
Nowe stenogramy z kokpitu tupolewa wywołały emocje, których wokół katastrofy smoleńskiej nie było od dawna. To będzie jeden z najważniejszych tematów ostatniego etapu kampanii. Dlatego zachowanie PO i PiS będzie miało wpływ na jej przebieg i w rezultacie na wynik wyborów. Komorowski sprawy nie komentuje, a mediom wysyła sztab. Andrzej Duda przypomina, że nie mamy wraku i to on jest podstawą do przeprowadzenia śledztwa.
REKLAMA
Powrót tezy, że to gen. Błasik naciskał na pilotów, a współpracownicy Lecha Kaczyńskiego wchodzili do kokpitu pilotów stawia polityków PiS w trudnej pozycji. Od lat przekonywali oni, że to tylko rosyjskie kłamstwa Tatiany Anodiny, w 2013 r. prokuratura wojskowa wykluczyła naciski na załogę. Po odczytaniu dokładniejszych kopii czarnych skrzynek okazuje się, że odpowiedzialność za katastrofę spoczywa nie tylko na załodze.
Powtórka z trotylu
Prawo i Sprawiedliwość nie ma jednak zamiaru zmieniać lansowanej od pięciu lat narracji. Politycy tej partii przekonują, że nagraniom nie można ufać, bo to tylko wykonane w Rosji kopie. Już zarzucają, że "niemieckie radio" (RMF FM należy do koncernu Bauer) powtarza rosyjskie kłamstwa. To pokazuje problem. PiS-em znowu rządzą emocje.
Prawo i Sprawiedliwość nie ma jednak zamiaru zmieniać lansowanej od pięciu lat narracji. Politycy tej partii przekonują, że nagraniom nie można ufać, bo to tylko wykonane w Rosji kopie. Już zarzucają, że "niemieckie radio" (RMF FM należy do koncernu Bauer) powtarza rosyjskie kłamstwa. To pokazuje problem. PiS-em znowu rządzą emocje.
Tak samo jak po słynnej już publikacji Cezarego Gmyza o trotylu na wraku tupolewa. Wtedy Jarosław Kaczyński szybko zwołał konferencję prasową. Za szybko. – Zamordowanie 96 osób to niesłychana zbrodnia, każdy, kto miał cokolwiek z tym wspólnego, powinien ponieść tego konsekwencje – stwierdził wtedy Kaczyński. Tak ostry ton na długo ustawił debatę publiczną.
Wizja PiS się sypie
Wkrótce prokuratura zdementowała te rewelacje. Michał Gąsior pisał wtedy, że u Kaczyńskiego uleganie silnym emocjom, dawanie komentarzy pod wpływem impulsu to nałóg i przypadłość, której nie może się wyzbyć. Niektórzy politycy PiS byli nawet przekonani, że to służby wypuściły informacje o trotylu, by rozjuszyć prezesa PiS.
Wkrótce prokuratura zdementowała te rewelacje. Michał Gąsior pisał wtedy, że u Kaczyńskiego uleganie silnym emocjom, dawanie komentarzy pod wpływem impulsu to nałóg i przypadłość, której nie może się wyzbyć. Niektórzy politycy PiS byli nawet przekonani, że to służby wypuściły informacje o trotylu, by rozjuszyć prezesa PiS.
Teraz ta historia się powtarza. Kiedy fakty nie pasują do budowanej przez zespół Antoniego Macierewicza wizji, pojawiają się zarzuty, że to robota organów państwa, które na polecenie Platformy Obywatelskiej podgrzewają atmosferę i próbują sprowokować Kaczyńskiego. Atakuje się też tych, którzy tę niepasującą do obrazu PiS informację przekazali.
Macierewicz i Kaczyński wchodzą do gry
Później na scenie pojawia się Jarosław Kaczyński, który swoim komentarzem zaognia sytuację: stawia coraz ostrzejsze tezy, domaga się uwięzienia czołówki polityków PO i mówi o zdradzie, spisku i zamachu. Do tego dołącza Antoni Macierewicz, który napędzany przez swoich ekspertów przedstawia kolejne nieprawdopodobne hipotezy. Będzie miał do tego okazję w jutrzejszej "Polityce przy kawie" w TVP1. Można się domyślić w jakim tonie będzie mówił.
Później na scenie pojawia się Jarosław Kaczyński, który swoim komentarzem zaognia sytuację: stawia coraz ostrzejsze tezy, domaga się uwięzienia czołówki polityków PO i mówi o zdradzie, spisku i zamachu. Do tego dołącza Antoni Macierewicz, który napędzany przez swoich ekspertów przedstawia kolejne nieprawdopodobne hipotezy. Będzie miał do tego okazję w jutrzejszej "Polityce przy kawie" w TVP1. Można się domyślić w jakim tonie będzie mówił.
