
Prezentując swój gabinet po raz pierwszy, premier Ewa Kopacz przedstawiła się obywatelom jako „polska kobieta”, która w obliczu zagrożenia zamyka drzwi przed wrogiem i opiekuje się swoimi dziećmi. Kobieta, jak każda – zmienną jest. Wizerunek pani premier zmieniał się zatem wielokrotnie. Niedługo potem próbowała uchodzić za przywódcę dążącą do zgody i przerwania wewnętrznej wojny, a nawet polską Margaret Thatcher.
Konferencja podsumowująca półmetek rządów pokazała jednak, że zmieniał się jedynie wizerunek oraz – co ma w tym momencie znaczenie kluczowe – ludzie, którzy nad nim pracują. Dziś nowy główny spin doktor pani premier Michał Kamiński skutecznie przyczynia się do tego, aby zamiast budowania zgody, skutecznie ją burzyć. Ewa Kopacz atakuje głównych rywali w niemal każdym wystąpieniu i pokazuje, że z wizerunku opiekuńczej matki-Polki niewiele pozostało.
My vs Oni – PO vs PiS We wtorkowym wystąpieniu ataków na PiS również nie zabrakło. Ewa Kopacz przekonywała, że głoszone przez nich hasła, to próby wywierania strachu, niepoparte racjonalnymi argumentami. Przypominała o straszeniu przed traktatem lizbońskim czy wciąż aktualną i kontrowersyjną konwencją antyprzemocową. – Metoda in-vitro to dla PiS zamach na polskie rodziny – mówiła.
Ich radykalizm kontrowała ze swoją racjonalnością i troską o wszystkich obywateli, bez względu na wiek czy płeć. Mówiąc o dzieciach, przypomniała zakaz wprowadzania śmieciowego jedzenia w szkołach. Patrząc na starszych – chwaliła się domami opieki dla seniorów.

Nauczona doświadczeniem z konferencji podsumowującej 100 dni rządu, kiedy przemawiała kilkadziesiąt minut i sama pogubiła się w spisach podawanych liczb, tym razem premier i jej doradcy wyciągnęli wnioski. Przemówienie trwało krótko, a nawet... za krótko. Zwłaszcza biorąc pod uwagę szumne zapowiedzi i niezłe techniczne przygotowanie.
Pół roku w 10 minut Miała być wielka „feta” zorganizowana pod hasłem „50 procent expose”, bo tyle – zdaniem Kopacz – udało się zrealizować. Była dopracowana scenografia, obecni ministrowie, politycy PO i ludzie reprezentujący różne środowiska, mające pokazywać, że premier Kopacz w istocie łączy, a nie dzieli (rolnicy, lekarze, seniorzy, itp).
Opisując pół roku swoich rządów, premier zamknęła się w zaledwie kilkunastu minutach, nie udzielając także odpowiedzi na pytania.
Wtorkowa konferencja przypominała inaugurację rządu i wystąpienie w auli Politechniki. Wówczas Ewa Kopacz punkt po punkcie opisywała swoich ministrów. Dziś podobnie mówiła o zrealizowanych obietnicach zawartych w swoich expose. Wtedy jednak odpowiadała na pytania – dziś tego uniknęła.
Nie jest tak pewna siebie, stanowcza i „wojownicza”, na jaką próbują ją kreować. Polityczną „fighterką” pozostaje w wystąpieniach napisanych przez Michała Kamińskiego. Kiedy sama ma stanąć „oko w oko” z dziennikarzami i serią niewygodnych pytań, które mają zapisane w swych kajecikach – wycofuje się.
Zamiast odpowiedzi na pytania dostaliśmy serię infografik udostępnianych przez Kancelarię w mediach społecznościowych na temat tego, co udało się osiągnąć oraz spot – podsumowujący minione sześć miesięcy.
"Racjonalna kobieta" i wizerunkowa porażka Pierwsze, wspomniane już wystąpienie pani premier w auli Politechniki Warszawskiej z pewnością nie należało do najlepszych. Ewa Kopacz przedstawiała kolejno nowych ministrów, przekonując o ich zaletach. Starała się pokazać jako stanowcza, dobrze zorganizowana kierowniczka, która będzie ostrym recenzentem swoich podwładnym. Miało być krótko i bezboleśnie.
Krótko było. Bezboleśnie również, do momentu zadawania dziennikarskich pytań o sprawy dotyczące polityki zagranicznej. Wówczas padły słynne słowa, w których Ewa Kopacz zadeklarowała, że Polska w obliczu zagrożenia będzie zachowywać się jak „rozsądna polska kobieta”.
Premier Ewa Kopacz
To właśnie kobiecość była najbardziej wyeksponowanym i najczęściej komentowanym akcentem tamtego wydarzenia. Nie da się ukryć, że stres związany z pierwszym publicznym wystąpieniem w nowej roli zrobił swoje. Niemniej jednak, niepewna premier zupełnie się pogubiła, a po krótkiej wyliczance o tym, że „nasze bezpieczeństwo, nasz kraj, nasz dom, nasze dzieci są najważniejsze”, symbolicznych zdjęciach i uściskach dłoni – konferencja dobiegła końca.
Kopacz ustami Kamińskiego Półmetek rządu i przemówienie Ewy Kopacz (choć krótkie) pokazało, że premier de facto niewiele różni się od tej, którą poznaliśmy sześć miesięcy temu w auli Politechniki Warszawskiej. Zmieniło się przygotowanie stricte warsztatowe: sposób mówienia, gesty, zwięzłość i jakość wystąpień.
Wystąpień, na które ogromny wpływ wywiera nowy doradca Michał Kamiński.

Wraz z Kamińskim wróciła retoryka straszenia PiS-em i stawiania podziałów „my vs oni”, widoczna zwłaszcza podczas przemówienia premier Kopacz na konwencji Bronisława Komorowskiego. – Jeżeli przyjdzie kryzys i przyjdzie ekipa z PiS to ciarki przechodzą po plecach – mówiła podczas swojego wystąpienia, którym jako jedyna mocno wyszła poza wykreowaną przez prezydenta atmosferę „zgody i bezpieczeństwa” (z naciskiem na „zgody”).
Nowy doradca – premier wciąż ta sama Premier Kopacz nabrała pewnego doświadczenia i tzw. „obycia” – zarówno w kontaktach z mediami, jak i współpracownikami. Przeszła zmianę, lecz nie wielką metamorfozę. Jest bardzo pracowita, co podkreślają często inni politycy i co zresztą widać. Nie ma jednak takiej swobody i pewności, jaką miał jej poprzednik. Wycofała się w konflikcie ministra Arłukowicza z lekarzami, a w sprawie z górnikami, gdzie początkowo mówiono o niej jak o „polskiej Margaret Thatcher”, ostatecznie ustąpiła, finansując z budżetu likwidację nierentownych kopalni.
To wszystko pokazuje, że pomimo upływu czasu i intensywnych starań współpracowników, próbująca czasem uchodzić za „lwicę Platformy”, pani premier to w istocie ta sama, wciąż niepewna „polska racjonalna kobieta” z 19 września.
Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl
