SLD nie wierzy w Ogórek i nie chce być obciążone porażką? Sztab rezerwowych i niewielkie wsparcie

SLD dystansuje się od kampanii Magdaleny Ogórek.
SLD dystansuje się od kampanii Magdaleny Ogórek. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Magdalena Ogórek zbiera ciosy ze wszystkich stron. Pomimo to konsekwentnie milczy. Ale nie broni jej także jej sztab. Jego szefem został nieznany szerzej szef wielkopolskich struktur partii, który raczej nie będzie aktywny medialnie. W sztabie nie będzie też jednego z głównych medialnych wojowników partii Dariusza Jońskiego. Czyżby SLD nie chciało obciążać swoich pierwszoligowych polityków ewentualną porażką?


Kampania prezydencka Sojuszu Lewicy Demokratycznej to falstart. Zaczęło się od fatalnej decyzji, by ogłosić kandydaturę Magdaleny Ogórek w dniu śmierci Józefa Oleksego. A po tym nietakcie wcale nie było lepiej. Kandydatka zupełnie zniknęła, co tłumaczono chęcią uszanowania pamięci po zmarłym. Jak widać, współczucie uderza nagle i niespodziewanie.


Falstart
Politycy SLD zapewniali, że najdalej kilka dni po ceremonii Magdalena Ogórek spotka się z mediami - i co najważniejsze - będzie odpowiadała na pytania. Podczas pierwszej prezentacji nie było takiej możliwości, bo Leszek Miller szybko przeciął próby dziennikarzy. Wbrew temu, co mówili politycy SLD, tak samo było również na drugim spotkaniu kandydatki z mediami: zamiast dialogu był monolog. Ogórek odczytała z kartki zarys programu i sobie poszła.


Więc znów dziennikarze uderzyli z żalami i prośbami do polityków SLD, którzy zapewniali, że Ogórek zacznie udzielać wywiadów, musi tylko skompletować sztab. Ten jest znany od półtora tygodnia, a wywiadów jak nie było, tak nie ma. Co więcej, według informacji części dziennikarzy ma ich nie być aż do konwencji wyborczej SLD, czyli do 14 lutego. Kilka dni temu szef sztabu Ogórek mówił nam jednak, że z powodu ataków tabloidów Ogórek spotka się z mediami wcześniej.


Nikt nie obroni Ogórek
Na razie jednak w kampanii trwa absolutny marazm, a najaktywniejszymi obrońcami Ogórek są politycy PiS i prawicowe media. Niemal cztery tygodnie, które minęły od prezentacji kandydatury zostały kompletnie zmarnowane. Poza rzuceniem kilku haseł i pomysłów Ogórek nie zaprezentowała absolutnie żadnego pomysłu, nie przebiła się do mediów z żadnym tematem. Partia nie wykorzystała faktu, że ogłosiła swoją kandydatkę niemal miesiąc przed oficjalnym rozpoczęciem kampanii. Inaczej niż PiS czy Twój Ruch, których kandydaci ostro pracują.

SLD nie wykorzystało więc wcześniejszego startu. Za to odsłoniło swoją kandydatkę na ataki politycznej konkurencji i - co znacznie bardziej bolesne - tabloidów. Te szybko rozgrzebały na wszystkie strony prywatne życie Magdaleny Ogórek, a jej jedyna aktywność publiczna ograniczyła się do oświadczeń na Twitterze i na Facebooku, w których dementowała plotki. Wyraźnie widać, że nie było w jej otoczeniu nikogo, kto pomógłby jej przejść przez burzę.

Ławka rezerwowych
Bo i sam sztab kandydatki SLD jest zespołem rezerwowych. Jego szefem jest Leszek Aleksandrzak, szef wielkopolskich struktur SLD. W startach w wyborach do Sejmu ma 50 proc. skuteczności, startował czterokrotnie, udało się dwa razy. Wcześniej był m.in. starostą kaliskim, pracownikiem przedsiębiorstwa budowlanego i kierownikiem wydziału w Komitecie Wojewódzkim PZPR.

Aleksandrzak nie jest postacią medialną, nie znają go nie tylko wyborcy, ale i nawet część dziennikarzy. Dlatego trudno oczekiwać, że będzie tak aktywny jak Sławomir Nowak, który był szefem sztabu Bronisława Komorowskiego pięć lat temu czy nawet Robert Tyszkiewicz, który pokieruje nim w tym roku.

