Od matki-polki po lwicę Platformy. Premier Ewa Kopacz podsumowuje półmetek swojego rządu.
Od matki-polki po lwicę Platformy. Premier Ewa Kopacz podsumowuje półmetek swojego rządu. Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

Prezentując swój gabinet po raz pierwszy, premier Ewa Kopacz przedstawiła się obywatelom jako „polska kobieta”, która w obliczu zagrożenia zamyka drzwi przed wrogiem i opiekuje się swoimi dziećmi. Kobieta, jak każda – zmienną jest. Wizerunek pani premier zmieniał się zatem wielokrotnie. Niedługo potem próbowała uchodzić za przywódcę dążącą do zgody i przerwania wewnętrznej wojny, a nawet polską Margaret Thatcher.

REKLAMA
Konferencja podsumowująca półmetek rządów pokazała jednak, że zmieniał się jedynie wizerunek oraz – co ma w tym momencie znaczenie kluczowe – ludzie, którzy nad nim pracują. Dziś nowy główny spin doktor pani premier Michał Kamiński skutecznie przyczynia się do tego, aby zamiast budowania zgody, skutecznie ją burzyć. Ewa Kopacz atakuje głównych rywali w niemal każdym wystąpieniu i pokazuje, że z wizerunku opiekuńczej matki-Polki niewiele pozostało.
My vs Oni – PO vs PiS
We wtorkowym wystąpieniu ataków na PiS również nie zabrakło. Ewa Kopacz przekonywała, że głoszone przez nich hasła, to próby wywierania strachu, niepoparte racjonalnymi argumentami. Przypominała o straszeniu przed traktatem lizbońskim czy wciąż aktualną i kontrowersyjną konwencją antyprzemocową. – Metoda in-vitro to dla PiS zamach na polskie rodziny – mówiła.
Ich radykalizm kontrowała ze swoją racjonalnością i troską o wszystkich obywateli, bez względu na wiek czy płeć. Mówiąc o dzieciach, przypomniała zakaz wprowadzania śmieciowego jedzenia w szkołach. Patrząc na starszych – chwaliła się domami opieki dla seniorów.
logo
Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Nauczona doświadczeniem z konferencji podsumowującej 100 dni rządu, kiedy przemawiała kilkadziesiąt minut i sama pogubiła się w spisach podawanych liczb, tym razem premier i jej doradcy wyciągnęli wnioski. Przemówienie trwało krótko, a nawet... za krótko. Zwłaszcza biorąc pod uwagę szumne zapowiedzi i niezłe techniczne przygotowanie.
Pół roku w 10 minut
Miała być wielka „feta” zorganizowana pod hasłem „50 procent expose”, bo tyle – zdaniem Kopacz – udało się zrealizować. Była dopracowana scenografia, obecni ministrowie, politycy PO i ludzie reprezentujący różne środowiska, mające pokazywać, że premier Kopacz w istocie łączy, a nie dzieli (rolnicy, lekarze, seniorzy, itp).
Opisując pół roku swoich rządów, premier zamknęła się w zaledwie kilkunastu minutach, nie udzielając także odpowiedzi na pytania.
Wtorkowa konferencja przypominała inaugurację rządu i wystąpienie w auli Politechniki. Wówczas Ewa Kopacz punkt po punkcie opisywała swoich ministrów. Dziś podobnie mówiła o zrealizowanych obietnicach zawartych w swoich expose. Wtedy jednak odpowiadała na pytania – dziś tego uniknęła.
Nie jest tak pewna siebie, stanowcza i „wojownicza”, na jaką próbują ją kreować. Polityczną „fighterką” pozostaje w wystąpieniach napisanych przez Michała Kamińskiego. Kiedy sama ma stanąć „oko w oko” z dziennikarzami i serią niewygodnych pytań, które mają zapisane w swych kajecikach – wycofuje się.
Zamiast odpowiedzi na pytania dostaliśmy serię infografik udostępnianych przez Kancelarię w mediach społecznościowych na temat tego, co udało się osiągnąć oraz spot – podsumowujący minione sześć miesięcy.
"Racjonalna kobieta" i wizerunkowa porażka
Pierwsze, wspomniane już wystąpienie pani premier w auli Politechniki Warszawskiej z pewnością nie należało do najlepszych. Ewa Kopacz przedstawiała kolejno nowych ministrów, przekonując o ich zaletach. Starała się pokazać jako stanowcza, dobrze zorganizowana kierowniczka, która będzie ostrym recenzentem swoich podwładnym. Miało być krótko i bezboleśnie.
Krótko było. Bezboleśnie również, do momentu zadawania dziennikarskich pytań o sprawy dotyczące polityki zagranicznej. Wówczas padły słynne słowa, w których Ewa Kopacz zadeklarowała, że Polska w obliczu zagrożenia będzie zachowywać się jak „rozsądna polska kobieta”.
Premier Ewa Kopacz

