"Minister Radziwiłł kłamie". Ratownicy medyczni dołączają się do protestu lekarzy i grożą odwieszeniem własnego

Ratownicy uwierzyli Ministerstwu Zdrowia w obietnice o podwyżkach. Bardzo szybko musieli zweryfikować swoje opinie i nadzieje.
Ratownicy uwierzyli Ministerstwu Zdrowia w obietnice o podwyżkach. Bardzo szybko musieli zweryfikować swoje opinie i nadzieje. Fot. Katarzyna Bednarczyk/Agencja Gazeta
Protest młodych lekarzy trwa już piętnasty dzień, rząd próbuje przeczekać kryzys i wziąć protestujących głodem, a realnych pomysłów rozwiązania problemów służby zdrowia nie widać. Jednak strajk rozszerza się o kolejne środowiska medyczne. Coraz goręcej robi się szczególnie wśród ratowników medycznych.

W zgiełku propagandy i szczucia telewizji publicznej na strajkujących lekarzy i oskarżeń o polityczne konotacje, zupełnie zapomniane zostają postulaty, które przyświecają strajkowi głodowemu. Przypomnijmy więc, że podstawowym żądaniem jest wzrost nakładów na służbę zdrowia do 6,8 proc. produktu krajowego brutto, reformy procedur medycznych (co miałoby wpłynąć na skrócenie kolejek) i podwyżki płac dla lekarzy rezydentów.



Strajk ten podczas sobotniej pikiety pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów poparły największe organizacje lekarskie, pielęgniarki i studenci kierunków medycznych. Pojawiła się też informacja, że czynnie do protestu chcą włączyć się ratownicy medyczni.

W tym przypadku od razu pojawiają się wątpliwości co do uczestnictwa tej grupy zawodowej w proteście. Przypominane jest porozumienie z lipca, które zakłada, że 400- złotową podwyżkę ratownicy mieli dostać natychmiast, a kolejne czterysta złotych minister Konstanty Radziwiłł obiecał im od stycznia 2018 roku. Czyżby ratownicy chcieli ugrać kolejną podwyżkę (średnie wynagrodzenie ratownika to ok 2800 złotych brutto), wykorzystując okazję, która się pojawiła?

Strajk z lekarzami
Poruszenie wzbudził post opublikowany na fanpage'u przez Krajowy Związek Zawodowy Pracowników Ratownictwa Medycznego. Przedstawiciele związku zachęcają w nim chętnych ratowników do przyłączenia się do strajku głodowego.
Jednak po rozmowie z przewodniczącym KZZPRM Romanem Badachem-Rogowskim na jaw wyszło nie tylko popieranie postulatów lekarzy, ale także niedotrzymane obietnice złożone przez rządzących.

Jak mówi przewodniczący związku – Kilku chętnych ratowników już się zgłosiło, ale szukamy nadal takich, którzy mogliby strajkować dłużej. Niestety, rzeczywistość wygląda tak, że większość z nas pracuje na tzw. umowach śmieciowych, więc jeśli nie będziemy dyżurować, no to nie będziemy mieli co do garnka włożyć. A jako związek nie możemy pozwolić sobie na fundusz strajkowy, z którego moglibyśmy takie inicjatywy finansować. Jednak mimo wszystko, zachęca do zgłaszania się, i jeśli protest lekarzy będzie trwał nadal, to członkowie związku czynnie się do niego przyłączą.

Niedotrzymane obietnice
Prawdziwym jednak problemem dla rządzących może okazać się nie wsparcie trwającego już protestu, ale odwieszenie starego. Na początku wakacji, ratownicy domagali się podwyżek swoich uposażeń. Po uzgodnieniach z Ministerstwem Zdrowia, ratownicy wywalczyli natychmiastową, 400 złotową podwyżkę, która miała dodatkowo podwoić się od stycznia przyszłego roku. Rzeczywistość pokazała, że na obietnicach się skończyło.
– Czasami żałuję, że my związkowcy zawiesiliśmy nasz protest, bo odbiło nam się to czkawką. Złamało to też solidarność środowiskową. Po tym co obserwujemy, mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że minister zdrowia Konstanty Radziwiłł kłamie. – w tak ostry sposób obecną sytuację komentuje przewodniczący KZZPRM, który wskazuje na podstawowe założenia zawartego kilka miesięcy temu porozumienia. A zakładało ono, że podwyżki dostaną wszyscy ratownicy w kraju, co jednak okazało się mrzonką.

– Ci ratownicy, którzy jeżdżą w zespołach ratownictwa medycznego (pracujący w tzw. systemie finansowanym przez budżet państwa) w większości podwyżki dostali. Z grupy pozostałych, mogę na palcach jednej ręki policzyć placówki, które te podwyżki ratownikom dały. Obiecanych podwyżek po prostu nie ma. Tak właśnie wygląda dotrzymywanie zobowiązań przez Ministerstwo Zdrowia – tłumaczy Badach-Rogowski.

Dodaje do tego wciąż niezrealizowaną obietnicę nowelizacji ustawy o ratownictwie medycznym, która miała być podpisana przez prezydenta w listopadzie. Do tej pory żaden projekt nie trafił nawet do Sejmu. Publicznie, ministerstwo twierdzi, ze wszystko jest w porządku, podczas obrad komisji społecznej, przedstawiciele nie mogą nawet w obecności kamer powiedzieć, że tak nie jest. – Z decyzją o strajku czekamy do listopada. Jeśli ministerstwo nie dotrzyma obietnic, odwiesimy nasz protest zapewnia Roman Badach-Rogowski.
Trwający protest lekarzy i realna groźba odwieszenia strajku przez ratowników medycznych pokazują, że czas na zmiany w służbie zdrowia oraz polepszenia sytuacji poszczególnych zawodów medycznych kurczy się w coraz szybszym tempie. Jeżeli rząd Prawa i Sprawiedliwości nie zareaguje, strategia przeczekania może nie wyjść na dobre. A stracą nie tylko politycy, ale przede wszystkim pacjenci.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...