
Reklama.
Elbląg to bowiem jedno z niewielu miast, gdzie kandydaci Prawa i Sprawiedliwości nie musieli stanąć do walki przeciwko popularnym, utrzymującym się na stanowisku od kilku kadencji "baronom samorządu". Zadaniem w Elblągu było jedynie utrzymanie władzy. I to zaledwie po nieco ponad roku od jej zdobycia, gdy mieszkańcy nie powinni być jeszcze zmęczeni twarzami osób, które rządą ich miastem.
Przecież zaledwie latem ubiegłego roku PiS wygrało z Platformą Obywatelską wielką bitwę o Elbląg, która zaczęła się od referendum w sprawie odwołania poprzednich władz miasta. I od początku do końca niezwykle mocno angażował się w nią sam Jarosław Kaczyński. Przez kilka tygodni zamienił on Elbląg w drugą stolicę i zapewnił w ten sposób Jerzemu Wilkowi zwycięstwo w przedterminowych wyborach.
Zadaniem Wilka było więc tylko rządzić miastem tak, by tej władzy po kilkunastu miesiącach nie stracić. Nie podołał. Udało mu się jeszcze wejść do drugiej tury wyborów samorządowych, ale w niedzielę mieszkańcy Elbląga uznali, że PiS-owskich rządów w ich mieście wystarczy. Zdany głównie na głosy twardego elektoratu prawicy przegrał z Witoldem Wróblewskim, którego ramię w ramię wspierało zarówno PO, Sojusz Lewicy Demokratycznej, jak i lokalna Elbląska Koalicja Obywatelska.
Po roku...