
Prezentując swój gabinet po raz pierwszy, premier Ewa Kopacz przedstawiła się obywatelom jako „polska kobieta”, która w obliczu zagrożenia zamyka drzwi przed wrogiem i opiekuje się swoimi dziećmi. Kobieta, jak każda – zmienną jest. Wizerunek pani premier zmieniał się zatem wielokrotnie. Niedługo potem próbowała uchodzić za przywódcę dążącą do zgody i przerwania wewnętrznej wojny, a nawet polską Margaret Thatcher.
We wtorkowym wystąpieniu ataków na PiS również nie zabrakło. Ewa Kopacz przekonywała, że głoszone przez nich hasła, to próby wywierania strachu, niepoparte racjonalnymi argumentami. Przypominała o straszeniu przed traktatem lizbońskim czy wciąż aktualną i kontrowersyjną konwencją antyprzemocową. – Metoda in-vitro to dla PiS zamach na polskie rodziny – mówiła.
Miała być wielka „feta” zorganizowana pod hasłem „50 procent expose”, bo tyle – zdaniem Kopacz – udało się zrealizować. Była dopracowana scenografia, obecni ministrowie, politycy PO i ludzie reprezentujący różne środowiska, mające pokazywać, że premier Kopacz w istocie łączy, a nie dzieli (rolnicy, lekarze, seniorzy, itp).
Pierwsze, wspomniane już wystąpienie pani premier w auli Politechniki Warszawskiej z pewnością nie należało do najlepszych. Ewa Kopacz przedstawiała kolejno nowych ministrów, przekonując o ich zaletach. Starała się pokazać jako stanowcza, dobrze zorganizowana kierowniczka, która będzie ostrym recenzentem swoich podwładnym. Miało być krótko i bezboleśnie.
Wie pan, ja jestem kobietą. Wyobrażam sobie, co ja bym zrobiła, gdyby nagle na ulicy pokazał się człowiek, który wymachuje ostrym narzędziem albo trzyma w ręku pistolet. Pierwsza moja myśl: tam, za moimi plecami jest mój dom i tam są moje dzieci. Więc wpadam do domu, zamykam drzwi i opiekuję się własnymi dziećmi. Czytaj więcej
Półmetek rządu i przemówienie Ewy Kopacz (choć krótkie) pokazało, że premier de facto niewiele różni się od tej, którą poznaliśmy sześć miesięcy temu w auli Politechniki Warszawskiej. Zmieniło się przygotowanie stricte warsztatowe: sposób mówienia, gesty, zwięzłość i jakość wystąpień.
Premier Kopacz nabrała pewnego doświadczenia i tzw. „obycia” – zarówno w kontaktach z mediami, jak i współpracownikami. Przeszła zmianę, lecz nie wielką metamorfozę. Jest bardzo pracowita, co podkreślają często inni politycy i co zresztą widać. Nie ma jednak takiej swobody i pewności, jaką miał jej poprzednik. Wycofała się w konflikcie ministra Arłukowicza z lekarzami, a w sprawie z górnikami, gdzie początkowo mówiono o niej jak o „polskiej Margaret Thatcher”, ostatecznie ustąpiła, finansując z budżetu likwidację nierentownych kopalni.
Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl
