Marsz osobliwości. Muzyk w dredach, ochroniarz i reżyser nawołujący do politycznego mordu wystartują w wyborach

Janusz Korwin-Mikke, Grzegorz Braun, Waldemar Deska i Marian Kowalski będą w wyborach prezydenckich reprezentować polityczny plankton.
Janusz Korwin-Mikke, Grzegorz Braun, Waldemar Deska i Marian Kowalski będą w wyborach prezydenckich reprezentować polityczny plankton. Fot. K.Miller/ T.Rytych/AG/youtu.be/6kkAMbeBXcM
Wybory prezydenckie to najlepsza okazja do wypromowania się i zdobycia kapitału, który może posłużyć za początek nowej partii politycznej. Dlatego i w tym roku poza kandydatami głównych partii zobaczymy masę politycznego planktonu: byłego muzyka reggae Waldemara Deskę, nawołującego do strzelania do dziennikarzy Grzegorza Brauna czy pochłoniętego ideą Jednomandatowych Okręgów Wyborczych Pawła Kukiza.


Ulubieniec środowisk konserwatywnych, gwiazda prawicowej kinematografii Grzegorz Braun chce zostać prezydentem. Choć nie jest demokratą, wystartuje, bo chodzi o Państwo Polskie. Do tego Waldemar Deska, były muzyk reggae, a dzisiaj kandydat Partii Libertariańskiej, której podstawowym postulatem jest likwidacja instytucji państwa i zostawienie jego zadań wolnemu rynkowi.


W wyścigu zameldują się też Janusz Korwin-Mikke, ostatnio znany jako ojciec swoich dzieci i zapewne Paweł Kukiz, choć on ciągle liczy na wprowadzenie Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW) przez rewoltę górników. Swojego kandydata wystawi też zapewne lewica spod znaku ruchów lokatorskich i Partii Zieloni, wiele wskazuje na to, że będzie to Anna Grodzka. Startuje też oskarżony o pobicie Marian Kowalski z Ruchu Narodowego. Tak w tej chwili wygląda peleton politycznego planktonu w wyborach prezydenckich.


Wybory prezydenckie opierają się na osobowościach, ale nie da się poprowadzić kampanii bez pieniędzy i struktur. Pierwszą barierą jest już konieczność zebrania 100 tys. podpisów. Dla kandydata, który nie ma oparcia w partii albo innej organizacji z ogólnopolskimi strukturami to mission impossible. Ale dla niektórych kandydatów i środowisk już wymienianie ich jako potencjalnych kandydatów to spory sukces i duża reklama.

Waldemar Deska

Do takich można zaliczyć Waldemara Deskę, który ma zamiar reprezentować Partię Libertariańską. Sama partia powstała w czerwcu 2014 roku, nie zdobywając większego rozgłosu. Nie zdobędzie go raczej także Deska, którego największymi sukcesami jest gra na klawiszach w zespole Daab i walka o swoją samowolę budowlaną.


Deska postawił domek na swojej działce niedaleko Kazimierza Dolnego, a urzędnicy naturalnie nakazali rozbiórkę. Deska rozpoczął batalię, w której wiele mówił o poszanowaniu godności człowieka, o granicach interwencji państwa i poszanowaniu konstytucji. O sprawie napisały ogólnopolskie media, ale sądowa batalia niechybnie zmierza do przegranej. Jednak wokół sporu zgromadziła się grupa ludzi o podobnych przekonaniach. Trudno ją nazwać wielką: fan page Szopa Waldemara Deski ma niewiele ponad tysiąc polubień.

Ale dla tak niewielkiego środowiska jak Partia Libertariańska kilka wzmianek od Desce to duża reklama. Tym bardziej, że trudno wskazać na różnice między nimi a partią Janusza Korwin-Mikkego. Oczywiście poglądy Krula to nie libertarianizm, ale dla przeciętnego wyborcy trudno to rozróżnić.

Janusz Korwin-Mikke

Janusz Korwin-Mikke także zalicza się do planktonu, bo choć dzisiaj pełni funkcję polityczną (jest posłem do Parlamentu Europejskiego), jego partia jest mała i biedna. Do tego osłabiły ją ostatnie konflikty wewnętrzne, które spowodowały, że dzisiaj Korwin-Mikke jest biedny jak mysz kościelna - wszystkie pieniądze zostały w Kongresie Nowej Prawicy (jak opisywałem w naTemat to spore kwoty). Teraz Krul będzie musiał znowu apelować o przesyłanie kieszonkowego.

Do tego cały czas pod znakiem zapytania stoi kondycja Korwin-Mikkego. Jak mówią nasze źródła w obozie, prezes jest zmęczony po kampanii do Parlamentu Europejskiego, w dodatku mocno ograniczają go obowiązki w Brukseli i Strasburgu. To najprawdopodobniej jego ostatnia kampania, co rozumieją także ludzie w jego środowisku - rozłam to efekt przepychanek o pole position w walce o zastąpienie Korwin-Mikkego. Swoją drogą opuszczony przez swojego założyciela Kongres Nowej Prawicy też będzie chciał wystawić własnego kandydata, co tylko zwiększy tłok w peletonie.

