"Spóźnił się godzinę, przerywał". Czyli jak europoseł Tarczyński wziął się za aferę korupcyjną w PE

Katarzyna Zuchowicz
26 stycznia 2023, 05:45 • 1 minuta czytania
W związku z aferą korupcyjną w PE w mediach krążą nazwiska dwóch europosłów PiS, ale polityków obozu władzy Katargate zajmuje z innego powodu. – Przedstawię nowe dowody na to, że rezolucje przeciwko Polsce były pisane w PE za łapówki – grzmi europoseł Dominik Tarczyński. To on ze strony PiS staje się twarzą nagłaśniania tej afery w kraju i wymyślania jej nowego dna. W internecie, w mediach, w Sejmie. Ale, jak twierdzą posłowie opozycji, w PE widać go mało. – Bojownik, ale w PE nieobecny – wytykają.
Europoseł Dominik Tarczyński zapowiedział: Przedstawię nowe dowody na to, że rezolucje przeciwko Polsce były pisane w PE za łapówki. fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER/East News

Chyba wszyscy polscy europosłowie widzieli nagranie z wtorkowego posiedzenia komisji ds. Pegasua, gdy Dominik Tarczyński przerywa holenderskiej europosłance Sophie in 't Veld. Nie widać go, ale słychać, a ona reaguje, że to ona ma głos.


Słychać też, jak szef tej komisji musiał stracić cierpliwość. – Panie Tarczyński, przychodzi pan spóźniony o godzinę i piętnaście minut, zaczyna przekrzykiwać – zaczął Jeroen Lenaers. Zasugerował nawet, że jeśli europoseł nie chce słuchać innych, może wyjść z sali, to jego wybór. Po czym oddał głos Sophie in 't Veld.

Po kilku minutach chwili słychać śmiech, a ona reaguje: – Haha panie Tarczyński. Nie sądzę, że to jest zabawne, jeśli demokracja jest zagrożona.

Zachowanie Tarczyńskiego ostro ocenili internauci. Można mieć wrażenie, że część polskich europosłów też pewnie schowałaby się ze wstydu.

–  On na ogół w ogóle nie przychodzi na tę komisję. A wczoraj spóźnił się ponad godzinę i przyszedł tylko nawrzeszczeć na Sophie in 't Veld, która jest sprawozdawcą. Nie słuchał całej wcześniejszej dyskusji, żadnych wystąpień, bo po prostu go nie było – reaguje europosłanka Róża Thun.

Mówi, że czasem zdarzy się, że ktoś komuś przerywa i zachowuje się poniżej wszelkich standardów, ale jest to niezwykle rzadkie: – Inni politycy czegoś takiego nie robią. To strasznie krępujące, że jest to akurat głos z Polski. Jest to okropne.

Europosłanka Elżbieta Łukacijewska: – Kultura i normy wymagają, że ten, kto chce zabrać głos, powinien być na debacie od początku do końca. Przerywanie komuś, komentowanie, krzyki podczas wystąpień jest niedopuszczalne. Oni przenieśli tu złe nawyki i złe standardy, próbują traktować PE tak, jak zachowują się w Polsce. Bez szacunku, bez chęci szukania kompromisu, bez budowania większości, która popierałaby polskie propozycje.

Oni dużo mówią o Polsce a tak naprawdę nie walczą interes naszego kraju, bo gdyby o nim myśleli, to naciskaliby na swoj rząd i Premiera Morawieckiego, aby zrobił wszystko a przede wszystkim to, do czego sam się zobowiązał w sprawie KPO, aby w końcu zostały uruchomione środki dla Polski.Elżbieta Łukacijewskaeuroposłanka PO

Jaki związek może mieć zachowanie europosła podczas komisji ds. Pegasusa z aferą korupcyjną w PE? Merytorycznie pewnie żaden, choć kontekst w tle wciąż powtarza się ten sam – "atak na Polskę".

"Pewnie pojechał do Polski rozmawiać o korupcji"

Róża Thun zasiada razem z Tarczyńskim w komisji Pegasusa, oboje są koordynatorami ze swoich klubów parlamentarnych. Mają wspólne posiedzenia i komisji, i koordynatorów.

– Widzę go tylko tam, a właściwie go nie widzę, bo nigdy go tam nie ma. Ja chodzę na obydwa spotkania i na posiedzenia koordynatorów przychodzi tylko jego asystent. Na komisji pojawia się sporadycznie i dosłownie na chwilę, jak teraz, gdy spóźnił się ponad godzinę, wpadł jak Filip z konopi, nawrzeszczał na sprawozdawczynię, bo według niego coś źle napisała o podsłuchiwaniu w Polsce, i zanim ktoś zdążył mu coś odpowiedzieć, wyszedł – mówi Róża Thun.

Komisja trwała kilka godzin przed południem i kilka po południu. Zdarzenie miało miejsce w pierwszej części dnia, wtedy jej także nie było, miała głosowanie w komisji Wspólnego Rynku Europejskiego. Ale po południu była, jednak Tarczyńskiego, już nie było. – Pewnie pojechał do Polski, żeby rozmawiać o korupcji – kwituje. 

A to, jak łatwo zaobserwować, temat, który ostatnio Tarczyńskiego zajmuje bardzo.

I faktycznie, jeszcze we wtorek zapowiedział na Twitterze, że w środę rano będzie miał konferencję prasową w Sejmie. "Przedstawię nowe dowody na to, że rezolucje przeciwko Polsce były pisane w PE za łapówki" – ogłosił.

Tarczyński nagłaśnia sprawę korupcji w PE

W środę korupcji w PE poświęcone było posiedzenie sejmowej komisji ds. UE, w którym uczestniczył Tarczyński. Na konferencji wystąpił z rzecznikiem PiS Rafałem Bochenkiem i posłem Kacprem Płażyńskim. Całą trójką suchej nitki nie zostawili na "skorumpowanym PE". Nikt nie wspomniał o nazwiskach dwóch europosłów PiS, które przy okazji afery pojawiają się w medialnych doniesieniach.

Przypomnijmy, belgijska policja ma prowadzić dochodzenie dotyczące 60 osób. Sprawa wybuchła w grudniu ubiegłego roku, gdy zatrzymano wiceprzewodniczącą PE Evę Kaili. Kaili usłyszała zarzuty udziału w grupie przestępczej i tzw. prania brudnych pieniędzy.

Afera Katargate dla wszystkich jest szokująca. Niektórzy politycy nawet nie chcą o tym rozmawiać. Jeden mówi, że na korytarzach huczy. Inny nawet anonimomowo nie chce wchodzić w dyskusje o konkretnych nazwiskach. Opinia jest jedna – to wszystko rzutuje również na nich.

– Wszyscy są zażenowani tym, co się wydarzyło. Politycy z każdego kraju UE. Wszyscy mamy świadomość, że czy chcemy tego, czy nie, jest to ocena całego PE, a przecież 99 proc. polityków to uczciwi deputowani, którzy wiedzą, co to etyka i standardy. W każdym parlamencie znajdą się jednak osoby, dla których polityka jest drogą do osiągnięcia celów finansowych, a nie czynienia świata lepszym. Rzadko jednak się zdarza, by przy świetle jupiterów parlament tak szybko zadziałał, a winna wiceprzewodnicząca siedzi w więzieniu – podkreśla Elżbieta Łukacijewska

Jednak w PiS coraz bardziej żyją przede wszystkim narracją, że to skandal, "żeby osoby na takich stanowiskach przyjmowały łapówki i działały na szkodę Polski". – Kto wie, czy działania przeciwko Polsce nie były inspirowane z zewnątrz, działaniami o charakterze korupcyjnym? - stwierdził Mateusz Morawiecki