Wie pan, ja jestem kobietą. Wyobrażam sobie, co ja bym zrobiła, gdyby nagle na ulicy pokazał się człowiek, który wymachuje ostrym narzędziem albo trzyma w ręku pistolet. Pierwsza moja myśl: tam, za moimi plecami jest mój dom i tam są moje dzieci. Więc wpadam do domu, zamykam drzwi i opiekuję się własnymi dziećmi. Czytaj więcej

To właśnie kobiecość była najbardziej wyeksponowanym i najczęściej komentowanym akcentem tamtego wydarzenia. Nie da się ukryć, że stres związany z pierwszym publicznym wystąpieniem w nowej roli zrobił swoje. Niemniej jednak, niepewna premier zupełnie się pogubiła, a po krótkiej wyliczance o tym, że „nasze bezpieczeństwo, nasz kraj, nasz dom, nasze dzieci są najważniejsze”, symbolicznych zdjęciach i uściskach dłoni – konferencja dobiegła końca.
Kopacz ustami Kamińskiego
Półmetek rządu i przemówienie Ewy Kopacz (choć krótkie) pokazało, że premier de facto niewiele różni się od tej, którą poznaliśmy sześć miesięcy temu w auli Politechniki Warszawskiej. Zmieniło się przygotowanie stricte warsztatowe: sposób mówienia, gesty, zwięzłość i jakość wystąpień.
Wystąpień, na które ogromny wpływ wywiera nowy doradca Michał Kamiński.
logo
Fot. Tomasz Rytych / Agencja Gazeta
Wraz z Kamińskim wróciła retoryka straszenia PiS-em i stawiania podziałów „my vs oni”, widoczna zwłaszcza podczas przemówienia premier Kopacz na konwencji Bronisława Komorowskiego. – Jeżeli przyjdzie kryzys i przyjdzie ekipa z PiS to ciarki przechodzą po plecach – mówiła podczas swojego wystąpienia, którym jako jedyna mocno wyszła poza wykreowaną przez prezydenta atmosferę „zgody i bezpieczeństwa” (z naciskiem na „zgody”).
Nowy doradca – premier wciąż ta sama
Premier Kopacz nabrała pewnego doświadczenia i tzw. „obycia” – zarówno w kontaktach z mediami, jak i współpracownikami. Przeszła zmianę, lecz nie wielką metamorfozę. Jest bardzo pracowita, co podkreślają często inni politycy i co zresztą widać. Nie ma jednak takiej swobody i pewności, jaką miał jej poprzednik. Wycofała się w konflikcie ministra Arłukowicza z lekarzami, a w sprawie z górnikami, gdzie początkowo mówiono o niej jak o „polskiej Margaret Thatcher”, ostatecznie ustąpiła, finansując z budżetu likwidację nierentownych kopalni.
To wszystko pokazuje, że pomimo upływu czasu i intensywnych starań współpracowników, próbująca czasem uchodzić za „lwicę Platformy”, pani premier to w istocie ta sama, wciąż niepewna „polska racjonalna kobieta” z 19 września.

Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl