia wobec komunizmu, licznie i chętnie go wspierając, zarówno w Rosji, jak w Polsce. Państwo miało - według tych naiwnych wyobrażeń i złudzeń - wziąć pełną kontrolę nad gospodarką, ale pozostawić pełną swobodę w kwestiach obyczajowych, aktywności naukowej i artystycznej.

Na początku bolszewickiej rewolucji sprawy wydawały się zmierzać w tę stronę. Aktywistki i aktywiści komunistyczni obwieszczali - za swoimi intelektualnymi mentorami - kres mieszczańskiej moralności, także w kwestiach erotycznych i głosili wyzwolenie seksualne.

Stało sie to zresztą jednym z głównych motywów antybolszewickiej propagandy podczas wojny 1920 roku. Zachęcano wówczas Polaków do oporu przeciw agresorom ze wschodu, ostrzegając że komuniści chcą zlikwidować małżeństwo jako instytucję  i wprowadzić seksualną rozpustę ("wspólne żony").

Rzeczywiście, w początkowym okresie porewolucyjnym, w bolszewickiej Rosji propagowano swobody obyczajowe jako negację mieszczańskiego purytanizmu i hipokryzji. Szybko jednak komunistyczne władze rozpędziły środowiska zachwalające niezobowiązujący seks jako element wyzwolenia proletariatu od wyzysku i przymusu, zaprowadzając purytanizm o wiele bardziej rygorystyczny, niż na kapitalistycznym Zachodzie.

W ZSRR opowiadano dowcipnie o oficjalnej ideologii komunistycznej partii w kwestiach obyczajowych: "u nas seksa niet".

Czytaj także: Prof. Majcherek: "Warto być przyzwoitym Polakiem"? Chyba bardziej niż "prawdziwym Polakiem"

Podobnie było w przypadku życia artystycznego i intelektualnego. Rewolucyjna Rosja przedstawiała się i była przedstawiana przez naiwnych jako propagatorka artystycznej awangardy, burzącej estetyczne kanony sztuki burżuazyjnej, akademickiej, muzealnej.

Artyści formułowali nowatorskie i obrazoburcze koncepcje estetyczne, wielu z nim dając wyraz w swojej twórczości. Kubiści, formiści, suprematyści, konstruktywiści obwieszczali triumf nowej i nowatorskiej sztuki w Rosji, a wkrótce na świecie.

Apogeum stanowił awangardowo-abstrakcyjny projekt pomnika III Międzynarodówki, mającego być antytezą XIX-wiecznej, mieszczańskiej z ducha i formy wieży Eiffla.

Ale potem szybko awangardowa sztuka została zesłana do piwnic i szczelnie zamkniętych magazynów, a awangardowi artyści do równie silnie strzeżonych więzień i obozów reedukacyjnych.

Zapanował socrealizm, doprowadzający realistyczną sztukę XIX wieku do granic złego smaku i bezguścia. Lud był karmiony łopatologiczną dosłownością sztuki masowej (złośliwcy przekręcali: musowej). Wszechwładna cenzura skrupulatnie kontrolowała wszelką artystyczną aktywność.

Podobnie było z działalnością naukową. Rychło zaprowadzono monopol marksizmu-leninizmu i tropiono oraz surowo karano wszelkie od niego i linii Partii odstępstwa.

Wszystkie te procesy i zjawiska zostały powtórzone w Polsce pod komunistycznymi rządami. Intelektualiści, artyści i publicyści, uwiedzeni złudnymi mirażami państwowej opieki i troski nad ich działalnością musieli potem, długo i z mozołem, a także nie bez ofiar, wydobywać się spod nadzoru i kurateli państwowych władz. Podobnie jak polskie życie gospodarcze, zdławione komunistyczną dyktaturą. 

A obecne, deklaratywnie antykomunistyczne władze idą w ślady tamtych, choć z inną ideologią, nacjonalistyczno-klerykalną, jako uzasadnieniem swojej misji.

Kolejne instytucje i placówki artystyczne są jej podporządkowywane przez partyjnych nominatów, przestrzeń publiczna zapełniana szkaradnymi pomnikami Jana Pawła II i Lecha Kaczyńskiego (estetycznie niewiele różniącymi się od tych przedstawiających Lenina i Dzierżyńskiego), uczelnie wyższe i placówki naukowe są pod coraz silniejszą presją doktrynalną, edukacja i szkolnictwo pętane ideologicznie podbudowanymi podstawami programowymi, w kwestiach obyczajowych tężeje rygoryzm i fanatyzm. 

W tej sytuacji domaganie sie zwiększenia ingerencji państwa wygląda już nie tylko na głupotę, ale na nakłanianie do zbiorowego samobójstwa.

Czytaj także: Majcherek: Za PiS afera goni skandal, oszustwa przeplatają się z machlojkami. A wyznawcy wybaczają

Lecz lewicowi doktrynerzy powtarzają jak mantrę frazesy o potrzebie ściślejszej kontroli państwa nad życiem gospodarczym, łącząc je z wezwaniami do wycofania ingerencji władz publicznych w życie artystyczne, naukowe, oświatowe.

To naiwność, autokratyczne władze ingerują i będą ingerować we wszystkie te dziedziny, w ich wydaniu to jednolity pakiet, sprzedaż wiązana. Nie można mieć swobód artystycznych, naukowych, oświatowych i jednocześnie państwowej ingerencji w gospodarkę. Potrzebne jest odzyskanie swobód we wszystkich tych dziedzinach.