60 lat, 6 miesięcy, 3 tygodnie i 1 dzień. Biało-Czerwone w ćwierćfinale, czas na sukces!

Krzysztof Gaweł
11 października 2022, 06:04 • 1 minuta czytania
We wtorek reprezentacja Polski siatkarek zagra w ćwierćfinale mistrzostw świata i wcale nie musi przegrać z Serbkami walki o miejsce w strefie medalowej. Pod wodzą Stefano Lavariniego nasz zespół zrobił niebywały postęp. Dziś rywalki już nie będą nas bić i upokarzać, jak w ostatniej dekadzie. Bo z Biało-Czerwonymi trzeba się liczyć, o czym przeciwniczki już dobrze wiedzą. Początek meczu w Arenie Gliwice o 20:30.
60 lat, 6 miesięcy, 3 tygodnie i 1 dzień. Biało-Czerwone wstały z kolan, czas na sukces w finałach MŚ Fot. Volleyball World / FIVB

60 lat, niemal dokładne tyle nasza siatkówka czekała na występ siatkarek w najlepszej ósemce mistrzostw świata. W pamiętnym 1962 roku drużyna Stanisława Poburki dotarła do najlepszej ósemki MŚ, a w niej spisała się po prostu na medal. Turniej odbywał się w ZSRR, Biało-Czerwone ustąpiły na podium miejsca tylko fantastycznym Japonkom oraz Rosjankom. Nikt nie spodziewał się, że do ósemki wrócimy dopiero w 2022 roku.

Nikt nie spodziewał się tego nawet miesiąc temu, bo początek pracy Stefano Lavariniego w Polsce łatwy nie był. Zaczęło się błyskawicznie, w maju od zgrupowania w Szczyrku, a potem niemal z miejsca od występów w Lidze Narodów. Bywało ciężko, bywało pod górkę, ale zespół cały czas ciężko pracował i budował zaufanie do selekcjonera. Ten okazał się wymagającym, ale bardzo sympatycznym człowiekiem. I zaimponował siatkarkom wiedzą.

Minęło niemal sześć miesięcy i nasz zespół jest w ćwierćfinale MŚ, wygrał sześć z dziewięciu rozegranych meczów i zyskał coś więcej, niż najlepszy sportowy wynik od lat. Zyskał wielkiego ducha, pewność siebie i wiarę w to, że może osiągnąć znakomity wynik. Polskie siatkarki to już nie są dziewczynki do bicia, jak bywało przez ostatnią dekadę. I już nimi nie będą. Nie w tym składzie i nie z tym trenerem.

- Będę mówił szczerze, wierzyłem w nasz awans do najlepszej ósemki MŚ i wierzyłem, że stać nas na ten wynik. Czuję z tego powodu radość, bo to znakomity wynik. I nie rozumiem, dlaczego ktoś mówi, że nie możemy osiągnąć jeszcze więcej - mówił nam trener Stefano Lavarini w Łodzi, gdzie siatkarki znakomicie zagrały w drugiej rundzie mistrzostw. Z jednym wyjątkiem, przegrały starcie z Serbią. Mistrzynie świata dały nam ważną lekcję.

Starcie w Atlas Arenie przegraliśmy 0:3 (24:26, 22:25, 18:25), ale w końcówkach pierwszej i drugiej partii byliśmy blisko celu. Nie udało się, zabrakło dosłownie detali i dwóch-trzech piłek. Ale drugiej takiej porażki nie będzie, bo cały sztab Biało-Czerwonych i nasze siatkarki żyją już meczem z mistrzyniami świata i pracują nad tym, co zmienić, by postraszyć Serbię i spróbować ją pokonać w Arenie Gliwice. To będzie dla nas kolejny ważny egzamin.

- Mam jasny pomysł na to, jak ten zespół się rozwija. Jesteśmy już inną drużyną, niż kilka miesięcy temu. Lepiej zbalansowaną, stabilną i waleczną. Już nie wychodzimy na boisko źle przygotowani mentalnie do gry, a tak bywało. Mamy niesamowitego ducha w drużynie. Ale to zasługa dziewczyn, ich zaangażowania, pasji do siatkówki i ciężkiej pracy. Bardzo jestem z tego dumny, że tutaj w Polsce mogę pracować z taką grupą i razem z nią spełniać marzenia - mówił nasz selekcjoner.

A przecież tuż przed MŚ nie brakowało głosów, że siatkarki nie awansują nawet do drugiej fazy turnieju. Gdy wygrały w Arnhem z Chorwacją (3:1), a potem w Gdańsku pokonały Tajlandię (3:0) i uległy Dominikanie (1:3) oraz Turcji (2:3), wielu wieszczyło, że to koniec szans na coś więcej. Stefano Lavarini i jego zespół nie zamierzali oddawać pola. Po porażce 0:3 z Serbkami przyszła zwycięska seria: 3:0 z USA, 3:2 z Kanadą oraz 3:2 z Niemcami.

I jest awans, w który mało kto wierzył. Ale nie nasz włoski selekcjoner, on potrzebował niecałych sześciu miesięcy, by odmienić ten zespół. A potem udowodnił samym siatkarkom, jak wiele potrafią i że nie ma dla nich niemożliwego. Trzy tygodnie od startu MŚ mamy zupełnie inny zespół. Mentalnie, sportowo, w zasadzie pod każdym względem.

- Robię swoją pracę najlepiej, jak potrafię. Nic więcej. Podpowiadam dziewczynom, mówię co zmienić, planuję jak mamy grać. Ale to one są na parkiecie i one muszą wykonać plan. Ten zespół rośnie, staje się coraz lepszy i to przyjemność móc to obserwować. Na świętowanie przyjdzie czas, wciąż mamy sporo do ugrania w tych mistrzostwach i wciąż możemy grać jeszcze lepiej.

Teraz trzeba wyjść na parkiet i walczyć z Serbią o półfinał. Włoch już wie, jak zatrzymać niesamowitą Tijanę Bosković i co poprawić w stosunku do pierwszego spotkania. Tego też nauczył naszych siatkarek, jak zmieniać swoją grę i jakie atuty pokazać, gdy zmienia się rywal. To nowa jakość w naszej reprezentacji.

- Nie mamy wiele czasu, ale wiemy, co trzeba zrobić. Jest takie powiedzenie: gdy gra muzyka i ludzie tańczą, trzeba tańczyć do końca. Gdy się zatrzymasz, to będzie koniec. A my chcemy zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby grać do końca w MŚ. Pracowaliśmy na to przez kilka ostatnich miesięcy, walczyliśmy przez ostatnie trzy tygodnie. I teraz nie chcemy przestać tańczyć, gdy zagrają najlepsze utwory - powiedział nam Stefano Lavarini.

Mecz ćwierćfinałowy Serbia - Polska odbędzie się we wtorek 11 października w Arenie Gliwice. Pierwszy gwizdek o godzinie 20:30. Wcześniej USA stawią czoła Turcji, zwyciężczynie będą potencjalnym rywalem naszych siatkarek w półfinale MŚ. To jest ten jeden jedyny dzień.