"Płaczemy, wymiotujemy i zbieramy truchło". Wędkarze ujawniają nam kulisy oczyszczania Odry

Dorota Kuźnik
11 sierpnia 2022, 12:14 • 1 minuta czytania
Władze Polskiego Związku Wędkarskiego nie kryją oburzenia na jednostki państwowe za brak stanowczych działań w kwestii katastrofy ekologicznej na Odrze. Jak mówią w rozmowie z naTemat.pl przedstawiciele organizacji, fakt, że ryby nie gniją w wodzie – zanieczyszczając rzekę jeszcze bardziej – to zasługa wyłącznie społeczników.
Władze Polskiego Związku Wędkarskiego nie kryją oburzenia na jednostki państwowe, za brak stanowczych działań w kwestii katastrofy ekologicznej, związanej z zanieczyszczeniem Odry. Fot. NewsLubuski / East News

Przedstawiciele Polskiego Związku Wędkarskiego nie kryją oburzenia. To na nich spadło czyszczenie Odry z martwych ryb, które padły po tym, jak nieznany sprawca wpuścił do rzeki trującą substancję chemiczną, którą prawdopodobnie jest mezytylen.

Przyczyny katastrofy ekologicznej na Odrze nadal niejasne

Czy faktycznie to ta substancja jest powodem katastrofy ekologicznej, do której doszło na Odrze, chciał zbadać wiceprezes Zarządu Głównego Polskiego Związku Wędkarskiego ds. zagospodarowania i ochrony wód Wiesław Heliniak.

Jak tłumaczy w rozmowie z naTemat.pl, chciał przekazać śnięte ryby do Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach. Wtedy Heliniakowi powiedziano, że ta jednostka "nie ma odpowiednich odczynników, by zbadać zwierzęta".

Wiceprezes PZW wskazuje także na ogromnym problemem wynikający z braku realnych działań ze strony instytucji Wody Polskie oraz "spychologią", która ma tam panować.

To wędkarze, członkowie PZW i społecznicy byli najbardziej zaangażowani w czyszczenie Odry z martwych ryb, które mogły jeszcze powiększyć skalę katastrofy. Ludzie płakali i wymiotowali, ale łowili. Robili to społecznie, sami inicjując akcję, bo nikt inny nie podjął takiego działania, a przynajmniej my nic o tym nie wiemy Wiesław Heliniakwiceprezes Zarządu Głównego Polskiego Związku Wędkarskiego dla naTemat.pl

Z jego relacji wynika, że Wody Polskie nie przekazały żadnych słów uznania dla społecznej działalności związkowców.

Czytaj także: Tony martwych ryb na brzegach brzegach Odry. Do akcji wkracza prokuratura

To społecznicy wyławiali martwe ryby z Odry

Taką organizację akcji oczyszczania Odry potwierdzają również władze wrocławskiego okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego.

– To działacze i społecznicy faktycznie zaangażowali się w usuwanie z rzeki martwych ryb, którą zorganizowaliśmy między 30 lipca a 3 sierpnia. Efektem było wyciągnięcie prawie czterech ton ryb. Znaczną większość wyłowiliśmy z kanału żeglownego rzeki Odry w Oławie, a w akcji wzięła udział także Ochotnicza Straż Pożarna z Siedlec i Bystrzycy Oławskiej – mówi w rozmowie z naTemat.pl prezes wrocławskiego okręgu Andrzej Świętach.

Jak dodaje, pomoc zaoferowała także gmina Oława, która pokryła 60 proc. kosztów związanych z utylizacją ryb. W akcji wzięło udział 45 osób, w tym społeczna straż rybacka, do tego strażacy oraz osiem jednostek pływających.

Podobne akcja, jak ta w okolicach Wrocławia, organizowane są w całej Polsce z udziałem przedstawicieli Polskiego Związku Wędkarskiego. Wędkarze podkreślają, że to dopiero po ich zawiadomieniu WIOŚ pobrał próbki wody do badania.

– 28 lipca zawiadomiliśmy inspektorat o tym, że ryby nie zachowywały się w swój naturalny sposób. Nie były w stanie walczyć z nurtem rzeki odry, nie było żadnych odruchów obronnych, można je było dotknąć i bez problemu złapać. Żyły, ale były bezwładne. 30 lipca zaczęły snąć. Wówczas WIOŚ pobrał próbki wody w trzech punktach – tłumaczy Świętach.

3 sierpnia Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska we Wrocławiu podał, że "chromatograficzna analiza jakościowa prób pobranych 28.07.2022 r. wykazała z ponad 80-proc. prawdopodobieństwem występowanie we wszystkich trzech badanych próbkach wody obecność pochodnych węglowodorów cyklicznych oraz aromatycznych".

Mezytylen w jednej z największych rzek Polski

W dwóch punktach: śluza Lipki oraz w Oławie, stwierdzono z ponad 80-proc. prawdopodobieństwem występowanie mezytylenu (1,3,5,- trimetylobenzen), czyli substancji o działaniu toksycznym na organizmy wodne.

"Nie stwierdzono mezytylenu w punkcie w m. Łany (punkt najdalej położony na kierunku przepływu Odry). Zanieczyszczenie wody, jak i śnięte ryby w Odrze występowały od jazu Lipki, co wskazuje, że źródła zanieczyszczenia należy identyfikować na wcześniejszych odcinkach Odry (przed granicą województwa dolnośląskiego)" - poinformowano w komunikacie.

Pytanie dotyczące zaangażowania jednostek państwowych w oczyszczanie Odry z martwych ryb zadaliśmy także przedstawicielom Wód Polskich. W odpowiedzi na pytanie o to, ile pracowników tej instytucji pracuje przy odławianiu ryb, Jarosław Garbacz odpowiedział, że to "kilkadziesiąt osób w skali kraju".

Rzecznik prasowy Regionalnego Zarząd Gospodarki Wodnej we Wrocławiu nie był w stanie podać jednak ani rzędu wielkości, a na prośbę o uszczegółowienie działań Wód Polskich w tym zakresie dodał, że nie ma na to czasu i odesłał nas do opublikowanego wcześniej komunikatu.

Sprawą zanieczyszczenia Odry zajmuje się już prokuratura. Ustalenia śledczych na razie nie są znane.