– Im chodzi o to, żeby wytworzyć taką atmosferę, że PE jest skorumpowany, co jest totalną nieprawdą, bo zastosowane przez niego procedury zadziałały natychmiast i skutecznie. Sprawą bardzo porządnie zajmuje się belgijska policja oraz wewnętrzne procedury w PE. W PE panuje oburzenie, odebrano im immunitety, pozbawiono wszelkich funkcji. Na razie sprawa dotyczy jednej, czy dwóch osób z 705 europosłów. Po drugie, w PE nie ma ataków na Polskę, tylko jest obrona praworządności w całej UE. A poza tym aresztowana pani Kaili nie była autorem żadnej rezolucji dotyczącej Polski. Jak wielu innych, mogła ją tylko podpisać – reaguje Róża Thun.

Co mówili politycy PiS

Według polityków PiS PE jest nieudolny i sobie nie radzi.

– Temat korupcji w Parlamencie Europejskim jest ważny do omawiania w Polsce, bo – jak widzimy – sam europarlament nie radzi sobie z takimi aferami, które mają miejsce w najważniejszych organizacjach Unii Europejskiej – dowodził Płażyński.

Bochenek: – Unia Europejska i jej instytucje powinny być ostoją demokracji i wzorem dla państw członkowskich. Dzisiaj okazuje się, że obraz tego, co tam się dzieje, jest smutnym zaprzeczeniem tych idei. Politycy uwikłani w aferę działali także na szkodę Polski. 

Wydaje się jednak, że prym tej narracji od początku wiedzie Tarczyński.

To on tydzień temu grzmiał w Parlamencie Europejskim, że Polska była opluwana przez łapówkarzy z Brukseli: – Dlatego będziemy żądać, aby wszystkie rezolucje przeciwko Polsce zostały uchylone. Możemy przyjąć rezolucję, która będzie mówiła o uchyleniu rezolucji, w których brali udział łapówkarze. Ci, którzy są oskarżeni, albo aresztowani.

Potem w "Gazecie Polskiej Codziennie" mówił, że te osoby – albo już aresztowane, albo oskarżone, lub znajdujące się w kręgu podejrzeń – "to są dokładnie te osoby, które nie tylko atakowały Polskę wśród innych, lecz także inicjowały ataki na Polskę". Zapowiedział: "Osuszymy korupcyjne bagno w Parlamencie Europejskim".

Teraz przedstawił "dowody". – To wywiad marokański i służby rosyjskie były zaangażowane w działalność przeciwko UE i przeciwko Polsce – mówił w Sejmie.

Dowodził: – Z całym szacunkiem dla Kataru i Maroka, ale oni nie mają takich środków, aby kupić sobie wiceprzewodniczącą PE i 60 posłów, bo o takich liczbach osób mówimy. To nie jest ani Marokogate, ani Katargate, to jest Russiagate – twierdził. I dalej: – Dlatego że 300 mln dol., które zostały przekazane z Rosji na lobbing w 20 krajach, poszło głównie do UE. Nie jest przypadkiem, że córka Putina wydawała swoje wielodniowe wesele w Maroku.

Jak oceniła TVP, "Dominik Tarczyński podał korupcyjny taryfikator w PE".

To europoseł mówił też o tym, że jedno spotkanie konsultacyjne miało kosztować 250 tys. euro. – Najnowsze doniesienia medialne mówią o tym, że jedna poprawka kosztowała 50 tys. euro. W przypadku Maroka to było 147 poprawek. 7 mln 350 tys. euro jest poszukiwane przez służby – usłyszeliśmy.

Pytał też senator Joannę Sekułę z PO, kim jest dla niej Jalal Bensaid, jej asystent, pochodzenia marokańskiego, który był w bardzo bliskich kontaktach z ambasadorem Maroka w Polsce.

