Nie tylko Januszowi Korwin-Mikkemu dziecko zaszkodziło w karierze politycznej.
Nie tylko Januszowi Korwin-Mikkemu dziecko zaszkodziło w karierze politycznej. Fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta

Janusz Korwin-Mikke musi się tłumaczyć za córkę-złodziejkę. Media ochoczo podłapują każde kłopoty rodzinne polityków: znalezienie trawki u syna ministra Halickiego, rozwód Marty Kaczyńskiej czy zdjęcie Mai Rostowskiej przy obscenicznym plakacie. Tylko co to ma wspólnego z polityką?!

REKLAMA
Politycy, świadomi czujności mediów, starają się nie wystawiać przed obiektywy paparazzich w kompromitujących sytuacjach. Czasem o tym zapominają i kończy się jak w przypadku Łukasza Pawełka, skarbnika PO, który pod wpływem alkoholu zasnął na ulicy. Jednak wyuczonej ostrożności nie mają rodziny polityków.
Kłopoty Korwina
A to pozostawia tabloidom duże pole do działania. Już w ciągu kilku minut można znaleźć kilka przypadków dzieci, które sprawiły problemy swoim rodzicom. Najnowszy przypadek to Korynna Korwin-Mikke, którą złapano na kradzieży w markecie budowlanym.
Przemysław Wipler

My jako dorośli ludzie nie odpowiadamy za błędy innych dorosłych ludzi. Błędy popełniane w sferze prywatnej są absolutnie poza polityką. Jeżeli dane zdarzenie opisywane przez media faktycznie miało miejsce, to powiem tak: rodzice bardzo często mają przykrości z powodu swoich dzieci i wstydzą się za różne błędy nawet wtedy, gdy są one już dorosłe. Czytaj więcej

Źródło: "Bez autoryzacji", naTemat
Tania sensacja
Nie można się z Przemysławem Wiplerem nie zgodzić. Korynna Korwin-Mikke nie jest politykiem. Co prawda startowała w wyborach do Parlamentu Europejskiego, ale jak sama przyznawała w rozmowie z naTemat była tylko wypełniaczem na liście, by wypełnić obowiązek 35-procentowego udziału kobiet. Ale nie pełni podmiotowej roli, by uprawnione było opisywanie jej problemów z prawem. Jedynym powodem jest nazwisko.
Tak jak w przypadku rozpisywania się o synu Andrzeja Halickiego. Złapano go z niewielką ilością marihuany, ale temat był wałkowany, szczególnie przez tabloidy. – Możecie się zajmować czymś poważniejszym. To nie jest poważna sprawa – komentował już wtedy Halicki. Na podobnym poziomie jest robienie afery z wypadku drogowego, jakich są w Polsce tysiące, tylko dlatego, że jednym ze sprawców jest córka posła PiS.
Rodzina i polityka
Takie sprawy, typowo obyczajowe i nie mające związku z pracą w parlamencie, trzeba oddzielić od pisania o wykorzystywaniu funkcji publicznych do faworyzowania rodziny. Słynne są już przypadki nepotyzmu w PSL, ale czystego sumienia nie mają inne partie. Donald Tusk musiał się tłumaczyć z pracy swojego syna dla Marcina P., właściciela Amber Gold.
Poseł SLD Ryszard Zbrzyzny był oskarżony o składanie fałszywych zeznań, które miały oczyścić jego syna. Prokuratura chciała nawet, by polityk stracił immunitet.
Sami sobie winni
Ale jest też druga strona medalu. Bo jeśli politycy oczekują od mediów, że zostawią ich rodziny w spokoju, sami także nie powinni ich wykorzystywać do zdobywania głosów. Bo - szczególnie w kampanii wyborczej - często pokazują się w towarzystwie dzieci, chcąc ocieplić swój wizerunek. Jak na przykład poseł Zbigniew Girzyński, do niedawna w PiS, który sezonie ogórkowym umieścił na Facebooku zdjęcie swojego syna pomagającego mu w Sejmie.
Jeszcze dalej poszedł Jarosław Kaczyński, który w kampanii prezydenckiej w 2010 roku intensywnie eksponował Martę Kaczyńską. Później politycy PiS krytykowali, że media zajmują się jej życiem osobistym. Na pograniczu tych sfer jest Maya Rostowska, o której zrobiło się głośno z powodu zdjęcia, gdzie pozuje na tle wulgarnego plakatu. Bo poza tym, że była córką ówczesnego ministra finansów, pracowała też w MSZ.
Rola mediów
Osobą publiczną, a jednocześnie dzieckiem znanego polityka jest też Przemysław Czarnecki, syn Ryszarda, wiceprzewodniczącego PE. Kiedy niedawno został posłem (objął mandat po wyborach do PE), przypomniano oskarżenia o udział w demolowaniu stadionu w Wilnie.
Kłopoty ze swoimi dziećmi mieli też Marek Sawicki, Bogdan Zdrojewski, Tadeusz Cymański, Lech Wałęsa, Wanda Nowicka czy Bolesław Piecha. I ta lista będzie się wydłużała, bo dla politycznej konkurencji nie ma łatwiejszego sposobu na atak, niż uderzenie w rodzinę. Ważne tylko, by media, które pierwsze trafią na informację o rodzinie polityka umiały ocenić kiedy za pisaniem o tym przemawia interes publiczny, a kiedy tylko tania sensacja. I w tym drugim przypadku umiały się powstrzymać przed kliknięciem "publikuj".
Później, kiedy wiadomość stanie się publiczna, inne redakcje nie mogą jej zignorować i nakręca się spirala. Zupełnie niepotrzebnie, bo to, jak zachowują się dzieci, nie ma przełożenia na to, jakim jest się politykiem.