W czasach Donalda Tuska funkcja rzecznika rządu bardzo mocno się  zmieniła...
W czasach Donalda Tuska funkcja rzecznika rządu bardzo mocno się zmieniła... Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Od chwili zdymisjonowania Iwony Sulik trwa gorąca dyskusja na temat potencjalnych następców skompromitowanej rzeczniczki rządu. Dziś najważniejsze pytanie w tej sprawie dotyczy jednak tego, czy premier Ewa Kopacz postawi wreszcie na rzecznika prasowego z prawdziwego zdarzenia, czy też kontynuować będzie zapoczątkowaną przez Donalda Tuska "tradycję" obsadzania tego stanowiska jedynie pro forma. Co ostatnimi czasy czynią już w zasadzie wszystkie partie...

REKLAMA
Spekulacje na temat nazwiska nowego rzecznika prasowego Rady Ministrów rozpalają emocje osób zainteresowanych polityką, bo wciąż mają oni przed oczami obraz tego fachu wykreowany w latach 80-tych i 90-tych. W Białym Domu, czy na Downing Street 10 sprawni rzecznicy rządu bywali wówczas "drugimi po bogu", bo potrafili nakreślać odpowiednią narrację od ręki nawet w najtrudniejszych dla rządu chwilach.
Trochę historii...
Wartość dobrego rzecznika doceniali nawet PRL-owscy przywódcy w Warszawie. Wizerunek rządów Wojciecha Jaruzelskiego, Zbigniewa Messnera, a na koniec Mieczysława Rakowskiego niestrudzenie próbował ratować Jerzy Urban. Uznawany dziś za jedną z najbardziej paskudnych person w polskich mediach i polityce na status ten zasłużył nie tylko swym charakterem. Taką miał też pracę. I czego by o nim nie mówić, wykonywał ją skutecznie.
O wiele wyższe standardy etyczne przy równie wysokich kompetencjach technicznych prezentowała też demokratyczna następczyni Urbana, czyli Małgorzata Niezabitowska. W czasach, gdy dziennikarze na rządowych konferencjach nie byli tak powściągliwi w zadawaniu trudnych pytań jak dziś i często wprost powtarzali to, o co pytała ulica, Niezabitowska skutecznie zdejmowała z barków Tadeusza Mazowieckiego konieczność zapowiadania trudnych reform, czy uspokajania emocji tracącego wpływy komunistycznego establishmentu.
Tak rola rzecznika prasowego rządu wyglądała mniej więcej przez kolejne piętnaście lat, gdy twarzami Rady Ministrów byli nie tylko kolejni premierzy, ale i ich rzecznicy. Część z nich - jak Jarosław Sellin i Krzysztof Luft u Jerzego Buzka, czy Michał Tober w gabinecie Leszka Millera - grała też rolę kluczowych spin doctorów, dla których kampania wyborcza trwała nawet, gdy o wyborach nikt inny jeszcze zbyt poważnie nie myślał.
Rzecznik nie-prasowy
Gdy w Kancelarii Premiera pojawił się Donald Tusk, funkcja rzecznika rządu mocno się jednak zmieniła. Pozostały zadania spindoctorskie, ale zauważenie w mediach rzecznika Rady Ministrów zaczęło graniczyć z cudem.
logo
Paweł Graś był rzecznikiem raczej unikającym prasy... Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Kres dawnej erze przyniosła nominacja dla Pawła Grasia. Przez pięć lat, które spędził on na tym stanowisku, łatwiej było dowiedzieć się od premiera Donalda Tuska, co u Grasia niż na odwrót. - Byłemu premierowi było to na rękę, bo wolał mieć eksperckie zaplecze i samodzielnie wcielać w życie ich rady. Ewę Kopacz podobna taktyka może jednak chyba wiele kosztować - słyszę od jednej z posłanek Platformy.
- Koncepcja Donalda Tuska była generalnie taka, że rząd jest niedostępny informacyjnie - komentuje natmiast Jacek Żakowski. - Jeżeli polityka rządu jest poważna, potrzebny jest też dobry rzecznik. Im polityka jest uprawiana mniej poważnie, tym ci rzecznicy stają się mniej potrzebni. Osoby pełniące wysokie funkcje państwowe muszą więc zdecydować, czy chcą robić to na poważnie i od kontaktów z mediami mieć rzeczników, czy być celebrytami lub żyć w ukryciu - tłumaczy.
