Spisują wszystkie przypadki śmierci po reformie PiS. Mają przykłady 30 zgonów

Byli mundurowi skarżą się na skutki tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Nazywają ją ustawą represyjną.
Byli mundurowi skarżą się na skutki tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Nazywają ją ustawą represyjną. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
MSWiA zarzeka się, że chodzi wyłącznie o osoby, które służyły aparatowi bezpieczeństwa totalitarnego państwa. Zapewnia, że świadczenia nie obniżono nikomu, kto na to nie zasłużył. "NiezaSŁUŻYLIŚMY" – przekonują tymczasem byli mundurowi i sypią masą przykładów osób - ich zdaniem - skrzywdzonych przez zastosowanie zbiorowej odpowiedzialności. Niektórzy mówią mocno o "krwi na rękach" ustawodawców i podają przykłady ponad 30 zgonów.

"Działania zbrodnicze"
Czasem faktycznie chodzi o pieniądze. Czasem sama emerytura jest kwestią drugorzędną – ważniejsze jest zaś to, że państwo w swym majestacie uznało, że są zbrodniarzami. – O, tak, straszne rzeczy robiłam przed rokiem 1990 – odpowiada mi Grażyna Piotrowicz, która prowadzi "białą księgę" w Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP, gdy pytam ją, za co obcięto jej emeryturę. Pracę w milicji zaczęła w roku 1981. Zapewnia, że nigdy nie była na etacie Służby Bezpieczeństwa.
Grażyna Piotrowicz
była policjantka i milicjantka

Służyłam w szkole milicyjnej w Legionowie i byłam tam instruktorem kulturalno - oświatowym. Prowadziłam dwa zespoły muzyczne, sekcję filatelistyczną, Dyskusyjny Klub Filmowy, woziłam studentów do Warszawy do Teatru Wielkiego czy do muzeów. W tej chwili ten okres życia definiowany jest jako "kształtowanie wrogiego światopoglądu". Okazuje się, że to, co robiłam, to były "działania zbrodnicze". No, więc byłam zbrodniarzem...

Do kategorii zbrodniarzy, jak ubolewa Piotrowicz, zaliczono na przykład Grażynę Biskupską, która w wolnej Polsce walczyła z mafią, a w PRL przez dwa lata była sekretarką w MSW.

"Pracowałam dla kraju"
Grażyna Piotrowicz na emeryturę przeszła nieco ponad 5 lat temu, była wówczas ekspertem Komendy Głównej ds. zabezpieczenia logistycznego EURO 2012. Kilka miesięcy temu, jak ponad 50 tys. innych osób, otrzymała informację, że jej świadczenie zostanie obniżone. – Za to obcięto mi 3/4 emerytury wypracowanej w znacznej większości po 1990 roku. Doszłam do stopnia podpułkownika, byłam naczelnikiem Wydziału w KGP. I naprawdę, pracowałam dla kraju 24 godziny na dobę, służyłam. Dziś zostałam pozbawiona możliwości funkcjonowania, ponieważ wzięłam kredyty, bo wiedziałam, że będę je mogła spłacać z mojej emerytury. A teraz jest tak, że nie jestem w stanie – wyjaśnia.

Obecnie na mocy nowych przepisów emerytury i renty byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL nie mogą przekraczać wysokości średniego świadczenia wypłacanego przez ZUS:

emerytura - 2150 zł brutto, średnia renta - ponad 1,6 tys., średnia renta rodzinna - ponad 1,8 tys. zł.

Gdy przytaczam argument, że teraz wreszcie nastąpiła sprawiedliwość i dawni funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa mają takie same emerytury, jak reszta społeczeństwa, Grażyna Piotrowicz zapewnia, że wokół wysokości tych świadczeń narosło wiele mitów. – Średnie świadczenie w gronie tych, którym zostały one obniżone, wynosiło ok. 1800 zł. Owszem, wysokie emerytury mają na przykład generałowie, ale to przecież zrozumiałe – wyjaśnia. Przypomina przy tym, że "państwo podjęło wobec mundurowych pewne zobowiązania". A teraz tych zobowiązań nie dotrzymuje.

