
W ciągu czterech tygodni odwiedziliśmy z fotografem osiem miejscowości – Wejherowo, Łagów, trzy wioski tematyczne w okolicach Bolesławca, Węgorzyno, Karwowo i Szczecin. Przejechaliśmy 3728 km, ja nagrałam godziny rozmów, Teodor – fotograf zrobił setki zdjęć. W czasie kiedy my poznawaliśmy Polskę, dom badawczy PBS zrobił na nasze zlecenie badania opinii publicznej pod tytułem: "Zadowolenie z warunków życia wśród mieszkańców wsi oraz miast powyżej 100 tys. mieszkańców". Oto, co nam wyszło.
REKLAMA
Z badań wynika, że nie zazdrościmy sobie i większość osób jest zadowolona z miejsca, w którym mieszka. Z kolei z moich obserwacji terenowych wynika, że nie ma się czemu dziwić. Osoby, z którymi się spotkałam bardzo świadomie wybierały miejsce, w którym mieszkają. Młodsi, jak Kasia i Filip z Wejherowa czy Agata z Węgorzyna, bardzo lubili swoje miejscowości, ale brali pod uwagę, że kiedyś stamtąd mogą wyjechać. Do swojego życia podchodzą zadaniowo.
Im starsi ludzie, tym mniej chętnie mówili o przeprowadzce. Renata, Piotrek, Sławek i Aneta ze Szczecina podkreślali rolę jak ważną rolę w ich życiu gra stałość – wieloletni przyjaciele, ta sama praca od lat, ulubione bułki w sklepie pod domem.
U młodych najmniej stałym elementem jest właśnie praca i to ze względu na nią są gotowi na przeprowadzki.
U mieszkańców Karwowa, czyli bardzo małej poPGRowskiej wsi zmiana była pożądana przede wszystkim we własnej miejscowości. Kobiety, z którymi rozmawiałam bardzo wyraźnie podkreślały potrzebę odmienienia swojej okolicy, sposobu myślenia mieszkańców. To były lokalne rewolucjonistki. Jednak największa z nich, Beata, zaznaczała równocześnie, że panicznie boi się miasta – nie wie czy odnalazłaby się wśród tramwajowych rozkładów jazd i wszechobecnej elektroniki. Bez skrępowania przyznawała, że najprawdopodobniej nie potrafiłaby dzisiaj otworzyć drzwi w hotelu, bo działają one na karty magnetyczne. Nie wyobrażała sobie także zamieszkania gdziekolwiek poza Karwowem.
Boją się wyjechać, ale nie boją się działać
Ludzie z typowych wsi nie chcą zmieniać miejsca zamieszkania, ale chętnie działają w ramach swoich wspólnot. Oczywiście nie wszyscy, potrzebny jest lider, ale na wsi dużo wyraźniej widać działania aktywistów społecznych. Szczecinianie zapytani o swoich liderów nie do końca wiedzieli kim oni są, nie zdawali sobie też sprawy, co się w ich miejscowości dzieje, jeśli chodzi o działania aktywistów. Na wsi każdy pozdrawiał lidera, machano mu z ulicy. Liderzy podkreślali, że są bardzo surowo oceniani, ich praca jest rozliczana. To się potwierdziło w naszym badaniu, wśród mieszkańców wsi 49,3 proc. ma poczucie współdecydowania o sprawach swojej okolicy, w mieście jest to 37 proc.
Ludzie z typowych wsi nie chcą zmieniać miejsca zamieszkania, ale chętnie działają w ramach swoich wspólnot. Oczywiście nie wszyscy, potrzebny jest lider, ale na wsi dużo wyraźniej widać działania aktywistów społecznych. Szczecinianie zapytani o swoich liderów nie do końca wiedzieli kim oni są, nie zdawali sobie też sprawy, co się w ich miejscowości dzieje, jeśli chodzi o działania aktywistów. Na wsi każdy pozdrawiał lidera, machano mu z ulicy. Liderzy podkreślali, że są bardzo surowo oceniani, ich praca jest rozliczana. To się potwierdziło w naszym badaniu, wśród mieszkańców wsi 49,3 proc. ma poczucie współdecydowania o sprawach swojej okolicy, w mieście jest to 37 proc.
Co jest najważniejsze?
Moje odczucia po rozmowie z mieszkańcami miast i wsi trochę różnią się względem tego, co wykazało badanie. Nasze priorytety generalnie się pokrywają, ale o ile na badaniu wyszło że dla Polaków najważniejsze jest zdrowie, o tyle ja odebrałam wrażenie, że absolutnym priorytetem są ludzie, a raczej ucieczka przed samotnością, której boimy się najbardziej. I nawet w najzdrowszym ciele nie będzie zdrowego ducha, jeśli nie będzie miał on swojej bratniej duszy.
Moje odczucia po rozmowie z mieszkańcami miast i wsi trochę różnią się względem tego, co wykazało badanie. Nasze priorytety generalnie się pokrywają, ale o ile na badaniu wyszło że dla Polaków najważniejsze jest zdrowie, o tyle ja odebrałam wrażenie, że absolutnym priorytetem są ludzie, a raczej ucieczka przed samotnością, której boimy się najbardziej. I nawet w najzdrowszym ciele nie będzie zdrowego ducha, jeśli nie będzie miał on swojej bratniej duszy.