"Era Grasia" trwa
Ewie Kopacz doświadczony publicysta odradza obie z tych dróg. Jacek Żakowski przypomina, że w zapowiadających się na trudne czasach rządowi przyda się wreszcie profesjonalista, który będzie potrafił inicjować i organizować debatę publiczną. Rozumianą nie jako gaszenie politycznych pożarów i przebiegającą choć trochę na zasadach zaproponowanych przez Radę Ministrów, a nie drugą stronę.
W niedzielę w Kancelarii Premiera na rozmowach dotyczących obsady zwolnionego po zdymisjonowanej za współpracę z opozycją Iwonie Sulik pojawiła się podobno była rzeczniczka rządu Małgorzata Kidawa-Błońska, główny doradca w gabinecie politycznym pani premier Sławomir Nitras i rzecznik klubu parlamentarnego PO Paweł Olszewski. Jeżeli Ewa Kopacz wybierać będzie właśnie z tego grona, kontynuację koncepcji "rządu niedostępnego informacyjnie" i rzecznika powołanego pro forma mamy jak w banku.
Dostojne wycofanie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej już przecież znamy. Sławomir Nitras to polityk lepiej realizujący się w zakulisowych negocjacjach niż w mediach. Co tylko potwierdził niezręcznie tłumacząc, że problemy obecnej premier to wina... "dołku styczniowo-lutowego". Natomiast Paweł Olszewski zabiera publicznie głos ostatnim czasy tak rzadko, że chyba sam musi czasem zapominać, że jest sekretarzem klubu parlamentarnego PO i w związku z tym pełni też zadania rzecznika.
Hofman był tylko jeden?
W polskiej polityce dobrych rzeczników w ostatnich latach zresztą ze świecą można szukać nie tylko w środowisku platformerskim. W Sojuszu Lewicy Demokratycznej Dariusz Joński zawsze wygląda przed kamerami na niezwykle pewnego siebie, ale niektórymi wypowiedziami sprawia, że partia Leszka Millera więcej w oczach wyborców traci niż zyskuje. Rzecznikiem prasowym w starym dobrym stylu próbował być Andrzej Rozenek, ale po coraz większych kłopotach Twojego Ruchu właściwie nie ma już kogo i czego reprezentować.
Jak zwraca uwagę Jacek Żakowski, do niedawna rzecznika prasowego z prawdziwego zdarzenia miało więc tylko Prawo i Sprawiedliwość. - Adam Hofman nie był słabeuszem - stwierdza publicysta. I podkreśla, że Hofman wydatnie pomagał przedstawiać prezesowi swojego ugrupowania określoną wizję, którą PiS proponuje Polakom. Skutecznie chronił też Jarosława Kaczyńskiego, gdy media napierały zbyt mocno.
logo
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Teraz Jarosław Kaczyński publicznych wystąpień raczej unika. Jak pisał niedawno w naTemat Michał Gąsior, w PiS tłumaczą, że celowo usunął się w cień, by nie przytłaczać kampanii prezydenckiej prowadzonej przez Andrzeja Dudę. W partii nie ukrywają jednak również tego, że prezes Marcina Mastalerka na następcę Adama Hofmana namaścił raczej z rozsądku i niezbyt finezyjne medialne poczynania nowego rzecznika po prostu nie wzbudzają jego zaufania.
Kopacz to nie Obama...
A może czas rzeczników w polityce rzeczywiście na dobre minął i rację miał Donald Tusk, który wolał milczeć lub sprawy z mediami brać we własne ręce? Podobnie od lat swoją pozycję budują przecież też Barack Obama w USA, czy David Cameron w Wielkiej Brytanii. Za Odrą Steffen Seibert bywa dosłownie rzecznikiem rządu, bo najważniejszych decyzji kanclerskich Angela Merkel również broni sama.
O tym, że bez rzecznika "daje sobie świetnie radę" także Ewa Kopacz próbowała przekonywać nas w piątkowym "Bez autoryzacji" Julia Pitera. I moglibyśmy w to nawet uwierzyć, gdyby europosłanka Platformy nie powiedziała tego w dniu, w którym szefowa rządu zaszyła się w swojej kancelarii...