Grzegorz Braun

Na prawicy będzie ciasno, bo start zapowiedział też Grzegorz Braun, ceniony w środowisku wyznawców teorii zamachu reżyser i publicysta. Nie wiadomo czy nie przeszkodzi mu w tym wyrok za obrazę sądu - Braun odsiedział tydzień w areszcie. Udało mu się za to z wypowiedzią o strzelaniu do dziennikarzy - prokuratura uznała, że reżyser nie popełnił przestępstwa.

Choć w oświadczeniu opublikowanym w sieci Braun przekonuje, że nie jest demokratą, chce walczyć o Państwo Polskie. Reżyser nie ma jeszcze sztabu (tylko "grupę przyjaciół" jak słyszymy w jego otoczeniu), założył już stronę internetową, ale na razie poza listem z dalekiego Ohio nie ma tam żadnych informacji.

Niezależnie od wyniku (zakładając, że zbierze podpisy) Grzegorz Braun i tak w drugiej turze przekaże poparcie Andrzejowi Dudzie, a jego wpływ na wynik pierwszej jest praktycznie nieistotny. Wszak w przeciwieństwie dla Magdaleny Ogórek nie stanowi alternatywy dla urzędującego prezydenta, nie odbierze mu głosów przybliżając wizję drugiej tury.

Ale to nie znaczy, że kandydatura Brauna zaszkodzi kandydatowi PiS-u. Takie wrażenie można odnieść po histerycznej reakcji niektórych publicystów piszących w związanym z PiS serwisie braci Karnowskich. Tymczasem Braun zmobilizuje skrajnie prawicowych wyborców, którzy w tej kampanii będą opuszczeni. PiS i Duda w walce o centrum będą unikać stanowczych i ostrych wypowiedzi, nie będzie “mobilizowania twardego elektoratu”.

Ten w większości i tak zagłosuje na kandydata PiS, pozostałych z domu wywabi właśnie Braun. A później przekaże swoje pół procenta Andrzejowi Dudzie. Niewiele, ale grosz do grosza…

Marian Kowalski

Cichym sojusznikiem Dudy będzie też zapewne Marian Kowalski z Ruchu Narodowego. W jego przypadku zebranie podpisów jest właściwie pewne – narodowcy mają dobrze rozwinięte struktury, co widać podczas organizowania wyjazdów na Marsze Niepodległości. Jednak to nie zapewnia wyniku, to dopiero wstęp.

Dopóki RN nie wypracuje spójnego programu, nie osiągnie dobrego wyniku. Na dzisiaj celem wydaje się trzy procent w wyborach parlamentarnych. Temu przyświecała operacja przekształcenia Ruchu w partię polityczną. Jeśli uda się przekroczyć magiczną barierę, do narodowców popłyną pieniądze z budżetu. Kandydatura Kowalskiego ma na celu tylko promowanie Ruchu w darmowym czasie reklamowym i podczas debat.

Paweł Kukiz

Niejasne sygnały płyną od Pawła Kukiza. Z jednej strony deklaruje gotowość startu - wszystko dla idei Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Kukiz powtarza ten zwrot jak mantrę, dla niego to remedium na wszystkie bolączki współczesnego świata. Jeszcze w czasie protestów na Śląsku muzyk i radny dolnośląskiego sejmiku przewidywał, że nagromadzone niezadowolenie może wybuchnąć i całkowicie odsunąć w cień wybory.

Jednak po podpisaniu porozumień nadal trudno było wyciągnąć od niego konkrety. Być może muzyk zdaje sobie sprawę z niewielkich szans i sporych wydatków - zarówno finansowych, jak i energetycznych - z jakimi wiąże się prowadzenie kampanii. Raczej nie będzie miał też wystarczającego oparcia w Bezpartyjnych Samorządowcach, których ma być kandydatem. To ugrupowanie, które na ogólnopolskiej scenie praktycznie nie istnieje.

Anna Grodzka (?)

Prawica ma zdecydowaną przewagę liczebną, ale lewica też wystawi swojego kandydata. W środowisku skupionym wokół Partii Zieloni właśnie rozpoczęła się procedura prawyborów. Bierze w niej udział 14 podmiotów, na razie zgłoszono trójkę kandydatów. W tej chwili ujawniono tylko nazwisko Anny Grodzkiej. – Pozostałe dwie kandydatury zostały zgłoszone, ale nie ma jeszcze zgody kandydatów – wyjaśnia w rozmowie z naTemat Bogumił Kolmasiak, rzecznik Zielonych.

O możliwym starcie byłej posłanki Twojego Ruchu pisaliśmy już w naTemat. Wtedy Grodzka mówiła, że jeszcze nie przyjęła, ani nie odrzuciła propozycji. Teraz, jak widać, zgodziła się na start w prawyborach, ale wszystko wskazuje na to, że wygra je w przedbiegach - to ona jest najbardziej znaną postacią tego środowiska.

I znowu, jej wynik będzie zapewne szczątkowy, ale kampania wyborcza posłuży do promowania programu i logotypu swojej partii. I o to chodzi kandydatom reprezentującym polityczny plankton.