Ile zapłacimy za pogrzeb Polskiego Ładu? "To tylko wierzchołek góry lodowej"

Anna Dryjańska
28 marca 2022, 15:34 • 1 minuta czytania
Oficjalnie nikt nie stwierdził śmierci pacjenta, a Polski Ład nadal żyje. Wycięto z niego jednak tyle rozwiązań, że można mówić o wprowadzeniu kolejnego systemu podatkowego w Polsce – trzeciego w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni. – Po konferencji premiera telefony znowu się rozdzwoniły – mówi naTemat.pl doradca podatkowy Piotr Juszczyk.
Premier Mateusz Morawiecki wycofał się z wielu zmian wprowadzonych flagowym programem PiS Polski Ład. fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER

Ile jako społeczeństwo zapłacimy za chaos związany z poronionym programem PiS, jakim był Polski Ład? Piotr Juszczyk z firmy inFakt odpowiada szybko. – To niemierzalne. Nikt nie jest w stanie tego policzyć – mówi. Podobnie sprawę ocenia Alicja Defratyka, założycielka ciekaweliczby.pl. – Koszty społeczne? To niemożliwe do oszacowania – ocenia ekonomistka.

Oboje jednak są zdania, że błyskawiczna rewolucja po rewolucji podatkowej powiększy już i tak solidne zamieszanie wywołane przez rządzących.

– Przypomnijmy sobie ostatnie miesiące. Odbyły się tysiące szkoleń dla pracowników i księgowych o Polskim Ładzie, o nowych przepisach napisano dziesiątki poradników. Mnóstwo ludzi poświęciło na to swój czas, pieniądze i inne zasoby, a teraz to wszystko można wyrzucić do kosza – mówi Defratyka.

Dodaje, że to tylko wierzchołek góry lodowej, a wśród ofiar Polskiego Ładu są przedsiębiorcy, którzy zamknęli działalność ze względu na to, że według przepisów, które weszły w życie 1 stycznia, przestała im się opłacać.

Przedsiębiorcy wpędzeni w pułapkę

Piotr Juszczyk tłumaczy, że do 21 lutego przedsiębiorcy mogli zmienić sposób opodatkowania – wielu z nich zmieniło go tak, by dostosować się do Polskiego Ładu. Wybrali najkorzystniejszy model w tym systemie podatkowym.

– Tymczasem cztery tygodnie później rządzący znowu zmienili system, skazując właścicieli firm na utknięcie z decyzjami, które już nie pasują do kolejnych zmian i mogą generować straty – mówi doradca podatkowy.

Ale jest jeszcze inna grupa, dla której kolejne zmiany to kolejne trudności.

– Współczuję twórcom programów do rozliczania podatków – wzdycha Alicja Defratyka.

Ekonomistka przypomina, że według danych rządu aż 18,3 mln PIT–ów za 2019 rok zostało złożonych elektronicznie, w tym niemal połowa z nich przy pomocy usługi Twój e-PIT.

– Będą tu dwie podstawowe trudności. Po pierwsze trzeba będzie ustalić jak zmienić te programy, by uwzględniały kolejne fale przepisów. Po drugie niezbędny będzie czas, by te zmiany wprowadzić – mówi Defratyka.

Zaniepokojeni podatnicy

Piotr Juszczyk też wzdycha - gdy mówi o podatnikach. – Nie chcę używać słowa "biednych", ale samo się ciśnie na usta – mówi.

Jego klienci narzekają na brak stabilności; zamiast zajmować się swoją pracą, spędzają kolejne godziny na próbach rozeznania się w nowych, nowszych i najnowszych przepisach.

– Ledwo sytuacja jako tako się uspokoiła, a ludzie dowiadują się, że jest kolejna rewolucja. Koniec 2021 roku i pierwsze tygodnie 2022 były bardzo trudne, panowało ogromne zamieszanie. Po czwartkowej konferencji premiera telefony znowu się rozdzwoniły. Podatnicy są zaniepokojeni, nie wiedzą, na czym stoją – ocenia doradca.

Alicja Defratyka zżyma się, że tego całego bałaganu PiS mógł łatwo uniknąć – gdyby tylko rządzący słuchali ekspertów, którzy wskazywali poważne błędy w Polskim Ładzie na miesiące przed tym, zanim zaczął obowiązywać. – Teraz rządzący wyprowadzają kozę, ale bałagan, jaki zrobiła, został – mówi ekonomistka.

