Padła kwota z kosmosu. Wszyscy zwrócili jednak uwagę na ton Kaczyńskiego

Mateusz Przyborowski
01 września 2022, 18:03 • 1 minuta czytania
Jarosław Kaczyński wielokrotnie zaznaczał w czwartek, że jeśli w ogóle Polska otrzyma jakiekolwiek reparacje, wydarzy się to w dalekiej przyszłości. Dr Janusz Sibora uważa, że prezes niewiele ryzykuje. – PiS musi mieć jakiś sukces. I nawet jeśli nie uda się z reparacjami, politycy powiedzą: "Przecież próbowaliśmy, tylko oni nie chcą nam dać". I też będzie sukces – mówi historyk i badacz dziejów dyplomacji oraz protokołu dyplomatycznego.
Jarosław Kaczyński o reparacjach: To suma bardzo poważna, 6 bilionów 200 miliardów złotych Fot. ANDRZEJ IWANCZUK / REPORTER

Nie milkną echa czwartkowej konferencji Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego i Arkadiusza Mularczyka, na której poznaliśmy raport ws. reparacji od Niemiec. Kaczyński na Zamku Królewskim w Warszawie zapowiedział, że PiS wreszcie złoży w Berlinie oficjalny wniosek o wypłatę reparacji wojennych i ujawnił kwotę, jakiej zamierza zażądać.

PiS (znowu) bierze się za temat reparacji

– To suma bardzo poważna... 6 bilionów 200 miliardów złotych – mówił prezes i dodał, że jest ona "dla gospodarki niemieckiej do dźwignięcia". W wystąpieniu prezesa nie brakowało jednak defetyzmu.

– Nie zapowiadamy bardzo szybkich sukcesów – podkreślił Jarosław Kaczyński. Co ciekawe, wielokrotnie zaznaczał też, że jeśli w ogóle otrzymamy jakiekolwiek reparacje, to wydarzy się to w dalekiej przyszłości.

Premier mówił z kolei, że "jesteśmy zobowiązani, żeby wystawić Niemcom rachunek", a poseł Mularczyk dodał: – Oszacowanie strat ludzkich i materialnych jest konieczne, ponieważ Niemcy do dziś nie podjęły rozliczenia się wobec Polski.

Dr Janusz Sibora: Ten raport obnaża polską dyplomację

– Mieliśmy wyłącznie konferencję prasową, więc moc prawna tego wydarzenia jest nikła. Co prawda wybrano ważną dla Polski datę i prestiżowe miejsce, ale to niewiele zmienia – ocenia w rozmowie z naTemat dr Janusz Sibora, historyk i badacz dziejów dyplomacji oraz protokołu dyplomatycznego.

I dodaje: – Mówimy o działaniach nie prawnych, a politycznych. W końcu mówimy o raporcie przygotowanym przez posła, natomiast politykę zagraniczną realizuje i powinno realizować Ministerstwo Spraw Zagranicznych. A my dopiero usłyszeliśmy zapowiedź, że MSZ zamierza podjąć jakieś działania. Pytanie: a dlaczego dopiero teraz?

Zdaniem historyka, raport ma też wiele słabości. – W swojej relacji z tej konferencji napisaliście, że Jarosław Kaczyński mówił, iż raport jest otwarty i będzie uzupełniany. Czyli to znaczy? Że jest niedopracowany. Jeżeli ktoś "siada do międzynarodowego stołu", to nie wolno takich rzeczy robić – stwierdza ekspert.