Ale między "trotylem" i stenogramami jest zasadnicza różnica. Trwa kampania wyborcza, której głównym aktorem jest Andrzej Duda. To jego reakcja jest dzisiaj równie ważna jak reakcja prezesa Kaczyńskiego i wiceprezesa Macierewicza. W przeszłości Duda stał ramię w ramię z szefem zespołu parlamentarnego i powtarzał jego skrajne opinie.
Zmniejszyć straty
Teraz Duda jest w sytuacji, w której nie może wygrać, musi tylko zminimalizować straty. Bo jeżeli zbyt łagodnie oceni informacje przedstawione przez RMF FM, może się narazić smoleńskiemu elektoratowi PiS, a ten nadal nie jest do niego w pełni przekonany. Z kolei jeśli będzie równie stanowczy jak Macierewicz, może zapomnieć o walce o centrum.
Teraz Duda jest w sytuacji, w której nie może wygrać, musi tylko zminimalizować straty. Bo jeżeli zbyt łagodnie oceni informacje przedstawione przez RMF FM, może się narazić smoleńskiemu elektoratowi PiS, a ten nadal nie jest do niego w pełni przekonany. Z kolei jeśli będzie równie stanowczy jak Macierewicz, może zapomnieć o walce o centrum.
Wyborcy na lewo od PiS ze strachem przypominają sobie napędzanego emocjami Kaczyńskiego, który w opinii wielu walczy o władzę tylko po to, by użyć zasobów państwa do ukarania Tuska, Arabskiego i innych, których obwinia za śmierć swojego brata. Kilkakrotnie próbowano zmienić ten wizerunek, ale w tej kampanii postawiono na zupełnie nową twarz.
Wyważony Duda
Dlatego Duda zapewne będzie unikał bardzo skrajnego wypowiadania się o Smoleńsku, pozwalając mobilizować "lud smoleński" tym, którzy zajmują się tym od zawsze, szczególnie Antoniemu Macierewiczowi. Jednocześnie nie będzie się jednak od nich odcinał. To nieco podobna strategia do tej przyjętej przez Bronisława Komorowskiego. Prezydent nie będzie odpowiadał na pytania o Smoleńsk podczas dzisiejszej podróży Bronkobusem, pozostawiając ten obowiązek sztabowi.
Dlatego Duda zapewne będzie unikał bardzo skrajnego wypowiadania się o Smoleńsku, pozwalając mobilizować "lud smoleński" tym, którzy zajmują się tym od zawsze, szczególnie Antoniemu Macierewiczowi. Jednocześnie nie będzie się jednak od nich odcinał. To nieco podobna strategia do tej przyjętej przez Bronisława Komorowskiego. Prezydent nie będzie odpowiadał na pytania o Smoleńsk podczas dzisiejszej podróży Bronkobusem, pozostawiając ten obowiązek sztabowi.
– Jest rzeczą znamienną, dla mnie smutną, że na dwa dni przed rocznicą pojawiają się jakieś informacje, jakieś przecieki z prokuratury, które w moim przekonaniu mają doprowadzić do negatywnych emocji – mówił Duda w Grójcu. – Dlaczego prokuratura, która miała tydzień temu konferencję nie mówiła nic na temat ekspertyzy? – dodawał.
Kampania na włosku
Kandydat PiS powściągnął emocje i zamiast mówienia o spisku powtarzał znane od dawna postulaty zwrotu wraku i czarnych skrzynek. – Jeżeli chodzi o wyjaśnianie przyczyn katastrofy, dla mnie jako prawnika, sytuacja jest jednoznaczna: potrzebujemy dowodów w kraju, cały czas trwa dezinformacja – mówił.
Kandydat PiS powściągnął emocje i zamiast mówienia o spisku powtarzał znane od dawna postulaty zwrotu wraku i czarnych skrzynek. – Jeżeli chodzi o wyjaśnianie przyczyn katastrofy, dla mnie jako prawnika, sytuacja jest jednoznaczna: potrzebujemy dowodów w kraju, cały czas trwa dezinformacja – mówił.
Teraz wszystko zależy od tego, co powie na ten temat prezes. Bo choć Duda zachował zimną krew, nadal może mu zaszkodzić wybuch emocji Jarosława Kaczyńskiego. A prezes ulega im nadzwyczaj łatwo. Zwłaszcza w kwestii Smoleńska. Jeśli tak się stanie, politycy PO znowu będą mogli malować obraz irracjonalnej opozycji, pochłoniętej rozdrapywaniem ran ze Smoleńska.
Jeśli to się uda, Duda może zapomnieć o normalnej kampanii, na każdym kroku będzie pytany o jego stosunek do rewelacji Macierewicza i ostrych opinii prezesa. Nie pomogą kolejne próby narzucenia tematu euro, służby zdrowia czy jakiegokolwiek innego. Końcówka kampanii będzie toczyła się pod dyktando Smoleńska. A to zaszkodzi, nie pomoże Dudzie.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
