Łagodna twarz PiS-u? To tylko wyborcza maska. Andrzej Duda to katolicki radykał, który wierzy w zamach

Wizerunek Andrzej Dudy nie jest tak dobry, jak to kreuje jego sztab.
Wizerunek Andrzej Dudy nie jest tak dobry, jak to kreuje jego sztab. Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Andrzej Duda to łagodniejsza twarz Prawa i Sprawiedliwości. Tak przynajmniej stara się go przedstawić sztab. Ale wypowiedzi Dudy mówią same za siebie. Zarówno jeśli chodzi o treść, jak i o formę, Duda to radykał. Choć na tle swojego otoczenia i tak wypada blado: jego asystentka stawiała szkocką za spalenie tęczy na pl. Zbawiciela.


Piękna wiosenna niedziela w małopolskiej Lipnicy Murowanej. Na tradycyjnym konkursie palm wielkanocnych pojawia się Andrzej Duda, kandydat PiS na prezydenta. Uśmiechnięty, wita się z Elżbietą Bieńkowską z PO i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem z PSL. Kolejna scenka: Londyn, początek marca. Andrzej Duda spotyka się z emigrantami, kilka dni później internet podbija jego zdjęcie z szeroko uśmiechniętą studentką. 31 marca, polityk odwiedza Łuków. Jego sztab nie traci okazji, by wrzucić do sieci zdjęcie kandydata z misiem, symbolem miasta.
To dokładnie przemyślana strategia: Duda ma walczyć o elektorat, dla którego prezes Kaczyński jest zbyt ostry. O tych, którzy widzą, że w Polsce źle się dzieje, ale nie chcą powtórki z IV RP. Poprzednia kampania przebiegała pod znakiem ocieplania wizerunku Jarosława Kaczyńskiego. Teraz wizerunku nie trzeba zmieniać, wystarczy go wykreować. Bo prawdziwa twarz Andrzeja Dudy jest mało znana.


Smoleńsk: był wybuch
Duda jest jednym z niewielu młodych polityków PiS, którzy dopuszczają możliwość zamachu. – Mówienie, że nie doszło do zamachu jest zakłamaniem. Dotąd nie wiemy, na bazie jakich dokumentów powstał raport komisji Millera – mówił w 2012 r. w naTemat. Dwa lata później był jeszcze bardziej stanowczy: – Wszystko, co miałem do tej pory okazję wysłuchać na zespole Antoniego Macierewicza, wskazuje, że doszło do wybuchu – mówił w 2014 r. w Polskim Radiu.


Duda, kiedy jeszcze był posłem do Sejmu, zasiadał w prezydium zespołu Antoniego Macierewicza. Przez to też miał bliskie związki z Klubami Gazety Polskiej, w których przekonanie o zamachu jest jednym z fundamentów postrzegania polityki. Duda często pojawia się na uroczystościach Klubów, już jako kandydat na prezydenta był na VIII Zjeździe Klubów Gazety Polskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej.


Dzielenie Polaków
Także podczas spotkania KGP, tym razem w Krakowie, dał dowód, że jest hipokrytą. Krytykuje Bronisława Komorowskiego za "dzielenie Polaków". Sam jeszcze niedawno robił to wprost. – Dzisiaj dzielę Polskę na dwa obozy patrząc w telewizor: jeden to jest obóz propaństwowy, a drugi to jest obóz antypaństwowy – mówił Duda.

Podobnie Polskę dzielił PiS w 2005 roku. Wtedy główną osią kampanii wyborczej był podział na Polskę liberalną (reprezentowaną przez PO) i Polskę solidarną (tę PiS). Jak widać, Andrzej Duda wcale tak bardzo nie odróżnia się od Jarosława Kaczyńskiego. I choć sam podział w kampanii nie jest niczym złym, to hipokryzja już tak.

Defetyzm
Ale jest coś jeszcze gorszego, co źle wpływa na nasz narodowy zapał do pracy. To defetyzm, który jest nieodłączną częścią retoryki PiS. Jest on tak głęboko zakorzeniony w umysłach polityków tej partii, że nie potrafią się go wyzbyć nawet na wydarzeniach, które z założenia mają pokazywać co zrobić, żeby było lepiej. Tak było podczas zeszłorocznego Kongresu Obywatelskiego, gdzie prof. Piotr Gliński, szef rady programowej PiS, skupił się na mówieniu jak dramatycznie źle jest w kraju. Na to, co zrobić, by było lepiej, zabrakło już czasu.