Ten raport w pewnym stopiniu obnaża też słabość polskiej dyplomacji, bo pokazuje, że jej ośrodkiem staje się poseł. Czyli co, przy tylu specjalistach zatrudniownych w Ministerstwie Spraw Zagranicznych nie ma nikogo, kto zająłby się tym tematem? To z MSZ powinny wyjść dokładnie przygotowane raporty. Tymczasem mamy w Polsce kilka ośrodków polityki zagranicznej: z przyciętymi skrzydłami resort, premiera i prezydenta, który też rości sobie kawałek tego poletka. Dr Janusz Siborahistoryk i badacz dziejów dyplomacji oraz protokołu dyplomatycznego

"I tak będzie sukces"

Jak mówi nasz rozmówca, Jarosław Kaczyński – choć w czwartek dawał do zrozumienia, że ma świadomość, iż Niemcy nie wypłacą nam 1,3 biliona euro – niewiele ryzykuje. – PiS musi mieć jakiś sukces. I nawet jeśli nie uda się z reparacjami, to też będzie sukces, bo politycy powiedzą: "Ale my przecież tę kwestię podnosiliśmy, próbowaliśmy, tylko oni nie chcą nam dać pieniędzy" – stwierdza dr Sibora.

Historyk stawia też pytanie: Czy ambasador Niemiec w Polsce był zaproszony na czwartkową konferencję na Zamku Królewskim? – Nie wiem, jestem teraz w Berlinie i po prostu zadaję pytanie – mówi.

I dodaje: – Pociągnijmy też ten temat dalej: dobrze, domagajmy się reparacji za straty wojenne od Niemiec. A co z tymi wyrządzonymi przez Rosję? Ta sprawa jest szyta na miarę polityki PiS. To stosunkowo łatwe i tanie szukanie sukcesu w polityce wewnętrznej. Papier dużo przyjmuje, ale tu mamy papier słabej jakości.

Prof. Aleksander Cieśliński, ekspert prawa międzynarodowego, mówił kilka dni temu w rozmowie z naTemat, że nie ma organu, do którego Polska mogłaby się poskarżyć ws. reparacji.

– Nie ma sądu międzynarodowego, który to rozstrzygnie. Na pewno nie jest to kwestia żadnej instytucji unijnej, bo to jest sprawa poza zakresem prawa unijnego. Nie będą to również Rada Europy, Europejski Trybunał Praw człowieka, ani żaden organ ONZ. W grę nie wchodzą również sądy krajowe Polski czy Niemiec. Zostają wyłącznie negocjacje pomiędzy Polską a Niemcami – stwierdził prof. Cieśliński.

Dr Janusz Sibora również zwraca na to uwagę. – Więcej moglibyśmy osiągnąć w drodze dobrych negocjacji. Niemcy są otwarci na ich udział w odbudowie na przykład konkretnych zabytków. Od kolegów z Niemiec słyszę i sam to odczuwam, że Niemcy mają poczucie moralnego obowiązku i winy, oczywiście nieswojej, a niemiecka opinia publiczna jest naprawdę przychylna Polsce – podkreśla badacz protokołu dyplomatycznego.

– Sprawy załatwia się w zaciszu gabinetu, a nie konfrontacyjnie. Na tym właśnie polega dyplomacja – podsumowuje dr Janusz Sibora.

Władze RFN temat uznają zamknięty

Jak informował w swoim artykule Jakub Noch, żądania PiS odnotowano już także za Odrą. Nic nie wskazuje też na to, że ktoś w Niemczech może brać pod uwagę wypłatę Polsce choćby eurocenta w ramach reparacji wojennych. Władze RFN ten temat uznają zamknięty.

Niemieckie media przypominają m.in. o kluczowym traktacie 2+4 z 12 września 1990 roku. Jest on tak potocznie nazywany, gdyż w moskiewskich negocjacjach uczestniczyły Niemcy podzielone jeszcze na RFN i NRD, oraz cztery mocarstwa alianckie – USA, ZSRR, Wielka Brytania oraz Francja.

Na specjalnych warunkach traktat po części negocjowała też Polska. Już nie PRL, a wolna i demokratyczna III RP potwierdziła wówczas decyzję z lat 50. o zrzeczeniu się praw do reparacji podjętą przez władze PRL.