
Reklama.
1.
Beata Szydło, będąc premierem, sama sobie przyznała premię w wysokości 65 tys. złotych. W odpowiedzi na interpelację posła Brejzy zdradził to Michał Dworczyk, ówczesny szef Kancelarii Premiera.
2.
Ale tak wysokie premie dostała nie tylko premier. Po kilkadziesiąt tysięcy złotych za 2017 rok trafiło do wszystkich ministrów za nadzwyczaj dobrą pracę.
3.
Gdy wszystko wyszło na jaw, Beata Szydło jak lwica broniła w Sejmie nagród dla swoich kolegów. – Ministrowie PiS otrzymywali nagrody za ciężką i uczciwą pracę i te pieniądze się im po prostu należały. To były nagrody oficjalne, które zostały przyznane w ramach budżetu uchwalonego w tej izbie, a nie zegarki od kolegów biznesmenów. Ci ludzie ciężko pracowali i pracują, żeby wszyscy Polacy mogli cieszyć się z dobrobytu Polski, a nie wybrane grupy interesów – mówiła w marcu była premier. Jarosław Kaczyński przyznał w wywiadzie, że kazał jej wtedy "pokazać pazurki".
4.
I zrobił to tylko po to, żeby kilka dni później zaprzeczyć, że coś takiego w ogóle powiedział. Widocznie szybko zreflektował się, widząc jak kwestia nagród wpływa na sondaże.
5.
Nowy premier Mateusz Morawiecki, który sam nagrodę od Szydło dostał, powiedział, że tak być nie może i nagrody ministrowie muszą zwrócić. Czyli że jak? Dostali nagrody za dobrą pracę, teraz muszą je oddać, czyli co, okazuje się, że jak wszystko wyszło na jaw, to praca jednak dobra nie była?
6.
Ale nie o pieniądze tylko chodzi. Niemal równo rok temu posłowie nie odebrali immunitetu Patrykowi Jakiemu, który zarzucił innemu posłowi, że prowadzi w domu agencję towarzyską. Z tego powodu Jakiego nie można było pociągnąć do odpowiedzialności prawnej, choć zaatakowany polityk chciał go pozwać.
7.
Podobnie było na początku tego roku. Politycy nie odebrali immunitetu senatorowi PiS Stanisławowi Kogutowi, który jest przez CBA podejrzewany o korupcję. Co ciekawe, nawet politycy PO byli za zachowaniem immunitetu.
8.
Politycy PiS obronili też swojego kolegę znanego z chamskiego i bezczelnego zachowania Dominika Tarczyńskiego. Jego immunitet też pozostał nienaruszony, choć Tarczyński miał pomówić drugiego posła o nielegalne lobbowanie na rzecz koncernu Airbus Helicopters, co skończyło się złożeniem przez polityka PO prywatnego aktu oskarżenia przeciwko posłowi PiS.
9.
W PiS znalazł się jeden, młody poseł, który uznał, że w takiej sytuacji warto immunitet uchylić, ale szybko został sprowadzony na ziemię i za złamanie solidarności jakiś czas później wyleciał z PiS-u.
10.
I gdy myślicie już, że przy głosowaniach w sprawie immunitetu można znaleźć pewien wzór, wtedy przychodzą głosowania dotyczące polityków opozycji. Sejm zdecydował się właśnie uchylić immunitet Kamili Gasiuk-Pihowicz i Ryszardowi Petru. Takie tam podwójne standardy.
11.
A to nie koniec, bo immunitet uchylono także sekretarzowi Platformy Obywatelskiej Stanisławowi Gawłowskiemu, jednocześnie wyrażając zgodę na jego tymczasowe zatrzymanie za rzekome przyjęcie łapówki. Jego mecenas Roman Giertych mówi, że to pierwsze tak polityczne zatrzymanie po 1989 roku.
12.
A to nie koniec tej listy, bo immunitet może niedługo stracić także poseł PO Sławomir Neumann. Widzicie już tutaj pewien klucz? "Nasi" z immunitetem zostają, "ich", czyli opozycyjni, immunitet tracą.
13.
Pod nosem można tylko parsknąć widząc ostatnie doniesienia dotyczące Jarosława Gowina. Ponad 230 tys. złotych dotacji z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego dostało Stowarzyszenie "SENS". Organizacja powstała zaledwie 18 dni przed rozpisaniem konkursu, a w jej władzach zasiadają trzy osoby powiązane z partią Gowina. Tak, tego Gowina, który jest szefem resortu rozdającego te dotacje.
14.
Albo ten moment, gdy widzisz, że była szefowa kancelarii prezydenta w administracji już się napracowała i ląduje w radzie nadzorczej PZU, a potem PZU Życie. Tam czekało na nią bagatela 65 tys. złotych miesięcznie. I co z tego, że nie ma doświadczenia. Swoje politycznie odrobiła, teraz może zarobić.
15.
A jak nie Sadurska to może bardziej uwagę wzbudzi Ewa Bugała. Dziennikarka, która w telewizji publicznej przeszła naprawdę wiele stanowisk i redakcji, szybko stała się twarzą propagandy rządu. I wszystko fajnie do momentu, w którym okazało się, że będzie w państwowym Orlenie dyrektorem ds. komunikacji. Gdy podobną posadę miał dostać za czasów PO-PSL Igor Ostachowicz, PiS mało się nie zapluł, informując Polaków jak duża to afera. Ostatecznie jednak Bugała (jak i Ostachowicz) po paru dniach zrezygnowała po tym, jak zorientowano się, na jak dużą aferę kroi się ten osobliwy awans. Ostatecznie jednak wróciła sobie do TVP, gdzie czekała na nią kolejna ciepła posadka.
16.
Powyżej to tylko dwa konkretne przykłady, ale można je mnożyć. Pomnożył i "Puls Biznesu", który opublikował w styczniu 2017, po roku rządów PiS, listę 1000 (!) nazwisk posłów, rodzin, kolegów, którymi PiS obsadził możliwe instytucje i firmy. Podobne zestawienie stworzono po pięciu latach rządów PO-PSL, wtedy nazwisk było 400. PiS-owi wystarczył rok, żeby było ich 1000. Nieźle, co?
17.
Lubię też panią senator Annę Marię Anders, które od stycznia 2016 roku wydała tylko na swoje podróże ponad 600 tys. złotych. Esencją jest jednak jej wyjaśnienie. Wynika z niego, że przecież w tym wieku z plebsem w zwykłych warunkach latać nie będzie. – Ja uważam, że wyglądam bardzo dobrze na swój wiek, ale mam 67 lat. Nie będę leciała klasą turystyczną, economy class, tam i z powrotem, jak ja mam wracać do Senatu – stwierdziła Anders.
18.
Patrzeć nie mogę też na marszałka Kuchcińskiego, o którym dziś znów jest głośno. Polityk w 40 sekund w skandaliczny sposób oddalił 8 wniosków formalnych opozycji. I jakby tego było mało, jeszcze jest z tego dumny. Trochę klasy panie marszałku, przecież i tak byście te wnioski potem przegłosowali po swojemu, więc może warto zachować odrobinę pozorów i kultury?
19.
Urodziłem się w 1989 roku, więc czasów słusznie minionych nie pamiętam, ale gdy widzę posłów odgradzających się barierkami, ludzi wynoszonych, albo spisywanych przez policję w miejscach publicznych, to czuję, że ewidentnie coś jest nie tak.
20.
Tak jak w internecie kiedyś wykuło się pojęcie "ślepoty banerowej", tak teraz jestem ofiarą "ślepoty smoleńskiej". Po prostu nie mogę już patrzeć, słuchać i czytać tej jatki. Podobnie jak spora część Polaków. Nie mam nic do pomnika smoleńskiego, uważam nawet, że powinien powstać. Ale nie w ten sposób. PiS gdzieś miał stanowisko miasta i metodą siłową zarządził budowę pomnika w centrum Warszawy.
21.
Jedną z największych fars jest podkomisja ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, która ciągle trwa, trwa, trwa i nic nowego, ani konkretnego nie może ustalić. Już nawet PiS i TVP zaczyna się od nich odcinać i ignorować ich kolejne rewelacje, a sam Macierewicz powiedział – poważnie – że nigdy nie mówił o zamachu. Ta "zabawa" kosztuje konkretne kwoty – mianowicie 5 mln 900 tys. złotych tylko od lutego 2016 roku. Grubo.
22.
Choć od tego minęło już trochę czasu, nadal nie mogę zrozumieć bezczelności i cynizmu, z jakim prezydent Duda ułaskawił skazanego Mariusza Kamińskiego. Żeby było śmieszniej, Sąd Najwyższy uznał, że prezydent nie mógł tego zrobić, bo wyrok nie był jeszcze prawomocny. Ale co z tego, jaki tam Sąd Najwyższy... Skompromitowany polityk, były szef CBA, jakby nigdy nic jest ministrem bez teki ds. służb specjalnych.
23.
O tym, co wyprawia się w mediach publicznych, można by napisać oddzielny tekst. W naTemat mamy nawet na to specjalną kategorię. Skala manipulacji i propagandowego przekazu zaskakuje nawet prawicowych dziennikarzy, którzy mówią wprost, że to idzie za daleko. Ale w TVP nikomu to nie przeszkadza, a potem powstają tak zmanipulowane kwiatki, jak ten broniący nagród przyznanych przez Beatę Szydło.
24.
Polska Fundacja Narodowa, która okazuje się być największą wtopą PiS. Mocna nazwa, szumne zapowiedzi i kapiszon za wiele milionów złotych. I nawet nie chodzi już o rejs Mateusza Kusznierewicza za 20 mln złotych. W założeniu ma promować Polskę za granicą, w praktyce w sumie też to robi, ale to promocja, której chyba lepiej nie mieć. Bo jak wytłumaczyć to, że nikt nie potrafił tam porozmawiać z dziennikarzem po angielsku, albo publikowanie spotu, który spotkał się z oskarżeniami o plagiat. To jedynie wierzchołek kompromitacji, o której więcej pisaliśmy tutaj. Ta "zabawa" kosztuje nas już 250 mln złotych, a docelowo w ciągu dwóch lat ta suma ma wzrosnąć o ponad drugie tyle. Jak się bawić, to się bawić.
25.
I na koniec wisienka na torcie. – Pokora, praca, umiar, roztropność w działaniu i odpowiedzialność, a przede wszystkim słuchanie obywateli - to są zasady, którymi będziemy się kierować – to słowa Beaty Szydło z kampanii wyborczej. Kurtyna.