Grażyna Piotrowicz od ubiegłego roku prowadzi "białą księgę", w której spisuje skutki ustawy - jak ją nazywa - represyjnej. Wylicza, że rezultaty tzw. dezubekizacji są straszne. Mówi, że liczba ofiar ofiar ustawy przekroczyła już 30.
Grażyna Piotrowicz
była policjantka

Na chwilę obecną mamy 32 zgony. 7 przypadków to są samobójstwa. Duża grupa to są zawały, udary lub wylewy, które nastąpiły bardzo często w momencie otrzymania decyzji z Zakładu Emerytalno-Rentowego.

Grażyna Piotrowicz zarzeka się, że te wszystkie dane są dokładnie weryfikowane. – Osób, którym obniżono emeryturę i które zmarły, jest naprawdę bardzo dużo. Niektóre z nich mają po 50-60 lat. Ale to nie jest tak, że my je wszystkie wciągamy na listę. Sprawdzam każdy przypadek, rozmawiam i z rodziną, i z przyjaciółmi, badam okoliczności – zapewnia. Przyznaje przy tym, że niektóre sprawy są ewidentne. – Listonosz wręczył kopertę, człowiek spojrzał na pieczątkę ZER-u (Zakładu Emerytalno - Rentowego –przyp. red.), wiedział już więc, że to jest decyzja i natychmiast zasłabł. Wezwano pogotowie, ale już go nie uratowano – opisuje Grażyna Piotrowicz.
Fragmenty "Białej księgi" FSSM RP


1) Asp. szt. Marek M. 56-letni emeryt policyjny z Rypina (otrzymał decyzję z ZER 19 czerwca, 20 czerwca popełnił samobójstwo). W 1985 r. podjął służbę, po pozytywnej weryfikacji w 1990 kontynuował służbę w pionie dochodzeniowo-śledczym. Na emeryturę odszedł w 2006. Otrzymywał świadczenie w wysokości 2700 zł, następnego dnia po otrzymaniu decyzji z ZER obniżającej mu świadczenie o 1000 zł, popełnił samobójstwo (...).

2) Mł. insp. Sławomir W. z Gryfic – były z-ca Komendanta Powiatowego w Gryficach, od 2007 r. na emeryturze - odebrał sobie życie 06 stycznia po podpisaniu ustawy. Nie mógł zrozumieć, dlaczego jest karany, choć nie był skazany. (...)

Stwierdzenie, że ponad 30 osób zmarło z powodu tzw. ustawy dezubekizacyjnej, to bardzo mocne oskarżenie wobec twórców nowych przepisów. Pytam zatem, czy "biała księga" będzie miała jakiś ciąg dalszy pod względem prawnym. Czy szykowany jest jakiś pozew? – Nie, nam chodzi o to, żeby wszystkie te przypadki były po prostu spisane. Chcemy pokazać, jakie są skutki tej ustawy – stwierdza Grażyna Piotrowicz. Nie kryje przy tym, że ma to być argument w walce o nową ustawę – projekt obywatelski z 250 tys. podpisów jest już w Sejmie; za inicjatywą stoją m.in. Andrzej Rozenek oraz politycy SLD.
Oficjalnie resort spraw wewnętrznych i administracji informuje, że nowe przepisy objęły 39 tys. ludzi aparatu bezpieczeństwa. Do tego dochodzą jeszcze rodziny nieżyjących już funkcjonariuszy, które pobierają ich świadczenia. W sumie 55 tys. mundurowych emerytów, wdów i sierot. Niemal połowa tych, którym wypłaty obniżono, złożyła odwołania. – Szacunki nasze i szacunki ministerstwa nie zawsze się zgadzają, bo resort często mija się z prawdą – zaznacza już na wstępie rozmowy szef Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych Zdzisław Czarnecki – ale w tym przypadku i oni, i my wyliczamy, że złożono ponad 25 tysięcy odwołań – informuje.


Odwołanie to fikcja?
Oczywiście złożenie odwołania nie wstrzymuje wykonania decyzji. Sprawami będą się zajmować sądy i – wiadomo – młyny wymiaru sprawiedliwości mielą dość wolno. Zanim jednak sprawa trafi do sądu, musi przejść przez Zakład Emerytalno - Rentowy w MSWiA. A tam nie obowiązuje żaden termin na to, by dokumenty przekazać do sądu.
dr n. pr. Paweł Olejnik
Dyrektor Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA

(...) Zakład nie jest związany terminem 30-dniowym od wniesienia odwołania do przekazania sprawy do sądu wraz z uzasadnieniem.

(...) rozpatrzenie jednego odwołania jest procesem czasochłonnym, wymagającym działania wielu pracowników Zakładu, poczynając od rejestracji w zespole terenowym, zebrania oraz kancelaryjnego przygotowania odpowiednich akt, przesłania ich wraz z odwołaniem do Zakładu w Warszawie, a także merytorycznego rozpatrzenia odwołania pod względem prawnym w Zespole Radców Prawnych, przygotowania odpowiedzi, natomiast ostatnim etapem jest przekazanie spraw do Sądu Okręgowego w Warszawie.

A że w Zespole Radców Prawnych zatrudnionych jest zaledwie 7 osób, które rozpatrują wniesione odwołania, to nic dziwnego, że wszystko idzie jak idzie. – To jest haniebne. Widać wyraźnie, że możliwość złożenia odwołania w zasadzie jest fikcją, bo bo sprawy te będą przeciągane na lata. A chodzi o ludzi, którzy dziś często mają powyżej 70 lat – wylicza Zdzisław Czarnecki.
Opublikowany przez NiezaSŁUŻYLIŚMY na 29 stycznia 2018
Spośród ponad 25 tys. złożonych odwołań, MSWiA do sądów skierowało ok. 5,5 tysiąca. Wychodzi 1/5. Pozostałe sprawy jeszcze są na biurkach w ministerstwie. Zanim dokumenty zostaną przesłane do sądu, zanim sąd wyznaczy termin rozprawy, zanim zapadnie wyrok w pierwszej instancji – to wszystko, jak szacował jeszcze wczoraj szef FSSM RP, może potrwać 4-5 lat.

Dziś już wie, że cała procedura może zająć jeszcze więcej czasu - okazało się bowiem, że pod koniec stycznia warszawski Sąd Okręgowy skierował do Trybunału Konstytucyjnego pytanie prawne w sprawie zgodności ustawy dezubekizacyjnej z ustawą zasadniczą. To oznacza, że procesy najpewniej będą zawieszone do czasu, aż TK wypowie się w tej sprawie. Czyli wielu z zainteresowanych decyzji w ogóle nie doczeka.

Ani jednej
Ci, którzy czuli się szczególnie pokrzywdzeni lub zależało im na szybkim przywróceniu emerytury we wcześniejszej wysokości, zwrócili się bezpośrednio do ministra spraw wewnętrznych. I... raczej się zawiedli.
USTAWA z dnia 16 grudnia 2016 r. o zmianie ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Więziennej oraz ich rodzin


"Art. 8a. 1. Minister właściwy do spraw wewnętrznych, w drodze decyzji, w szczególnie uzasadnionych przypadkach, może wyłączyć stosowanie art. 15c, art. 22a i art. 24a w stosunku do osób pełniących służbę, o której mowa w art. 13b, ze względu na:

1) krótkotrwałą służbę przed dniem 31 lipca 1990 r. oraz

2) rzetelne wykonywanie zadań i obowiązków po dniu 12 września 1989 r., w szczególności z narażeniem zdrowia i życia.

zer.mswia.gov.pl
W sumie około 8 tys. osób skorzystało z art. 8a nowej ustawy. Mówi on o tym, że szef MSWiA w szczególnie uzasadnionych przypadkach może przywrócić emeryturę w dotychczasowej wysokości. Ale resortowi rozpatrywanie tych odwołań idzie wyjątkowo wolno. Samo ministerstwo przyznaje, że jak dotąd, od października do 10 stycznia, rozpatrzono zaledwie 166 wniosków o wyłączenie ze stosowania ustawy. Ilu osobom po rozpatrzeniu wniosku przywrócono odebrane świadczenie? Ani jednej.
Opublikowany przez NiezaSŁUŻYLIŚMY na 25 stycznia 2018
Resort przyznaje przy tym, że nie ma jasnego określenia, co to znaczy "krótkotrwała" służba w czasach PRL. Czy to miesiąc? Rok? Dwa lata? Wszystko zależy od uznania ministra.
Paweł Zatryb
Dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa MSWiA

(...) krótkotrwałość musi być każdorazowo oceniana indywidualnie, wszelako z zastrzeżeniem, że winna być ona analizowana przede wszystkim w ujęciu bezwzględnym, jako długość okresu służby na rzecz totalitarnego państwa.

Fragment odpowiedzi MSWiA przesłanej FSSM RP
DezUBekizacja czy dezeSBekizacja?
– Ustawa nazywana jest dezubekizacyjną, jakby chodziło o byłych funkcjonariuszy UB. Ale przecież wszyscy ubecy już dawno są na cmentarzu – argumentuje szef Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych. Urząd Bezpieczeństwa w PRL faktycznie przestał istnieć w roku 1956 i raczej bardzo nieliczni jego funkcjonariusze żyją do dziś. UB to czasy stalinizmu, w wyniku politycznej odwilży w to miejsce powstała SB, która oczywiście też ma bardzo dużo na sumieniu. Ale w kwestiach emerytur - jak przekonują byli mundurowi - nie można zastosować zbiorowej odpowiedzialności.
Zdzisław Czarnecki
przewodniczący Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych

Ta ustawa w zdecydowanej większości dotknęła tych, którzy przed 90 rokiem pracowali w Służbie Bezpieczeństwa krótko, przez kilka lat. Natomiast potem większą część swojego życia spędzili w wolnej Polsce służąc w policji, Straży Granicznej czy w Urzędzie Ochrony Państwa i później w ABW. Służyli III Rzeczpospolitej.

Odwołanie złożył np. człowiek, który 2 lata służył w Polsce Ludowej, a następne 27 lat w nowej Polsce. Prawie 27, bo go w zeszłym roku zwolniono. Był odznaczany za służbę. Napisał w tej sprawie do ministra, ale odpowiedzi żadnej nie dostał.

Sam Czarnecki przyznaje, że jego obniżka emerytury nie dotknęła – przez kilkanaście lat służył w milicji a potem drugie tyle w policji. Jego znowelizowana ustawa nie dotyczy. – Ale dotknęła ona wielu moich kolegów, podwładnych, których sam namawiałem do przyjścia do policji, gdy pozytywnie przeszli tzw. weryfikację – tak szef FSSM tłumaczy, dlaczego zaangażował się w walkę z ustawą, którą nazywa nie dezubekizacyjną, lecz represyjną. – Wystarczy, że ktoś miał był zatrudniony w milicji na etacie do spraw polityczno-wychowawczych i już to jest podstawą do zmniejszenia emerytury – wyjaśnia.

"Wywiązaliśmy się z obowiązków"
– My, jako policjanci czy wcześniej milicjanci, byliśmy niejako własnością państwa i dla państwa mamy narażać swoje życie i zdrowie. Sami się na to godziliśmy. Tym się różni służba od pracy. My wywiązaliśmy się z naszych obowiązków. Tymczasem - poprzez tą ustawę - państwo nie wywiązuje się z obowiązków wobec nas – tłumaczy Zdzisław Czarnecki. I on, i Grażyna Piotrowicz przekonują, że obiecane mundurowym lepsze przepisy emerytalne nie są żadnym przywilejem – są rekompensatą za to, jak wyglądała ich służba.

Owszem, jeśli ktoś służbie się sprzeniewierzył, na te specjalne uprawnienia nie zasłużył. Ale należy mu to udowodnić. A tak, do jednego worka trafili i byli SB-cy, i choćby sportowcy na etatach w służbach. Tyle że w bezpiece nie przepracowali ani dnia. Oczywiście, że mogą się odwołać. I za kilka lat może sąd przyzna im rację. Może.
Trwa ładowanie komentarzy...