PiS powoli staje się "partią młodych" – w wyborach samorządowych partię Jarosława Kaczyńskiego poparło 28 proc. najmłodszych wyborców
PiS powoli staje się "partią młodych" – w wyborach samorządowych partię Jarosława Kaczyńskiego poparło 28 proc. najmłodszych wyborców Fot. Sławomir Kamiński / AG

Aż 28 proc. wyborców w wieku 18-29 lat zagłosowało na PiS w wyborach samorządowych. Wielu dlatego, że ma dosyć rządów Platformy i jest rozczarowanych sytuacją na rynku pracy. Ale czy wybór partii Kaczyńskiego przyniesie coś lepszego? Sprawdzamy, co politycy PiS mają do zaoferowania tym, którzy przesądzili o ich zwycięstwie w samorządach.

REKLAMA
Prezes na czele buntu
Równo siedem lat po wyborach parlamentarnych, w których ponad połowa młodych Polaków zagłosowała na Platformę Obywatelską, niemal co trzeci młody wyborca poparł PiS. To zaskoczenie, ale nie do końca. Już wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego sygnalizowały, że sympatie młodego elektoratu się przesuwają. Wtedy 50 proc. wyborców w grupie 18-25 lat oddało swój głos na partię Jarosława Kaczyńskiego bądź Nową Prawicę Janusza Korwin-Mikkego. Pisaliśmy o "dziwnej generacji" – tych, którzy wydawali się fundamentem elektoratu Platformy, a z taką łatwością odpłynęli do innych partii.
Dziś po raz kolejny eksperci głowią się nad odpowiedzią na pytanie, co sprawiło, że PiS stał się partią młodych. Padają odpowiedzi: niepamięć o IV RP, zmęczenie rządami PO, bezrobocie, przymus emigracji... Wszystkie mają w sobie pewnie ziarno prawdy i składają się na ogólny obraz buntującej się przeciwko władzy "młodzieży".
Jednak o ile łatwo w ten sposób uzasadnić głosy na Korwina, czyli na radykalną zmianę i wywrócenie obecnego porządku, o tyle zastanawiające jest poparcie dla Kaczyńskiego i spółki. Bo wczytując się w program PiS można mieć duże wątpliwości, czy akurat oni są w stanie przynieść zmianę.
PiS i PO, bliźniacze programy
"Szansa dla młodych" – tak zatytułowano dokument, który PiS przedstawił w 2011 roku w ramach kampanii przed wyborami parlamentarnymi. Zawierał 11 bloków zobowiązań, które do dziś stanowią szkielet przekazu partii skierowanego do najmłodszego elektoratu. Wtedy szczególnie mocno podkreślano dwa postulaty: zobowiązanie utrzymania 51 proc. ulgi komunikacyjnej dla uczniów i studentów "bez względu na sytuację budżetową" (czyli w sumie nic nowego, bo ulgi nikt nie chce znosić) oraz likwidację płatności za drugi kierunek studiów (też nieaktualne, bo od przyszłego roku drugi kierunek znów będzie darmowy).
Partia zapowiedziała też wprowadzenie "progów ostrożnościowych", po przekroczeniu których rząd będzie musiał podjąć działania zmniejszające bezrobocie (nie wiadomo, jakie działania i od jakiego progu) oraz powołanie funduszu na stypendia zagraniczne dla studentów i doktorantów.
Zapewnienie bezpieczeństwa w szkołach i na boiskach, zwiększenie liczby godzin historii w liceach, odbudowa profesjonalnego szkolnictwa zawodowego – to kolejne zobowiązania z tego programu. Trudno uznać je za przełomowe, szczególnie jeśli chodzi o ogólną poprawę perspektyw życiowych. Tym bardziej, że np. Platforma też obiecuje, że położy większy nacisk na "zawodówki". Podobnie jak PiS w swoim programie ma również obietnice zwiększenia ulg dla młodych małżeństw i budowy żłobków, co z różnym skutkiem realizuje.
Swoją drogą to charakterystyczne – przenikanie się programów dwóch największych partii i ich ogólnikowość.
"Polecieli" na populizm
Gdzie konkrety? Trzy lata po pierwszym programie dla młodych PiS przedstawił kolejny – tym razem epatując liczbami. Na początku tego roku usłyszeliśmy, że PiS stworzy 1,2 mln nowych miejsc pracy dla młodych, co umożliwi Narodowy Program Zatrudnienia. Zakłada on m.in. obniżenie składek na ubezpieczenia społeczne w gminach szczególnie dotkniętych bezrobociem i preferencje podatkowe dla osób zatrudniających absolwentów szkół (także zwrot zapłaconego podatku dla przedsiębiorców zatrudniających absolwentów).
Program PiS dla młodych

Zakłada, że Polska powinna wydawać na politykę prorodzinną ok. 4 proc. PKB. PiS zobowiązuje się wprowadzić comiesięczny dodatek rodzinny w kwocie 500 zł na drugie i na kolejne dzieci do 18. roku życia. Chce też zwiększenia dostępu do świadczeń rodzinnych, zerowej stawki VAT na ubrania dziecięce, wydłużenia urlopów macierzyńskich i wychowawczych.

Brzmi obiecująco, tak samo jak propozycje w ramach programu taniego budownictwa mieszkaniowego. "Teraz można kupić mieszkanie od dewelopera, ale jest drogo. My proponujemy pakt między bankami. Powstanie instytucja państwowa, której skarb państwa przekaże grunty, uzbrojone z funduszy unijnych. Liczymy, że takie mieszkanie, nie powinno być droższe niż 2,5-3 tys. za m kw. Młodzi ludzie będą wpłacali pieniądze do banków. Po 30-40 latach stanie się własnością rodziny" – mówił kilka miesięcy temu poseł i kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda.
Oczywiście zawsze pozostają pytania: ile to będzie kosztowało? Kto za to zapłaci? Czy te propozycje po dojściu do władzy PiS będą w ogóle wykonalne? Tyle że bez wyborczego zwycięstwa partii Kaczyńskiego nie da się na nie odpowiedzieć. Dzisiaj jesteśmy skazani na założenia programowe, które - o czym świadczą wyniki wyborów - choć populistyczne, przemawiają do sporej rzeszy młodych ludzi.
Kurs na młodość
Kto wie, czy młodych zwolenników PiS nie będzie stale przybywać. Nie tylko z powodu zniechęcenia rządami PO. Zaplecze Kaczyńskiego zaczęło dostrzegać potencjał w najmłodszej grupie wyborców, o czym świadczy choćby wystawienie młodego Dudy przeciwko Komorowskiemu w wyborach prezydenckich. W ten sposób chce wykreować konflikt pokoleń i przyciągnąć młody elektorat, być może doprowadzając do drugiej tury.
Co potem? Może nawet scenariusz do niedawna niewyobrażalny. Ten, w którym ci sami młodzi, którzy w 2007 roku utorowali drogę do władzy Tuskowi, w 2015 oddadzą stery Kaczyńskiemu.