Dziwny podział
Ale można uznać, że szef sztabu ma być od podejmowania decyzji i organizowania wszystkiego od strony technicznej i finansowej. Wtedy jednak potrzebny jest silny rzecznik, który będzie bronił Ogórek w czasie codziennych medialnych potyczek. Wydawało się, że twarzą kampanii Ogórek będzie Dariusz Joński, rzecznik Sojuszu i jeden z najbardziej eksponowanych medialnie polityków partii.

Okazuje się jednak, że Joński został oddelegowany na odcinek wyborów parlamentarnych. Podobnie zresztą jak Krzysztof Gawkowski, sekretarz generalny partii, który także bardzo dobrze radzi sobie w potyczkach z politycznymi konkurentami. – Sztab nie jest instytucją medialną – przekonuje w rozmowie z naTemat przewodniczący Aleksandrzak. – Joński jest rzecznikiem partii, ma tam dużo pracy. Musi być podział zadań - nie da się robić wszystkiego, bo byłoby po łebkach – dodaje.

Szef bez doświadczenia
Wyjaśnia, że partia chce aktywnej kampanii i nie da się jej pogodzić z przygotowaniami do wyborów parlamentarnych. To dość unikatowe myślenie, obecne chyba tylko w SLD - inne partie traktują kampanię prezydencką jako preludium do wyborów parlamentarnych. To jeden z argumentów, który skłonił PSL do wystawienia swojego kandydata. Gdyby tego nie zrobił, nie zdążyłby rozpędzić machiny wyborczej na jesienną kampanię.

Zagadką jest też sam Aleksandrzak, wszak od szefa sztabu wiele zależy. – Pracowałem w sztabach, prowadziłem wybory w powiecie. Wiem, że to mniejsza skala, ale niewiele się różni zasadami. Każdy poseł, który zrobił dwie, trzy kampanie w życiu ma już jakieś doświadczenie, ja także. Będę starał się, by ta kampania była jak najlepsza – zapewnia szef sztabu Magdaleny Ogórek.

Bez medialnych gwiazd
Dariusz Joński swoją nieobecność w sztabie tłumaczy koniecznością pracy w sztabie przygotowującym wybory parlamentarne. – To decyzje partii – ucina. Nie chce wyjaśniać dlaczego w sztabie Ogórek znaleźli się zawodnicy drugiej kategorii. – Odsyłam do Leszka Aleksandrzaka, on jest szefem sztabu. Ja cieszę się, że będę pracował w sztabie parlamentarnym, bo to dla nas ważne wybory, gramy o wysoką stawkę – przekonuje.

Joński daje do zrozumienia, że nie chce mieć nic wspólnego z kampanią Ogórek. Na pytanie dlaczego najważniejsi politycy partii dystansują się od kandydatki do Pałacu Prezydenckeigo opowiada zupełnie obok. – Leszek Aleksandrzak z Magdaleną Ogórek zbierają sztab. Nasza kandydatka będzie pracowała z osobami, które ją znają. Przypominam, że ona pracowała w biurze partii – kończy Joński.

Osobny organizm
Wtedy szefem partii był Grzegorz Napieralski, wydaje się, że to jego ekipą otoczy się Ogórek. Za kontakty z mediami będzie odpowiadał Tomasz Kalita, rzecznik partii w tamtych czasach. Po dojściu do władzy Leszka Millera został zupełnie zmarginalizowany, po okresie kwarantanny wrócił do Centrum Medialnego Sojuszu. Ale nie ulega wątpliwości, że jego pozycja jest znacznie słabsza niż Jońskiego.

Sztab Ogórek będzie więc ciałem obcym wobec partii, wobec jej centrum decyzyjnego. Jeśli coś ugrają, kierownictwo ugrupowania niewątpliwie będzie się grzało sukcesie i przekonywało, że dobry wynik Ogórek to ich zasługa. Jeśli nie, będą starali się odciąć od porażki. I temu ma właśnie służyć specyficzny skład sztabu kandydatki. Sztabu, który w istocie jest ławką rezerwowych.