To nieprawda, że wszyscy kochają disco polo. Ale w dzisiejszej Polsce nie opłaca się krytykować tego gatunku

To nieprawda, że wszyscy kochają disco polo. Ale w dzisiejszej Polsce nie opłaca się krytykować tego gatunku
To nieprawda, że wszyscy kochają disco polo. Ale w dzisiejszej Polsce nie opłaca się krytykować tego gatunku Fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta
Muzyka disco polo ma dziś w Polsce silniejszą pozycję niż jakikolwiek inny gatunek muzyczny. Największe hity ostatnich lat to "Ona tańczy dla mnie", a ostatni rok należał bez wątpienia do zespołu Akcent i piosenki "Przez twe oczy zielone", która tak bardzo spodobała się Jackowi Kurskiemu, że otworzyła się na nią nawet Telewizja Publiczna. Dlaczego?

Bo dziś nie opłaca się zamykać na disco polo. Nawet Maryla Rodowicz, która przyznała, że nie lubi tego gatunku, wystąpiła wspólnie z Zenkiem Martyniukiem na Sylwestrze z Dwójką. I gdyby nie to, zapewne mało kto wspomniałby o jej występie, bo w mediach komentuje się wyłącznie duet z największą gwiazdą disco polo. Rodowicz twierdzi, że w Sylwestra podziałał na nią "czar Martyniuka". Złośliwi mówią, że co innego. A o występach innych artystów nie wspomina się prawie wcale.


Disco ponad wszystko
Warto uśmiechać się do fanów disco polo. Wie o tym prezes TVP, któremu wielu Polaków dziękuje dziś za zaproszenie Martyniuka do Zakopanego. Wcześniej jednak z tym gatunkiem przeprosili się także inni nadawcy.

Trudno o lepszy przykład udanego "romansu" z tym środowiskiem, niż rewolucja w Radiu Wawa, które jeszcze niedawno puszczało wyłącznie polskie przeboje. Ale dopiero w 2015 roku, gdy władze stacji zdecydowały się włączyć do repertuaru muzykę disco polo, Radio Wawa zaliczyło największy wzrost słuchalności wynoszący – UWAGA – 100 proc.

W trudniejszej sytuacji są didżeje, którzy nie gustują w disco polo. Po ukazaniu się artykułu o tym, że żyjemy dziś w Polsce Zenka Martyniuka, napisał do mnie Robert. Gra w zespole weselnym, który unika muzyki disco polo. – Tak, to możliwe! Przez całą noc pojawiają się dwa, może trzy numery. Poza tym Lady Pank, De Press, AC/DC, Cool & The Gang, Chris Isaak, Bruno Mars... Gramy rockowe wesela – pisze czytelnik naTemat. Ale będąc didżejem w Polsce, całkowite zamknięcie się na disco polo jest prawie niemożliwe.

Robert pisze o imprezie sylwestrowej, na której grała jego kapela. I jak to bywa na dużych imprezach, pojawił się niezadowolony pan, który zaczął rozrabiać.
Robert
Didżej

Kompletnie pijany facet, któremu przypomniało się, że jeśli jest wódka, to musi być i disco polo! Przyczepił się do właścicielki sali, za którą chodził przez dwie godziny. Ta oczywiście miała go dość i próbowała sytuację uspokoić. Na szczęście około 1:00 facet upił się jeszcze bardziej i gdzieś zniknął. Pozostałe 200 osób świetnie bawiło się do 6:00 nad ranem, a największe szaleństwo było podczas "Szarych miraży" Maanamu. Obyło się bez disco polo, nie licząc dwóch piosenek.

Są jednak imprezy, których zdecydowana większość z nas nie wyobraża sobie bez disco polo. Chodzi oczywiście wesela, na których ta muzyka pojawia się nawet wtedy, gdy para młoda preferuje inny rodzaj muzyki.

"Nie ma wesela bez disco polo"
Z ciekawości wpisałem w wyszukiwarkę Google frazę "wesele bez disco polo". Trafiłem na stronę Krzysztofa Krzemińskiego – didżeja, który twierdzi, że możliwe jest udane wesele bez disco polo. – Mam wrażenie, że silne zainteresowanie danym tematem zawsze powoduje reakcję odwrotną. Dziś ta antyreakcja to awangarda, bo ludzie masowo łykają disco polo – mówi Krzemiński, który traktuje imprezy bez disco polo jak wyzwanie. A wystarczyłoby postawić na łatwe, wpadające w ucho kawałki, jak choćby ten. Od imprezy Sylwestrowej, obejrzano go już blisko milion razy.
Imprezę z disco polo i bez, didżej porównuje do obiadu w osiedlowej pizzerii i dobrej restauracji. – Gdy wejdzie pan do pizzerii, zobaczy pan ludzi, którym cholernie smakuje to jedzenie. Głośno mówią, że jest fajnie, głaszczą się po brzuchach, a pizza znika w sekundę. Ale gdy wejdzie pan do restauracji, zobaczy pan delikatnie uśmiechniętych ludzi, którzy być może potakują przegryzając jedzenie, ale raczej nie dojrzy pan w ich twarzach, że przeżywają właśnie ekstazę kulinarną. A być może właśnie w tym momencie jedzą coś smaczniejszego – zauważa.
Krzysztof Krzemiński
djdowynajecia.pl

Imprezy bez disco polo często nie kończą się tańcami na stołach, nie kończą się szaleństwem, ale nie oznacza to, że jest to gorszy rodzaj zabawy. Czytaj więcej

Jaki procent Polaków wybiera wesela bez disco polo? Z pewnością jest to niewielki odsetek. Kim są ludzie, którzy świadomie rezygnują z tego popularnego gatunku? Z obserwacji Krzysztofa Krzemińskiego wynika, że są to osoby reprezentujące środowisko inteligenckie w drugim, lub nawet trzecim pokoleniu. Ich rodzice słuchali Rolling Stonesów czy Beatlesów, czyli muzyki z Zachodu. – Tu prawie wcale nie ma potrzeby grania muzyki disco polo. Łatwiej zaskoczyć ich kimś w stylu Julio Iglesiasa czy Barry'ego White'a – mówi didżej.
Dlaczego ważne są korzenie? Wyobraźmy sobie, że ślub bierze para pochodząca z małej miejscowości, która studiuje i obraca się w środowisku wolnym od disco polo. Na weselu i tak najprawdopodobniej pojawiają się kuzyni, wujkowie czy babcie, którzy chętnie posłuchają disco polo, bo je po prostu lubią. I nie wyobrażają sobie wesela bez tej muzyki.

– Ostatnio podszedł do mnie na weselu jeden z gości. Wypalił, że jeśli państwo młodzi zaprosili rodzinę, ale nie chcą zagrać muzyki, którą on lubi, to w ten sposób wyrażają brak szacunku. Pomyślałem, że może rzeczywiście warto oddać im kilka minut. Ważne, aby zawsze brać pod uwagę gości, których zaprasza się na imprezę – mówi didżej.

A może nie warto ryzykować?
Karol trzy lata temu podjął decyzję o zorganizowaniu wesela bez disco polo. On i jego dziewczyna pochodzą z małego miasta, ale jak to bywa, od paru lat mieszkają gdzieś indziej. – Mamy starsze rodziny, ale nie chcieliśmy ulegać presji. To nie miało być przaśne wesele, ale nasze. Nie podoba nam się to i nie chcieliśmy udawać, że jest inaczej – mówi Karol. Jak wyszło?
Karol
Na jego ślubie prawie nie było muzyki disco polo.

Był DJ i piosenkarka. Grali wszystko, poza disco polo. Dużo było utworów, które słychać w radiu, a to na weselach raczej nie zdarza się często. Przez cały wieczór poleciały może ze 3-4 typowo discopolowe piosenki. I przyznaję, że przy nich do tańca rwały się stoły. Ale i tak nie żałujemy swojej decyzji. Na początku towarzystwo potrzebowało dłuższej chwili, żeby się rozkręcić. Potem już wszystkim było wszystko jedno.

Krzysztof Krzemiński z umiarkowanym entuzjazmem podchodzi do zjawiska przenikania disco polo do mediów publicznych. Zauważa, że istnieją także gatunki muzyczne, które niosą za sobą jakąś wartość - na przykład hip hop. – Ten gatunek był i jest bardzo popularny, a wciąż jest niemal nieobecny w mediach. To muzyka słuchana przez rzeszę ludzi, ale jest pomijana – zauważa didżej. Natomiast muzyka czysto imprezowa, która nie ma specjalnych wartości artystycznych, jest dzisiaj promowana przez nowe władze telewizji.

– Problem z edukacją muzyczną w Polsce jest taki, że wielu ludzi zatrzymuje się na disco polo. Są ludzie, którzy nie słuchają już niczego innego – mówi Krzemiński. I zauważa, że Zenek Martyniuk jest ekstra klasą polskiego disco polo - bywa zdecydowanie gorzej. – Do kanonu wchodzą takie piosenki, że aż nie mieści się w głowie. Na przykład o kolorze włosów łonowych pewnej dziewczyny, o której słyszymy w mega hicie disco polo "Szalona ruda" – mówi konferansjer.
Nie wszyscy kochają disco polo
Dlaczego mówi się, że wszyscy kochają disco polo? Bo ludzie, którzy nie lubią tego gatunku muzycznego nie demonstrują ostentacyjnie faktu, że woleliby posłuchać czegoś innego. Chodzi o to, aby nie sprawić przykrości osobom, które organizują daną imprezę, a zwłaszcza wesele. – Może i nawet dadzą się wciągnąć do tańca, bo w końcu spędzają tam cały wieczór, a po którymś kieliszku człowiek naprawdę jest w stanie się przemóc i jest bardziej tolerancyjny muzycznie. Szczególnie, gdy nie ma wyboru – mówi Krzemiński.

Niektórzy starają się uszczęśliwić rodzinę i dlatego wybierają disco polo. Ale jak mówi nasz rozmówca, czasami nawet babcie i dziadkowie chętniej posłuchają Krzysztofa Krawczyka i Boney M, zamiast zespołu "Weekend". – Jest naprawdę wiele imprez, po których goście podchodzą i dziękują za to, że nie było disco polo. Niektórzy przyznają, że nawet tego nie zauważyli – mówi didżej Krzysztof Krzemiński.

Imprezy bez disco polo przebiegają inaczej. Być może nie widać na nich ludzi tańczących na stołach i wymachujących marynarkami. Ale tylko na pierwszy rzut oka wydaje się, że ci ludzie bawią się lepiej. – Pewnie większość rzeczywiście wolałaby pojawić się na imprezie, na której będą takie harce, ale na szczęście nie wszyscy – mówi didżej.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...