Z badaniami nie do końca pokrywa mi się też to, co usłyszałam na temat pracy od mieszkańców i mieszkanek wsi. Wyniki naszego reaserchu pokazały, że znacznie więcej mieszkańców miast wskazało ciekawą i satysfakcjonującą pracę jako aspekt szczęśliwego życia. Natomiast to, jak ważna jest dla nich praca, bardzo wyraźnie podkreślały mi mieszkanki Karwowa oraz ludzie działający w wioskach tematycznych. Bogusia zaznaczyła, że dzięki pracy znalazła dla siebie miejsce w życiu, po tym, gdy jej dzieci wyprowadziły się z domu. Pozwoliła rozwinąć skrzydła, poszerzyć horyzonty, zdobyć nowe znajomości, otworzyć się na świat. Bogusia podkreślała, że jej praca nie ma dla niej na razie wielkiego wymiaru materialnego, ponieważ wszystkie zyski lokuje w swoim biznesie.
Podobnie jak kobiety z Karwowa, które założyły swoją spółdzielnię pracy. Jak podkreślają, na razie to nie są wielkie zyski, ale stała posada pozwala im budować poczucie własnej wartości i rozwijać sieć kontaktów.
Co ciekawe, miasto z kolei podkreślało właśnie finansowy wymiar zatrudnienia. Sławek był już zmęczony swoją pracą, a Piotr spytał Renaty, która najbardziej fascynowała się swoim zajęciem, czy byłaby tak samo zadowolona, gdyby zarabiała 800 zł.
Takie podejście tym bardziej dziwi, bo według badania najliczniejsza grupa pracowników na wsi ma dochód miesięczny na osobę w gospodarstwie domowym, który nie przekracza 800 zł (34 proc) z kolei w mieście analogiczna grupa pracowników zarabia powyżej 2 300 zł (32 proc). Na wsi też częściej zdarzają się sytuacje, kiedy nie starcza do pierwszego (46,8 proc).
Wieś zapracowana
Ciekawym wnioskiem płynącym z badania jest to, że to wieś jest bardziej zapracowana od miasta. Na pytanie o to, jak często zdarza się panu/pani chwila tylko dla siebie 54 proc. mieszkańców miasta odpowiedziała: codziennie lub prawie codziennie. Takiej odpowiedzi udzieliło zaledwie 39,9 proc. mieszkańców wsi.
Ciekawym wnioskiem płynącym z badania jest to, że to wieś jest bardziej zapracowana od miasta. Na pytanie o to, jak często zdarza się panu/pani chwila tylko dla siebie 54 proc. mieszkańców miasta odpowiedziała: codziennie lub prawie codziennie. Takiej odpowiedzi udzieliło zaledwie 39,9 proc. mieszkańców wsi.
Wieś nie tylko pracuje zawodowo i to wcale nie na roli, lecz także działa lokalnie i zajmuje się własnym gospodarstwem. Trzeba wziąć pod uwagę odległość od miejsca pracy, która dla mieszkańców wsi jest znacznie większa, a komunikacja między ośrodkami nie zawsze jest najlepsza. Mieszkaniec miasta wraca do domu po ośmiu godzinach pracy i może pozwolić sobie na więcej swobody.
Jednak według badania to wieś chętniej spotyka się w domach, wspólnie ogląda filmy. Miasto z kolei korzysta ze swoich atrakcji, kina czy kawiarni. I właśnie tych atrakcji zazdroszczą mieszczuchom mieszkańcy prowincji. Miasto z kolei tęskni za spokojem i przyrodą oraz dobrym jedzeniem.
Słoiki nie jadą ze wsi
Prawdą jest to, co powiedziała w rozmowie ze mną socjolożka Ruta Śpiewak, nie ma tarć między miastem i wsią. Z pewnością jest niezrozumienie. Jeden z moich miejskich rozmówców stwierdził, że teraz na wsi z pewnością jest wiele lepiej niż kiedyś, bo mają oni dostęp do internetu i telewizji satelitarnej. Z kolei mieszkanki wsi zaznaczyły, że właśnie te media są największym niszczycielem wiejskiego życia i spowolniły one wiele zmian, które mogły zajść znacznie szybciej.
Prawdą jest to, co powiedziała w rozmowie ze mną socjolożka Ruta Śpiewak, nie ma tarć między miastem i wsią. Z pewnością jest niezrozumienie. Jeden z moich miejskich rozmówców stwierdził, że teraz na wsi z pewnością jest wiele lepiej niż kiedyś, bo mają oni dostęp do internetu i telewizji satelitarnej. Z kolei mieszkanki wsi zaznaczyły, że właśnie te media są największym niszczycielem wiejskiego życia i spowolniły one wiele zmian, które mogły zajść znacznie szybciej.
Zabawnym wynikiem badania jest to, że „słoiki” czyli jedyna prowincjonalna grupa, która została nazwana przez miastowych w deprecjonujący sposób, wcale nie pochodzi ze wsi. Amatorzy jedzenia przewożonego w szkle, jeżdżą bowiem z miasta do miasta.
Całość badania można zobaczyć tutaj.