Dowodził, że poseł Marc Tarabella jeden z głównych oskarżonych, miał przyjąć 140 tys. euro za rezolucję przeciwko Algierii.

"Jeżeli Algieria mogła być atakowana, to co mamy powiedzieć o Polsce, która dostała 36 rezolucji? Statystycznie niemożliwe jest, że ludzie, którzy brali pieniądze za lobbowanie na rzecz Kataru, sztucznej inteligencji czy kryptowalut, nagle kiedy pojawiają się rezolucje przeciwko Polsce, że nie byli zaangażowani. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, iż były one za pieniądze" – stwierdził w rozmowie z Radiem Maryja.

Europosłowie opozycji o Tarczyńskim

- Bardzo bym chciała, żeby pan Tarczyński – z taką samą determinację i nagłaśniał i rozliczał aferzystów i afery w swoim środowisku politycznym i publicznie piętnował tych, którzy są bohaterami podejrzanych transakcji, umów, afer czy wydatkowania środków publicznych i SSP niezgodnie z ich przeznaczeniem.Wtedy będzie wiarygodny – komentuje europosłanka Elżbieta Łukacijewska.

Bo PE pokazał, że nic nie zamiata pod dywan. Nazwiska od razu zostały podane do publicznej wiadomości i winni zostali aresztowani, czego trudno szukać w Polsce, bo jak czytamy, niektórzy winni czy wręcz przestępcy, związani z opcją rządzącą, są chronieni przez prokuratorów Elżbieta Łukacijewskaeuroposlanka PO

Róża Thun: – Niech pan Tarczyński lepiej przyjrzy się swojej własnej pracy w PE, a nie robi szum w Polsce. Dobrze by było, żeby przyzwoicie pracował w PE, bo w tej chwili to śmiech na sali. Jak się wymienia jego nazwisko, to komisja wybucha śmiechem. To już jest powód do dowcipów. Bo jego nie ma. W naszej komisji znany jest z nieobecności. Ostatnio napisał list do przewodniczącego, a on grzecznie odpisał mu, że bardzo byśmy doceniali, gdyby pojawiał się na komisji i na posiedzeniach koordynatorów. Przewodniczący puścił to w obieg, wszyscy widzieliśmy to pismo.

Dodaje: –Jak byliśmy w Polsce z misją Pegasusa to na 10 spotkań, był na 2. A pojechał służbowo, dostawał diety. Przewodniczący ciągle zwraca mu na to uwagę. Wszyscy się śmieją.

W listopadzie ubiegłego roku szef komisji śledczej PE ds. Pegasusa udzielił wywiadu naTemat. Anna Dryjańska zapytała go, jak ocenia zaangażowanie polityków PiS. Jeroen Lenaers odpowiedział:

Kojarzę pana Tarczyńskiego i panią Kempę. Pani Kempa zdaje się pojawiać na Komisji tylko wtedy, gdy w planie prac jest Polska, więc ma konkretne zainteresowania. Aktywność pana Tarczyńskiego jest rozczarowująca, bo był członkiem naszej misji do Polski, ale gdy przyszło co do czego, ulotnił się po dwóch pierwszych spotkaniach. Tyle go widzieliśmy.Jeroen Lenaersprzewodniczący

Niejeden europoseł opozycji ma podobne obserwacje.

– Nie jest widoczny. Próbuje robić za eksperta, ale daleko mu od meritum. W PE nim nie jest, zresztą w komisji ds. Pegasusa też się nie pojawiał, a jego nazwisko kojarzy się przede wszystkim z nieobecnością. W kwestii korupcji nie ulega wątpliwości, że wszyscy są zgodni co do tego, że działania belgijskiej prokuratury są bardzo stanowcze i chwała im za to – reaguje inny z polityków.

Politycy nie mają wątpliwości, że to wszystko robione jest pod TVP. Żeby miała potem materiały, by straszyć ludzi UE i uderzać w opozycję.