– Podobnie jak dziesiątki kolegów po fachu zgłaszałem rządowi problemy w projekcie Polskiego Ładu. Alarmowałem na przykład o tym, że rodziny, w których rodzic samodzielnie wychowuje dzieci, stracą na tych zmianach. Ale to było rzucanie grochem o ścianę, konsultacje społeczne nie przyniosły w tym zakresie efektów – wspomina Juszczyk.

Doradca podatkowy cieszy się z tego, że po blisko trzech miesiącach obowiązywania Polskiego Ładu wycofali się z rozwiązań niekorzystnych dla samodzielnych matek i ojców.

– Po co było to wszystko? – wtóruje Defratyka.

Stres i nadgodziny

Zarówno Juszczyk jak i Defratyka wskazują na to, że za karuzelę z systemami podatkowymi ludzie płacą także swoim zdrowiem.

– Przecież to jest ogromny stres – i to nie tylko dla przedsiębiorców, w tym osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, ale i dla pracowników budżetówki. W styczniu okazało się, że nauczyciele i mundurowi dostali niższe wypłaty. Potem naprędce wprowadzano wyrównania, ale przecież ten chaos zszargał im nerwy – mówi Defratyka.

Juszczyk tłumaczy, że ostatnie miesiące oznaczały dla księgowych ogrom obowiązków, pracę od rana do późnego wieczora. A teraz, po najnowszych zmianach ogłoszonych przez premiera, szykują się kolejne nadgodziny.

– Raz na jakiś czas można przysiąść i popracować dłużej, ale co innego, gdy to trwa wiele miesięcy. Najpierw księgowe przygotowywały się do Polskiego Ładu, potem z tygodnia na tydzień musiały uczyć się kolejnych przepisów wprowadzanych rozporządzeniami, a w międzyczasie słyszały od rządu, że chaos w podatkach to ich wina – przypomina Juszczyk.

Dodaje, że sam bardzo lubi swoją pracę, ale gdyby nie była jego pasją, to poważnie zastanawiałby się nad przekwalifikowaniem. – Nie dziwię się księgowym, którzy przez ten chaos i niesprawiedliwą nagonkę chcą zmienić zawód – mówi doradca podatkowy.

Zaznacza, że najgorsze w tym wszystkim jest to, że rządzący nie przyznali się uczciwie do popełnionych błędów i nie przeprosili – zarówno podatników, jak i księgowych.

"Ogólne obciążenie może być wyższe niż w 2021 roku"

– Na Polskim Ładzie najlepiej wyszły agencje marketingowe i PR–owe, które za duże pieniądze reklamowały ten bubel – ocenia Defratyka. Piotr Juszczyk zwraca uwagę na to, że po cichu wycofano nazwę Polski Ład, bo na czwartkowej konferencji premier miał za plecami hasztag #NiskiePodatki.

–  W corocznie przeprowadzanym przez inFakt Badaniu Polskiej Przedsiębiorczości respondenci mówią, że potrzebują stabilnego i jasnego prawa. Przepisy przed Polskim Ładem nie były idealne, ale przynajmniej ludzie mogli się w nich połapać i dostosować do nich swoje działania. A teraz każdy dzień niesie ze sobą ryzyko niekorzystnych zmian przepisów, a więc strat – mówi Juszczyk.

Alicja Defratyka zwraca uwagę na to, że w najnowszej wersji systemu podatkowego nadal nie można odliczyć składki zdrowotnej przy umowach o pracę, co znaczy, że płacimy podatek od podatku.

– Polski Ład przyczynił się do podniesienia już i tak wysokiej inflacji. Teraz rząd zrzuca winę na wojnę, ale problem nie zaczął się przecież pod koniec lutego – mówi ekonomistka.

Piotr Juszczyk zwięźle podsumowuje, jak wygląda najnowszy stan rzeczy na tle systemu z 2021 roku.

– Teraz jest lepiej, niż było w Polskim Ładzie, ale w porównaniu do zeszłego roku ogólne obciążenie może być wyższe. Z jednej strony mamy obniżenie na skali podatkowej pierwszego progu podatkowego o 5 pkt proc., a z drugiej strony składkę zdrowotną liczoną od dochodu i nieodliczaną od zaliczki na podatek – konkluduje doradca.

Czytaj także: https://natemat.pl/398195,tadeusz-koscinski-i-polski-lad-co-pokazuje-wywiad-z-bylym-ministrem