#robertmusisz – internauci wytypowali pierwszego kandydata do walki o prezydenturę w 2020 r. To Robert Biedroń

Biedroń cieszy się ogromną sympatią wśród Polaków.
Biedroń cieszy się ogromną sympatią wśród Polaków. Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta
Zakończone wybory prezydenckie wielu określało jako konieczność wyboru między dżumą a cholerą. I nie bez przyczyny, zwłaszcza jeśli chodzi o środowiska lewicowe. W II turze wyborcom przypadło bowiem w udziale decydować pomiędzy kandydatem prawicy liberalnej i kandydatem prawicy skrajnej. Spośród tej dwójki zresztą żaden nie był, nawet dla „swojego” elektoratu, kandydatem idealnym. Tak po ludzku.


Na ten brak ideału wielokrotnie narzekano podczas zakończonej właśnie kilkunastotygodniowej kampanii. Narzekali i znani, i mniej znani. Narzekali przed pierwszą turą, jeszcze mocniej robili to przed drugą. Ale i na tym się nie skończyło. Po ogłoszeniu wyników niedzielnych wyborów prezydenckich w sieci rozpętała się istna burza albo raczej rozpętał ją Robert Biedroń. I to, zaznaczmy, nie do końca chyba zamierzenie.

Biedroń mianowicie umieścił na swoim oficjalnym profilu na Facebooku wpis, w którym w raczej subtelny sposób wyraził swoje niezadowolenie z wygranej Andrzeja Dudy i zaznaczył, że „prezydent przyszłości zostanie wybrany za pięć lat”.

Dzisiaj przegrała nowoczesna Polska. Bez względu na wynik. Prezydent przyszłości zostanie wybrany za 5 lat. Damy radę!

Posted by Robert Biedroń on 24 maja 2015
Trafił tym w gust internautów. W odpowiedzi Polacy masowo komentowali „za 5 lat moim kandydatem na PREZYDENTA POLSKI bedzie Pan ROBERT BIEDRON”, „Prawdę mówiąc, sporo ludzi razem ze mną liczą, ze Pan wystartuje w wyborach prezydenckich. Polska potrzebuje takich osobistości jak Pan. Ludzi, którzy rozumieją na czym to wszystko polega” albo po prostu pisali #robertmusisz. W ten sam sposób w sieci wyrażano poparcie dla Bronisława Komorowskiego.

Już po II turze na Facebooku pojawił się nawet profil RobertBiedroń #2020. Co ciekawe, sugestie dotyczące tego, że to właśnie Biedronia chętnie widzianoby na prezydenckim fotelu często pojawiały się już wcześniej – jeszcze przed rozpoczęciem tegorocznej kampanii wyborczej.


Po pierwsze – dobrze się kojarzy
Istotne to tym bardziej, że początki kariery politycznej Roberta Biedronia były – jak pisze w naTemat Kamil Sikora – raczej trudne: – Zarzucano mu, że wszedł do Sejmu tylko dzięki nazwie listy (Ruch Palikota wprowadził prawie wszystkie jedynki) i swojej orientacji seksualnej. Biedroń niewiele robił, by zdjąć tę łatkę: pozował do zdjęć z Anną Grodzką, wypowiadał się właściwie tylko w sprawach środowiska LGBT, a kiedy spytano go o Konwent Seniorów, nie za bardzo wiedział, czym jest to ważne w strukturach Sejmu ciało.

Później jednak Biedroń ostro wziął się do pracy. Intensywnie działał nie tylko w komisji spraw zagranicznych, ale i w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy. – To człowiek niebywale pracowity, pełen energii i zdecydowany na działanie. Odniósł wielki sukces z Kampanią Przeciw Homofobii, świetnie sprawdził się jako poseł. Był jednym z najlepszych. Ma masę pomysłów i nie spocznie, póki nie uda mu się ich zrealizować – mówiła Barbara Nowacka w rozmowie z naTemat tuż po ogłoszeniu wyników wyborów samorządowych, w których Biedroń wygrał prezydenturę Słupska.

Po przeszło pół roku jego urzędowania jedno jest pewne – liczba jego zwolenników nieustannie rośnie. Po pierwsze dlatego, że Biedroń dobrze się kojarzy. Nie przypomina ani sennego Komorowskiego, ani (pardon) nieco fałszywie uśmiechającego się Dudy, za którego plecami czai się (lub wielu się tylko obawia, że się czai) prezes Kaczyński, nie jest zwolennikiem teorii spiskowych. Biedroń to po prostu Biedroń, często uśmiechnięty i z reguły wypowiadający się bez plucia jadem w stronę politycznych przeciwników.

Biedroń jest więc albo naprawdę świetnym aktorem i marketingowcem, albo niebywale szczerym człowiekiem przez co staje się też wiarygodnym politykiem. W dodatku Biedroń, w przeciwieństwie do wielu innych, codziennie o tę swoją wiarygodność dba.
Daj przykład! Głupcze!
I tak na przykład – Biedroń nie boi się zwolnić ludzi, do których nie ma zaufania (czyt. którzy nie do końca odpowiednio wywiązują się ze swoich obowiązków). Nie boi się też poprosić o kontrolę CBA w słupskim ratuszu. Zrobił to przecież kilka tygodni temu. Chodziło o źródła finansowania kampanii wyborczej kandydata na prezydenta Słupska i zarazem byłego wiceprezydenta miasta – Andrzeja Kaczmarczyka. Zdaniem Biedronia i jego współpracowników, 50 tys. zł na kampanię wyborczą samorządowca przeznaczył w formie darowizny zwolniony niedawno (właśnie z powodu utraty zaufania Biedronia) szef Biura Urbanistycznego Miasta Słupsk. W zamian Kaczmarczyk miał obiecać przychylny stosunek do zmian w planach zagospodarowania przestrzennego.

Nieco wcześniej, bo na początku tego roku to również Biedroń poinformował, że zabierze urzędnikom jedno z trzech aut służbowych oraz ograniczy swobodę korzystania z tzw. kilometrówek. – Zmiany, które chcemy wprowadzić, sprowadzają się do ograniczenia ryczałtów. Chodzi o to, aby z takich dodatków korzystały osoby, które tego faktycznie potrzebują. Mam na myśli na przykład poborców podatkowych. Inni urzędnicy mogą w czasie pracy przemieszczać się na piechotę lub skorzystać z komunikacji miejskiej, podobnie jak robi to sam prezydent miasta – wyjaśniał wtedy Marcin Anaszewicz, szef gabinetu Biedronia.
Wszystko oczywiście w ramach oszczędności. A te w przypadku Słupska są niezbędne – deficyt budżetowy uwzględniony w planach na 2015 r. to blisko 5 mln złotych.

W ramach oszczędności Biedroń chce także ograniczyć liczbę członków rad nadzorczych miejskich spółek. Już zdecydował też o obniżeniu ich pensji –  z 1200 do 500 zł miesięcznie w przypadku członków, z 1,6 tys. zł do 700 zł dla przewodniczących rad.

Biedroń pracuje też nad planem naprawczym miejskiego aquaparku – inwestycji, która choć pochłonęła kilkadziesiąt milionów złotych, nadal nie została ukończona. A i tu nie zapomina o tym, że jeśli do tej inwestycji trzeba by dopłacić z pieniędzy mieszkańców, to wcześniej wypada zapytać ich o zgodę. I zapowiada w sprawie aquaparku... referendum.
Z kolei lokalne gimnazjum, za sprawą Biedronia, od września będzie też miało klasę o profilu gastronomicznym, której patronować będzie Magda Gessler.

A takie zachowanie to dla wyborców przykład osławionych, upragnionych zmian. Bo Biedroń COŚ na swoim stanowisku naprawdę robi.

Po drugie – jest blisko ludzi
Właśnie, Biedroń jest blisko ludzi. Nie na potrzeby kampanii, bo ta wszak dawno za nim a do kolejnej jeszcze daleko. Raczej na potrzeby skutecznego działania. I tak na przykład – Biedroń jeździ do pracy albo podmiejskim autobusem, albo rowerem. Jak każdy inny człowiek. Biedroń zabiera dzieci na wycieczkę do Sejmu. Jak przeciętny nauczyciel.

Odwiedziłem z dzieciakami ze Słupska mój były zakład pracy. Mówili, że było mega.

Posted by Robert Biedroń on 23 maja 2015
Biedroń idzie bawić się na Juwenaliach ze studentami. Jak statystyczny student.

Nawet ślub mieszkańcy Słupska chcą brać u Biedronia. I to masowo Dlaczego? Bo Biedroń robi to wszystko spontanicznie i – najwyraźniej – sam świetnie się przy tym bawi. Ludzie więc świetnie bawią się z nim. I zwyczajnie, po ludzku, go lubią. Pytanie – czy w ten sposób Polacy choćby przez chwilę pomyśleli o Bronisławie Komorowskim czy Andrzeju Dudzie?

Napisz do autorki: malgorzata.golota@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...