fot. Rafał Hetman

Kryzys w mediach widać, słychać i czuć. Mówią o nim w radiu, piszą w gazetach i portalach. Mądre głowy, eksperci tłumaczą jego przyczyny, próbują przewidzieć skutki. Ja postanowiłem wymyślić receptę na jego pokonanie.

REKLAMA
Mój pomysł jest całkowicie autorski i zapewne niepozbawiony logicznych i systemowych luk. Ale od czegoś trzeba zacząć. Może ktoś ideę podchwyci, udoskonali i wygoni kryzys za granicę, sprawiając, że Polska stanie się medialną zieloną wyspą.
Do rzeczy. Chciałbym się skupić na prasie i internecie, bo ich mój pomysł dotyczy.
Czas na zmiany
Wydawcy gazet powinni zmienić trochę swoje myślenie o prasie, które nie nadąża za zmieniającą się rzeczywistością i za samymi czytelnikami. Sprzedaż gazet spada – to nie tylko wina internetu, w którym treści są darmowe, to także wynik zmieniających się zachowań i przyzwyczajeń ludzi. Nie będę się na ten temat rozwodził, bo mniej więcej wiadomo, o co chodzi. Przypomnę tylko, że z innego powodu sięgało się po gazety 20 lat temu, z innego sięga się dziś.
Potrzeba nam zmiany w sposobie patrzenia na gazety, które prawdopodobnie przestaną być kiedyś wydawane w formie papierowej. O tej zmianie i jej konsekwencjach wydawcy gazet powinni myśleć już dzisiaj.
I teraz czas na propozycję rewolucyjną. Może wspomniani wydawcy prasy powinni zachowywać się podobnie do operatorów komórkowych, którzy nie tylko sprzedają swoim klientom usługi (rozmowy telefoniczne, SMS-y), lecz także narzędzie do realizacji tych usług? Może wydawca gazety albo właściciel takiego systemu jak Piano, w którym płaci się za treści w internecie, powinien wraz z dostępem do treści sprzedawać klientom tablety lub czytniki?
Jak to ma działać?
Ja, klient, kupuję na przykład od właściciela systemu Piano tablet z abonamentem za 50 zł miesięcznie i mam dzięki temu dostęp do wszystkich treści we wspomnianym systemie. Umowę podpisuję na 2 lata. W ten sposób zadowolone są wszystkie strony. Cieszę się ja, bo czytam to, co chcę (akurat w Piano jest jeszcze mało tytułów, czekam na poszerzenie oferty). Cieszy się właściciel Piano, bo zyskał klienta na dwa lata. Cieszą się gazety, bo zyskały czytelnika, również na dwa lata.
Podobnie może postąpić każdy duży wydawca, ale wtedy zapewne zyskiwalibyśmy dostęp jedynie do tytułów przez niego wydawanych, co mogłoby zniechęcić wielu potencjalnych klientów.
Kwestią najtrudniejszą i najważniejszą pozostają ceny. Wysokość abonamentu i ewentualne inne opłaty musiałyby być porównywalne z sumą, jaką czytelnik wydaje na wszystkie gazety w miesiącu.
Dla leniwych, dla wygodnych
Mój pomysł opiera się na przekonaniu, że klient staje się coraz bardziej wygodny i jest leniwy. Jak ja. Nie chcę pamiętać, że w czwartek trzeba kupić „Gazetę Wyboczą” z „Dużym Formatem”, bo jak się zapomnę, to numer przepada. Na tablecie wszystko odbywałoby się automatycznie, nigdy bym niczego nie zapomniał.
Do tego dochodzą argumenty ekologiczne – brak papieru, ekonomiczne – brak kosztów druku, objętościowe – w jednym tablecie albo czytniku zmieszczą się setki wydań, tysiące artykułów.
Do takiego systemu mogłyby dołączyć nie tylko gazety, lecz również portale internetowe, które dzięki temu zyskałby nowe źródło dochodów.
Ktoś powie: przecież są laptopy. Ale laptop to nie to samo. Czytnik czy tablet to urządzenia małe, przenośne. Czytanie gazety na laptopie jest o wiele mniej wygodne od czytania na tablecie. A jeśli oddajemy się lekturze w tramwaju, autobusie czy pociągu, to tablet wydaje się najlepszym rozwiązaniem.
Dziś liczba użytkowników tabletów i czytników jest niewielka. Dlatego wydawcy gazet powinni robić wszystko, żeby każdy miał w swoim domu takie urządzenie. Żeby stało się ono nieodłącznym elementem życia, tak jak teraz telefony komórkowe. Żeby tablety i czytniki wpłynęły na zachowanie ludzi, żeby ukształtowały ich przyzwyczajenia, żeby czytelnicy przyzwyczaili się, że żeby przeczytać dobry, ciekawy, pogłębiony artykuł z „Wyborczej”, „Newsweeka” czy „Polityki”, trzeba zapłacić. Należy działać szybko, bo kryzys może zmieść z rynku kilka mniejszych tytułów.
Jeżeli ktoś ma inne zdanie albo chciałby mój pomysł ulepszyć, proszę pisać. Jestem gotowy do dyskusji.