Podobnie o naszym kraju mówi zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Andrzej Duda. – Czas skończyć z niszczeniem Polski powiatowej. Wszystko na obrzeżach jest likwidowane. Znikają urzędy pocztowe, sądy, komunikacja, komisariaty policji, wszystko to, co ludziom normalnie pozwalało funkcjonować, co umożliwiało, godziwe życie – mówił Duda w Opatowie.

Kondominium
– Polska nie ma suwerennej polityki zagranicznej – przekonuje kandydat PiS. – Płynięcie w głównym nurcie to nie suwerenna polityka zagraniczna. Osiem lat rząd nie prowadził suwerennej polityki zagranicznej. Ostatnia suwerenna polityka to była polityka pana prezydenta profesora Lecha Kaczyńskiego – dodawał na innym ze spotkań.

Od tego blisko już do nazwania Polski kondominium rosyjsko-niemieckim, jak mówił to we wrześniu w 2010 roku. W 2012 o polskiej polityce zagranicznej Kaczyński pisał tak:
Jarosław Kaczyński

Niestety z bólem trzeba powiedzieć, że ta ignorancja wobec Polski, jej historii i znaczenia w świecie, jest negatywnym efektem naszej obecnej polityki zagranicznej. Polska dyplomacja jest słaba i nie potrafi w sposób należyty zadbać o nasze interesy. Prawo i Sprawiedliwość żąda natychmiastowej reakcji władz Polski, Prezydenta RP i Premiera RP. Czytaj więcej

Obietnice z kosmosu
Kampania wyborcza jest od obiecywania. Wiadomo. Obietnice wyborcze Andrzeja Dudy wyceniono na 250 mld zł. To między innymi zupełnie nierealne przywrócenie dawnego wieku emerytalnego, wypłata 500 zł miesięcznie na każde dziecko czy zwiększenie zakresu programu Mieszkanie dla młodych.

Ale są też obietnice mniejszego kalibru. Jak na przykład przywrócenie województwa częstochowskiego. To samo obiecywał też Jarosław Kaczyński. – To dobrze, że pan prezes Jarosław Kaczyński taką deklarację złożył, bo wierzę w to głęboko, że będzie w przyszłości premierem i jako premier przygotuje taki rządowy projekt – komplementował szefa Duda.

Katolicki fundamentalizm
Radykalne sądy Dudy ujawniły się w pełni, kiedy dyskutowano o in vitro. Początkowo Duda unikał odpowiedzi wprost. W końcu przyznał, że popiera stanowisko Episkopatu. Później jeszcze dodał, że jest przeciwnikiem tej metody. – To w znacznym stopniu oszustwo – obwieścił podczas jednego ze spotkań wyborczych.

Równie stanowczo Duda mówi o konwencji antyprzemocowej Rady Europy, którą nazwał "lewackim aktem". – Ratyfikacja jest to akt szkodliwy, ale przede wszystkim niepotrzebny – mówił jeszcze przed sejmowym głosowaniem nad ratyfikacją. Równi ostro protestowali najbardziej skrajni posłowie prawicy, m.in. Beata Kempa czy Marzena Wróbel.

Złe otoczenie
Andrzej Duda, jak chłopak z osiedla, wpadł w złe środowisko. Choć sam stara się kreować na łagodnego, w jego najbliższym otoczeniu nie brakuje ludzi o skrajnych poglądach. Kandydata PiS nie odstępuje na krok jego asystentka Magdalena Żuraw. Poza tym, że była "aniołkiem Kaczyńskiego", wsławiła się tym, że oferowała "najlepszą szkocką whisky" za spalenie tęczy na placu Zbawiciela.

Na pierwszym froncie medialnej walki jest rzecznik Marcin Mastalerek, znany między innymi z ostrego języka i nieco przyciężkich porównań. – Donald Tusk niczym jego przyjaciel Putin będzie rugał lub chwalił swoich ministrów – pisał w 2012 roku o przeglądzie ministrów. Przez kilka lat nie stracił ostrości języka, ani nie nabrał finezji w atakowaniu przeciwników. – Ten błazen, winiarz, milioner spod Biłgoraja? On startuje po to, by obrażać Dudę – mówił o Palikocie.

Andrzej Duda mocno walczy o centrum, żelazny elektorat PiS nie wystarczy, by zagrozić Bronisławowi Komorowskiemu. Dlatego wyborcom przedstawiany jest nie prawdziwy Andrzej Duda, ale wizerunek atrakcyjny dla wyborców. Ten prawdziwy jest znacznie mroczniejszy.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl