
Sztab Prawa i Sprawiedliwości dawno nie był tak zmobilizowany jak teraz. Uskrzydleni pierwszą po dekadzie wygraną, której nikt się nie spodziewał, są w komfortowej sytuacji. Mają lepiej zorganizowany sztab, zwłaszcza w porównaniu do niespójnej Platformy i rywalizujących (także między sobą) jej członków. Mają również większe szanse na zdobycie poparcia wśród tych, którzy odpadli z prezydenckiej rozgrywki w I turze.
REKLAMA
Kampania Andrzeja Dudy rozpoczęła się już w niedzielę, chwilę po 21.00 wraz z wejściem kandydata na scenę. Krótkie, lecz sprawne wystąpienie w zestawieniu z czytaną z kartki mową Komorowskiego tylko umocniło go w roli faworyta.
Nie śpimy, działamy
Kandydat PiS przystąpił do działania od razu. Po nieprzespanej nocy, od 7.00 rano czekał na warszawiaków w centrum miasta, aby w normalnych rozmowach przekonać, że to on będzie najlepszym prezydentem. Pomysł niby banalny – nie Duda pierwszy i z pewnością nie ostatni czeka na mieszkańców z poranną kawą. W pierwszych godzinach nowej kampanii ważne było jednak to, kto pierwszy narzuci ton i skupi wokół siebie uwagę mediów.
Kandydat PiS przystąpił do działania od razu. Po nieprzespanej nocy, od 7.00 rano czekał na warszawiaków w centrum miasta, aby w normalnych rozmowach przekonać, że to on będzie najlepszym prezydentem. Pomysł niby banalny – nie Duda pierwszy i z pewnością nie ostatni czeka na mieszkańców z poranną kawą. W pierwszych godzinach nowej kampanii ważne było jednak to, kto pierwszy narzuci ton i skupi wokół siebie uwagę mediów.
W momencie, kiedy kandydat PiS rozdawał kawę na popularnej „patelni”, jego konkurent... czekał, przygotowując niewątpliwie ważne, lecz z drugiej strony w mgnieniu oka skrytykowane przez publicystów wystąpienie w sprawie JOW-ów oraz spodziewanego referendum.
Zgrany sztab PiS vs brak zgody w PO
Proste działanie Dudy pokazuje jak na dłoni sposób, w jaki pracuje jego sztab. Tam nie ma czasu na czekanie. Trzeba działać – tu i teraz. Narzucać nowe tematy i utrzymywać „zabójcze tempo”. Zmobilizowane zaplecze to jedna z największych szans Andrzeja Dudy i jednocześnie największych porażek Bronisława Komorowskiego.
Proste działanie Dudy pokazuje jak na dłoni sposób, w jaki pracuje jego sztab. Tam nie ma czasu na czekanie. Trzeba działać – tu i teraz. Narzucać nowe tematy i utrzymywać „zabójcze tempo”. Zmobilizowane zaplecze to jedna z największych szans Andrzeja Dudy i jednocześnie największych porażek Bronisława Komorowskiego.
Podzielona Platforma walczyła nie tylko o poparcie dla swojego reprezentanta, ale także o wpływy poszczególnych frakcji. W kampanii prezydenta od początku widać było niespójność i niekonsekwencję. Jedni radzili, aby budować wizerunek zgodnego, łagodnego i merytorycznego przywódcy. Inni nawoływali do zaostrzenia przekazu i atakowania PiS.
W sztabie Prawa i Sprawiedliwości nie ma takich podziałów. Tam wszyscy „grają na Dudę”. Ponadto, podsumowanie kampanii przed I turą pokazało też, że ich drużyna – zarówno ta stricte partyjna (Szydło, Mastalerek i pozostali), jak i pozapolityczna (młoda "drużyna Dudy") to nie tylko zespół ludzi, którzy mają do zrealizowania zadanie, ale ekipa, w której powstała jakaś więź. Po pierwszej wygranej wszyscy są jeszcze bardziej zmobilizowani, aby za 13 dni sięgnąć po następną.
Ważne psychologicznie zwycięstwo PiS
Przewaga Dudy na Komorowskim to nie „tylko” niecałe dwa procent, ale aż dwa procent. Każda, nawet najmniejsza wygrana jest ważna nie tylko z politycznego, lecz również z czysto psychologicznego punktu widzenia. Zwłaszcza dla polityków, którzy – tak jak działacze PiS – mają za sobą 8 porażek wyborczych z rzędu.
Przewaga Dudy na Komorowskim to nie „tylko” niecałe dwa procent, ale aż dwa procent. Każda, nawet najmniejsza wygrana jest ważna nie tylko z politycznego, lecz również z czysto psychologicznego punktu widzenia. Zwłaszcza dla polityków, którzy – tak jak działacze PiS – mają za sobą 8 porażek wyborczych z rzędu.
Temu, który zwyciężył, po prostu łatwiej wejść w nowe rozdanie. Zwiększa się pewność siebie, Duda występuje dziś jako faworyt. To z jednej strony duże wyzwanie i obciążenie, ale z drugiej – równie duża mobilizacja, choć kandydat PiS nie może osiadać na laurach, bo jeśli za dwa tygodnie Polacy postanowią jednak inaczej, upadek będzie wyjątkowo bolesny.
„Kukizowcy” nie poprą Komorowskiego
O zwycięstwie w II turze zadecydują wyborcy kandydatów, którzy odpadli z prezydenckiego wyścigu. Wśród nich szczególnie atrakcyjne jest 20 proc. zdobyte przez Pawła Kukiza. Przejęcie tego elektoratu przez Bronisława Komorowskiego wydaje się mało prawdopodobne (choć nie niemożliwe), nawet jeśli przez najbliższe dwa tygodnie nie będzie mówił o niczym innym, niż jednomandatowe okręgi wyborcze, a jego sztab nie robił nic oprócz publikowania negatywnych spotów.
O zwycięstwie w II turze zadecydują wyborcy kandydatów, którzy odpadli z prezydenckiego wyścigu. Wśród nich szczególnie atrakcyjne jest 20 proc. zdobyte przez Pawła Kukiza. Przejęcie tego elektoratu przez Bronisława Komorowskiego wydaje się mało prawdopodobne (choć nie niemożliwe), nawet jeśli przez najbliższe dwa tygodnie nie będzie mówił o niczym innym, niż jednomandatowe okręgi wyborcze, a jego sztab nie robił nic oprócz publikowania negatywnych spotów.
Elektorat Kukiza potrzebuje kandydat „zmiany”, a Bronisław Komorowski – choćby nie wiadomo jak się starał – takim kandydatem nie jest. Wprawdzie porównanie Andrzeja Dudy do kandydata niezwiązanego z systemem jest równie wyimaginowane, niemniej jednak na dziś to właśnie on ową pożądaną zmianę może im zaoferować.
Brak wsparcia od lewicy
Lewica, o której względy w kampanii prezydenckiej Komorowski szczególnie zabiegał poniosła w niedzielę całkowitą porażkę. Partyjni kandydaci, którzy są w stanie przekazać swoje poparcie prezydentowi (tj. Ogórek, Palikot i Jarubas) mogą mu zaoferować łącznie niewiele ponad 5 proc.
Lewica, o której względy w kampanii prezydenckiej Komorowski szczególnie zabiegał poniosła w niedzielę całkowitą porażkę. Partyjni kandydaci, którzy są w stanie przekazać swoje poparcie prezydentowi (tj. Ogórek, Palikot i Jarubas) mogą mu zaoferować łącznie niewiele ponad 5 proc.
Niewykluczone zresztą, że ze względu na mizerny wynik nie będą w ogóle spieszyć z przekazaniem swoich głosów, aby nie kompromitować się jeszcze bardziej. Andrzej Duda ma natomiast szansę na pozyskanie elektoratu Janusza Korwin-Mikkego, reszty rozdrobnionej prawicy i – jak zostało wspomniane – większej liczby wyborców Kukiza.
Na zielonej fali do Pałacu
Idąc za słowami red. Konrada Piaseckiego, które dziennikarz napisał na Twitterze zaraz po ogłoszeniu wyników, „nie ma żadnego przyczółka, którego Bronisław Komorowski może się chwycić”. Dziś sztab PO liczy po pierwsze na wyborców Kukiza, ale po drugie – na tych, którzy zostali w domu. Złudne nadzieje, jeśli spadające sondaże prezydenta nie zmobilizowały jego elektoratu do pójścia do urn w I turze, dlaczego mieliby zrobić to teraz?
Idąc za słowami red. Konrada Piaseckiego, które dziennikarz napisał na Twitterze zaraz po ogłoszeniu wyników, „nie ma żadnego przyczółka, którego Bronisław Komorowski może się chwycić”. Dziś sztab PO liczy po pierwsze na wyborców Kukiza, ale po drugie – na tych, którzy zostali w domu. Złudne nadzieje, jeśli spadające sondaże prezydenta nie zmobilizowały jego elektoratu do pójścia do urn w I turze, dlaczego mieliby zrobić to teraz?
Dziś nie mamy złudzeń. To będzie ostra kampania i zacięta walka o każdy głos do samego końca. Walka, w której wszystko może się wydarzyć. Póki co, to Andrzej Duda ma na swojej drodze cały czas zielone światło i duże szanse na to, aby na tejże zielonej fali dojechać do Pałacu Prezydenckiego.
Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl
