Na początku wrześnie tłumy przyszły na kiermasz organizowany przez Asię na osiedlu Batorego w Poznaniu.
Na początku wrześnie tłumy przyszły na kiermasz organizowany przez Asię na osiedlu Batorego w Poznaniu. Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Sprawa wywołała gigantyczne oburzenie, na bezdusznych urzędników spadło wiadro pomyj. Jak sprawa wygląda z ich strony? Bo w MOPR w Poznaniu przyznają, że od początku ostrzegali mamę chorej Ani o konsekwencjach – że powinna przelać pieniądze na konto fundacji, a nie trzymać je na koncie osobistym. Prawniczka pani Ani mówi jednak naTemat: – MOPR doskonale wiedział, że ona nie ruszy tych pieniędzy. Ma na nie oddzielne subkonto w banku do czasy wyjaśnienia sprawy.

REKLAMA
Nikt nie chciał tej kobiecie zrobić krzywdy, to mówią dziś urzędnicy. Nikt nie chciał zabierać jej pieniędzy. Z jej powodu cały MOPR – Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie – został postawiony na równe nogi. W sprawie interweniował prezydent Poznania, specjalną sesję poświęciła jej Rada Miasta.
– Mama Asi po prostu zaniepokoiła się pismem, które jej wysłaliśmy informując o wszczęciu postępowania wyjaśniającego. To kwestia proceduralna, której nie możemy pominąć, gdy ktoś ma na koncie 100 tys. zł – tłumaczy nam dyrektor MOPR Włodzimierz Kałek.
Osobiście przeprosił mamę Asi za narażenie jej na stres, obiecał, że żaden zasiłek nie zostanie jej odebrany i nic się w tej kwestii nie zmieni. Ale przyznaje, że pracownicy socjalni już wcześniej chodzili do niej informując o sytuacji i możliwych konsekwencjach. Co się może stać, jeśli pieniądze ze zbiórki zostaną na jej koncie osobistym. Takich wizyt było około 30.
– To dlaczego nie posłuchała? – pytam.
– My możemy tylko doradzać, ale to jej pieniądze. Ona też miała swoich doradców – mówi dyrektor.
"Bezduszność? To nadużycie"
Halina Owsianna, poznańska radna, kieruje pracami Komisji ds. Pomocy Społecznej i doskonale zna sprawę Asi. Brała udział w kiermaszu, który dziewczynka zorganizowała latem, mocno jej kibicuje i trzyma kciuki za nią oraz jej mamę. Ale nie ukrywa, że jej przykro, iż sprawy potoczyły się właśnie tak, a nie inaczej.
– Z urzędników zrobiono niegodziwców, a to nie jest prawda. Bezduszność? To naprawdę poważne nadużycie tak mówić. Nikt nie chciał jej zabierać zasiłków. Chodziło tylko o zabezpieczenie dla niej tych pieniędzy. Pracownicy MOPR mówią, że chodzili do mamy Asi i prosili, by przelała pieniądze na konto fundacji – mówi naTemat.
Fakt, że klient MOPR ma na koncie 100 tys. zł, musi być przecież prawnie zbadany, bez względu na to, czy historia – jak ta Asi – tak mocno wstrząsnęła ludźmi, czy nie. Czy kobieta ma z czego żyć, czy nie. Bo z formalnego punktu widzenia, 100 tys. zł to przecież nie bieda.
– Nie mieliśmy wyjścia. Dziś ktoś może być biedny, a jutro wygra w Totolotka i nadal ma korzystać z pomocy społecznej? Takie są przepisy, żeby to sprawdzić. Nie można nie wykazywać dochodów, które wpłynęły na konto. A mamie Asi naprawdę proponowaliśmy, by przelała te pieniądze na konto fundacji – słyszę.
Przepisy są po prostu okrutne
Przypomnijmy. Dziewczynka zebrała ok. 200 tys. zł. Częścią dysponuje jedna z wrocławskich fundacji, druga część znalazła się na koncie mamy, gdy okazało się, że jest to niezgodne ze statutem innej fundacji.
Dlaczego zatrzymała je na swoim koncie? Dlaczego nie posłuchała urzędników? Kobieta jest chora, na zasiłku, przecież trudno uwierzyć, by nagle sama potrafiła sobie poradzić z tak dużą kwotą.
– Ona czekała na opinię urzędu skarbowego. Bała się, że będzie musiała zapłacić podatek. Z jej strony była świadomość problemu, ale i bezradność. Przepisy są po prostu okrutne – mówi dyrektor Kałek.
Dobrze wiedzieli, że ona się boi
Justyna Lachor-Adamska, prawniczka pomagająca ciężko chorej mamie Asi, mówi jednak, że MOPR doskonale wiedział, jaka jest sytuacja. – Miał pełną wiedzę o tym, że pani Ania boi się przekazać pieniądze na konto fundacji do wyjaśnienia sprawy. Po prostu bała się, czy nie będzie musiała zapłacić podatku – mówi naTemat. Dodaje, że mama Asi ma na swoim osobistym koncie wydzielone subkonto właśnie specjalne na pieniądze ze zbiórki.
– Ona nie może wypłacić tych pieniędzy na żaden inny cel niż zdrowotny i rehabilitacyjny. Bank jest o tym poinformowany. I panie w MOPR doskonale o tym wiedziały – mówi.
"Chcielibyśmy nadal udzielać jej wsparcia"
Postępowanie wyjaśniające zostało wszczęte na początku listopada. – Sytuacja wygląda tak, że wszczęliśmy postępowanie wyjaśniające, ale nie zapadły jeszcze żadne decyzje. Będziemy starać się zrobić tak, żeby pani Jagle nie stała się krzywda – mówiła nam rano Sylwia Grocholska, kierownik filii MOPR w Poznaniu-Piątkowie.
Sylwia Grocholska

Środki pozostawione na koncie osobistym, zgodnie z prawem, są traktowane jako dochód tej osoby. Wszczęliśmy postępowanie wyjaśniające, a wcześniej, niedługo po zbiórce, zwróciliśmy się o opinię prawną, żeby zinterpretować przepisy o pomocy społecznej, czy dochód uzyskany ze zbiórki przekazany na konto osobiste stanowi dochód klientki.

Tu, na osiedlu Batorego, mieszka Asia z mamą. Kobieta od kilku lat jest pod opieką tego ośrodka. – Sytuacja pani Jagły jest nam znana i rozumiemy jej stan zdrowia. Chcielibyśmy nadal udzielać jej wsparcia. Jeżeli zebrane pieniądze byłyby przekazane bezpośrednio na fundację, nie byłoby problemu – mówi Sylwia Grocholska.
Ona też potwierdza, że mama Asi była o tym informowana, rozmawiali z nią o tym pracownicy socjalni.
I tak sprawa wygląda z drugiej strony. Halina Owsianna boi się tylko, że cała afera może zniechęcić ludzi do tak spontanicznej pomocy w przyszłości. – Akcja Asi była piękna i wszyscy są pod jej wrażeniem. Jeśli jednak jej ciąg dalszy ma tak wyglądać, to boję się o kolejne akcje tego typu – mówi.

Napisz do autorki:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl