Unijny szczyt ws. migracji nie należał do łatwych spotkań.
Unijny szczyt ws. migracji nie należał do łatwych spotkań. Fot. flickr.com/European Council President CC 2.0 NY
Reklama.
Spotkanie unijnych przywódców, którzy wypracowali kolejne rozwiązania problemu rozlokowania migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej było najtrudniejszym od wielu miesięcy. Co prawda, zakończyło się ono przyjęciem wspólnych wniosków i metod postępowania. Jednak jak donoszą dziennikarze obecni w Brukseli, mało brakowało, a wszystko skończyłoby się fiaskiem.
Wszystko zaczęło się od Emmanuela Macrona, który po początkowym przyznaniu, że system relokacji migrantów jest "martwy", na właściwym już spotkaniu znów zaczął lansować go jako sposób na pomoc dla Włoch, które obecnie zmagają się z przypływającymi łodziami pełnymi imigrantów. Dodatkowo, sytuację pogorszyła propozycja przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, w której nie zaznaczono, że relokacja i przyjmowanie imigrantów miałyby być dobrowolne. I właśnie to doprowadziło do sprzeciwu polskiej delegacji, która zaczęła wysyłać sygnały o planowym zerwaniu szczytu. A to pogrzebałoby szansę na wypracowanie kompromisu i pogłębiłoby kryzys polityczny w Unii Europejskiej.
Gdy sytuacja stanęła na ostrzu noża, Donald Tusk zaproponował nowe zapisy porozumienia, które spełniały żądania Polski, Słowacji, Czech i Węgier. Temu z kolei sprzeciwiły się kraje Beneluksu. Wyjść z impasu pomogły kilkugodzinne rozmowy dwustronne Mateusza Morawieckiego, który rozmawiał z Angelą Merkel, Emmanuelem Macronem i Sebastianem Kurtzem.
Unijni przywódcy ustalili, że przyjmowanie uchodźców będzie dobrowolne, a zatrzymani na Morzu Śródziemnym imigranci mają być odsyłani do obozów założonych w Maroku, Tunezji i Algierii.
źródło: rmf24.pl